czwartek, grudnia 24, 2015

PRZEBUDZENIE BOŻONARODZENIOWE BEZ SPOILERÓW




 Kiedy byłem mały rodzice zapoznali mnie z pewnym świętem o wdzięcznej nazwie BOŻE NARODZENIE.  Była to historia pewnych uchodźców Mari (zawsze dziewicy ponoć) i jego przyjaciela Józefa, którzy uciekali przed królem Herodem, który chciał ich zabić, bo bał się przepowiedni o nadejściu mesjasza, który go zgładzi.

Wyczerpani, postanawiają przespać się w pewnej szopie, gdzie pasterze przechowywali barany i inne zwierzęta hodowlane.  Maria urodziła syna i nazwała go Jezus. Pierwsza gwiazda zaświeciła i bardzo szybko trzech królów ofiarowało im insygnia władzy, bowiem to Jezus (ponoć) jest tym mesjaszem i połączy ludzi i uwolni.

W związku z tym są święta Bożego Narodzenia i powiem tak. Jest to wspaniała zabawa i wspaniała historia. Jest wielki stół, choinka, światełka, jedzenie, miłe kolędy i prezenty, które przynosi święty mikołaj (który się wziął z jeszcze innej bajki) Niestety po 37 latach święta stały się tak przewidywalne i nudne że utraciły swoją moc. Zawsze ci sami ludzie, zawsze te same kolędy, te same dania, ten sam Jezus i ten sam program telewizyjny.

Dziś wszystko ulegnie zmianie. W związku z narodzinami mojej córki LEI dziś będzie 10 osób na kolacji wigilijnej. Ona połączyła dwie rodziny i będzie można zacząć wszystko na nowo. 

Mój ojciec będzie mógł opowiedzieć tą historie z karpiem jak mu ość stanęła w gardle i prawie umarł na nowo tym nowym pięciu z nowej rodziny i historia znowu będzie jak nowa. Kto wie może doda parę elementów, by było to zgrabniejsze przecież tyle razy to nam opowiadał, że porzygać się można. Ale nowa publiczność łyknie to z pewnością a i on poczuje się lepiej że zrobił coś super. 

I zawita mikołaj i będą złe zdjęcia LEI z MIKOŁAJEM i będą prezenty i pewnego dnia młoda nawet uwierzy, że to wszystko to prawda. Tak jak ja oglądając GWIEZDNE WOJNY POWRÓT JEDI w 1985 roku.

I tak jest z tym filmem PRZEBUDZENIE MOCY


PRZEBUDZENIE MOCY to takie Święta Bożego narodzenia dla mojej córki LEI.  To dokładnie to samo tylko opowiedziane na nowo.  To miecz świetlny który ma extra mieczyki po boku. i extra nowy robot i extra nowy zły i extra extra extra.

I tutaj drogi czytelniku trzeba będzie doszukać się konkluzji i mogę tylko powiedzieć tyle.
Nie ma happy endów. Nie ma i żyli długo i szczęśliwie i nie ma kulminacji. Czyli ostatecznego nieodwracalnego zdarzenia, który zakończy mękę głównego bohatera.

Czyli jeśli starasz się o dziewczynę i w końcu ją dostajesz, nie martw się prędzej czy później przestani ci się podobać. Jeśli zwyciężysz z wielkim wrogiem i wygrasz bitwę. Nie martw się, pojawi się kolejny. Jeśli jesteś dzieckiem, który ogląda gwiezdne wojny. Nie martw się, będziesz kiedyś ojcem który  ogląda GWIEZDNE WOJNY EPIZOD 1000  i jak da moc będziesz dziadkiem, który je ogląda i płaci za bilety swoim wnuczką a potem umierasz.  I może wtedy będzie to upragniony koniec, chyba, że żyjemy wiecznie jak mawia Jezus i DISNEY już wymyśli myk by dorwać się do nas i tam byśmy płacili za nowe DVDBLUERAYVHS specjalnej edycji filmu  i trzeba będzie to znosić przez całą wieczność.

Wesołych świąt i Gwiezdnych Wojen :)

piątek, grudnia 18, 2015

ODEJSCIE W MOCY

Dziś moja babcia zmarła. Irena Aksinowicz była cierpliwą kobietą. Przetrwała drugą wojnę światową, przetrwała komunizm, alkoholizm i kapitalizm. Niestety nie przetrwała starości. Umęczona życiem odkąd pamiętam pod koniec, zapadła w demencje starczą. Powoli odchodziła na naszych oczach. Ostatecznie nie reagowała na swoje imię i na nas. Była po prostu dla siebie.

Dziś jest premiera przebudzenia mocy w kinie. Gwiezdne Wojny na które czekał świat od dobrych paru lat. Wiedzieliśmy o tej dacie i odliczaliśmy do niej. Dziś babcia wybrała sobie ten dzień by w mocy odejść.





wtorek, grudnia 01, 2015

WOODY ALLEN I JEGO 80 LAT



   Woody Allen zawsze robił swoje.  Jestem jego wielkim fanem, ponieważ od dziecka towarzyszy mi w swoich wywodach i miał wpływ na mnie jak i na wiele osób. Tutaj w punktach podsumuje dlaczego Woody to ciekawa postać i za co go można cenić.

- Robi swoje.  Co roku robi jeden film nie przejmując się krytyką. Montuje ostatni film, siada, pisze scenariusz w trzy tygodnie, na swojej maszynie i daje to do produkcji.

- Za to że nie boi się kraść. Kradł od Felliniego, Bergmana, Antonioniego i wielu innych. Ta mieszanka i jego poczucie humoru dało nam Allena.

- Za to że nie ogląda swoich filmów po ich skończeniu. Czy to nie pięknie, że ten gość nie widział Annie Hall po premierze. On je ma w głowie i idzie do przodu.

- Za nowatorskość w podejmowaniu tematów i stylistyk do filmu. Szczególnie ZELIG, wyróżnia się tym bardziej, że zapoczątkował nowy nurt w stylizowanych filmach dokumentalnych.

- Za to że wykreował siebie. Wymyślił swój pseudonim i założył okulary. Każdy artysta powinien to zrobić. Wtedy nie musi się utożsamiać ze sobą i daje mu to wolność.

- Za to że od czterdziestu lat gra na klarnecie w niedziele, dlatego też nie może chodzić na rozdanie Oskarów, bo to właśnie wtedy.

- Za to, że pisze, gra w swoich filmach, reżyseruje i ma wiedzę muzyczną,

- Za to, że nie boi się powiedzieć, że nic nie wie i jego wiadomości o świecie są bardzo ogólne. Interesuje się tylko tym co go interesuje. Czy to nie piękne?

- I na koniec za to że bierze życie takim jakim jest. Nie chciał tego to samo przyszło. Najpierw był komikiem potem aktorem potem naturalnei zrobił jeden drugi , czterdziesty film. I tyle

Myślę też, że pomimo tego całego sposobu pokazywania siebie w filmach lub pokazywanie jego odsłon, jest nieszczęśliwy. Czuje, że chciał inaczej, ale kto tak nie ma :)

poniedziałek, listopada 16, 2015

LEA WITAJ W NASZYM ŚWIECIE


No i urodziła się moja córka. Ma 5 dni i ma się dobrze. Nie będę tutaj rozpisywał się jak to jest być ojcem i czy płacze, czy robi kupki i jakie kupki, czy mamy trudne noce i inne takie jakieś pytania ile waży ile mierzy ile ile i jakie. Chce napisać o czymś zupełnie innym.

Ona jest. Mogło jej nie być ale jest. Wiecie dlaczego jest? Ponieważ jej rodzice nie bali się być ze sobą. Ona jest, ponieważ odłączyliśmy myślenie o tym co strasznego może się stać, jak nie daj bóg się pojawi. Tak, to był strach przed życiem. Dzisiaj jeszcze nie, bo to nie jest właściwy czas. Szukam właściwego kandydata na ojca lub matkę. Nie mam pieniędzy. Nie mam tego upragnionego domu i samochodu. A zawsze wyobrażałem sobie, że pojawi się ta jedyna i ta jedyna, będzie doskonała by spłodzić doskonałe dziecko w doskonałym kraju w doskonałym domu w doskonałej szkole, będzie uczyła się języków obcych i jadła najlepsze jedzenie. Czy to jest życie? Nie. Życie jest właśnie wtedy, kiedy rodzi się dziecko i tyle. Życie jest właśnie wtedy, kiedy odrzuca się słowo wpadka. Wiele osób pytało się mnie czy to była wpadka. Degradowali moje i Oli nastawienie do życia. Ja nie wierze w perfekt dziewczynę, bo nie wierze w perfekt człowieka. Sam nie jestem perfekcyjny. Jedyne czego się nauczyłem to nie marzyć tylko robić. Nie marze o filmach tylko je robię. Nie marze o muzyce, tylko ją gram.  Nie marze o życiu tylko żyje. To bardzo miłe uczucie móc w końcu żyć na naszym świecie a nie marzyć o nim, że będzie kiedyś lepsze. Jest teraz, jutro może go nie być. Koniec. A teraz powrócę do LEI.

Ona sobie żyje w swoim świecie. Podśpiewuje sobie w swoim języku. Odbiera świat dźwiękiem. Odrzuciła zabawkę żabę, która grała jej infantylne pozytywki, ale fortepian i muzyka szopena ją intryguje. Uspokaja, usypia. Gram jej na pianinie, bo widzę jak dobrze reaguje na żywy dźwięk. Wszystko co sztuczne nienaturalnie odrzuca i to jest HOLIZM TOTALNY. Tu i teraz w totalnej rzeczywistości, choć wciąż abstrakcyjnej bo w towarzystwie dźwięków i ciszy, dotyku i ciepłego i zimnego powietrza, ciepłej i letniej wody, kremu do ciała i mleka matki.

Czym mniej myślę tym bardziej żyję. Teraz kolej na was .... JUST DO IT.

czwartek, listopada 05, 2015

CZEKAJĄC NA NOWORODKA

Już na dniach ma pojawić się LEA. Ponoć każde dziecko jest inne i trzeba się go nauczyć. Porównując małą do modelu technologicznego, można stwierdzić, że jest zupełnie nowym obywatelem dwudziestego pierwszego wieku.

Po pierwsze. Urodzi się w 2015 co nie wykluczone doprowadzi ją do wieku dwudziestego drugiego. Tak więc można powiedzieć, że teoretycznie LEA to dziecko 21 wieku, bo ma szanse przeżyć go do końca.  Będzie inaczej wychowywana bo z innymi technologiami w okół. Mętlik informacyjny, będzie dla niej tym czym dla mnie były samochody na ulicy. Nie wspomnę o internecie. W dobie ostatnich 37 lat mojego życia, będzie miała o 37 lat więcej informacji historycznych filmowych i muzycznych do nadrobienia niż ja, które te informacje, przyswajałem stopniowo. Mało tego. Abstrahując od jej wychowania i ustroju w którym przyjdzie jej żyć, to samo ciało jest zbudowane z zupełnie inaczej niż moje i nie mówię teraz o płci. Moja mama jadła inne produkty niż mama Lei. Była wspierana innymi witaminami, będzie odbierana zupełnie inaczej niż ja. Samo wystąpienie cięcia cesarskiego lub nacięcia lub podanie znieczulenia będzie miało wpływ na nią. Tak samo jeśli chodzi o dietę matczynego mleka i innych produktów.

Fascynuje mnie to przyznam... 


piątek, października 30, 2015

PAŹDZIERNIK VS ŻYCIE



    Żyje tak jak i wy. Mam swoje dni tak jak i wy. Mam swoje sny, kolacje i śniadania. Mam swoje problemy i oczekiwania tak jak i wy. Żyjemy i na tym to polega.

   Czym dłużej żyję, tym bardziej oswajam się z trybem dwunastomiesięcznym. Szczególnie teraz kiedy mam 37 lat zaraz i coraz mniej rzeczy potrafi mnie zaskoczyć. Jesień taka jest jak była rok temu. Ramówka telewizyjna jest taka jak rok temu. Rząd się zmienił ale tak naprawdę u mnie nic się nie zmieniło. Może zrobiłem jeden film, oczekuje pierwszego dziecka, byłem na ślubie mojej mamy to tak naprawdę to tylko kolejny rok mojego życia.

  Na przykład Cyprys pies będzie miał kolejną operację na stawy. To życie właśnie. Monotonne. Nawet nie fascynujące. Zwyczajne. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem rok za rokiem dekada za dekadą. Być może tego typu wypowiedzi z czytającymi, może być zrozumiane jako swojego rodzaju depresja ale ja mówię nie. To taki właśnie jesienny - zimowy czas.

 No i tyle, na dziś.

sobota, października 24, 2015

PITCHING POWRÓT DO LEGOLANDU



PICHING - Co to jest?  To czterdzieści do dwustu, przedstawicieli środowisk telewizyjno filmowych, którzy oglądają twoje wystąpienie (coś na kształt TEDa) jak po angielsku w 10 minut przedstawiasz swój projekt filmowy w fazie przygotowawczej (development) to tak po krótce. A co to jest pitching według mnie? Wielki stres.

To chyba jedyna forma filmowego zaangażowania, dla reżyserów i producentów, która przypomina trochę koncert zespołu na żywo lub teatr na scenie.  Podobnie wszystko może się nie udać. Możesz zapomnieć tekstu. Może cie zjeść trema, może nie zadziałać mikrofon, lub rzutnik lub twój film promocyjny będzie bez dźwięku i tysiące innych dziwacznych zdarzeń występowania na żywo przed nieznaną ci publicznością.

Wczoraj miałem przyjemność pitchować nowy projekt: POWRÓT DO LEGOLANDU.

I byłem przygotowany i był stres i rzutnik mógł nie zadziałać ale najtrudniejsze miało dopiero nadejść. Film POWRÓT DO LEGOLANDU jest oparty na moich doświadczeniach życia z ojcem alkoholikiem pod jednym dachem, przez dwadzieścia pierwszych lat mojego życia. Niby nic a jednak wszystko. Kiedy powiedziałem co miałem do powiedzenia i włączyliśmy film promocyjny w którym ja na ekranie deklaruje się jako Dorosłe Dziecko Alkoholika, było słabo.

Miałem ochotę powiedzieć, że ten gość na ekranie to nie ja, że to mój brat.  Jakby nie było robie swój coming out przed nieznanymi mi ludzmi. Co tam ich obchodzi jakiś reżyser i jego film. Szczególnie że opowiada o jakiś swoich traumach z dzieciństwa.

Film się skończył i wychodzę na scenę już inny. Nagi, totalnie. Nie było już tremy, zdenerwowania, był tylko wstyd i zażenowanie. Nawet nienawiść. Bo ja nie wiem co oni teraz o mnie myślą. Ja się boję. Ktoś poznał mój sekret. Taka to sytuacja.

- Czy są pytanie? pani prowadząca zapytała. Cisza, zero pytań. Patrze na nich, blady i na ugiętych nogach wracam do swojego fotelu. I nie mogę oddychać. Chcę spierdalać ale siedzę.

Jakiś gość z dwa rzędy wcześniej obraca się do mnie. Mina, jak u Felliniego ze snu z 8 i pół. I na co się gapisz chujku. myślę. No tak, tylko ja nic nie wiem o jego sekretach a on o mnie wszystko. Jebany. Popatrzył się i co. I co teraz. Jak spierdalać. Jak tylko się skończy to spierdole tymi drugimi drzwiami. Tak, tak zrobię. Pitchingu mi się zachciało, ha... filmu o DDA, ha...  sobie zrobiłem bum. Kolejny dzień z życia Aksinowicza. Co za żenada. Kiedy to się już skończy. Jeeee... skońcyzło.

Światła się zapalają. CHce spierdalać ale nie da się. CI ludzie zaczynają podchodzić gratulować. Pani z Finladnii pani z Niemiec. Jakiś producent... na ucho.. ja ja też jetem DDA chyba jestem, przyznaję się. Wywiad do magazynu KAMERA. Bo to jest mocne... ponoć.

No ja pierdole co za pitching wczoraj miałem. Konrad Aleksander Duma Pich Aksinowicz. Tak wczoraj wracałem z tych Katowic. Wymęczony, wyczerpany ale szczęśliwy. Powiedziałem, żyję. Pendolino jedzie dalej.


piątek, października 16, 2015

SCENARIUSZ A RZECZYWISTOŚĆ



    Ci co piszą, piszą. Ci co czytają muszą czytać to co tamci piszą. Ci co decydują, nie czytają, nie mają czasu. Ci co wierzą w to co napisali, nie czytają tego co napisali, bo boją się, że to nie to w co wierzą. Ci którzy mają robić to co tamci napisali, zmieniają, bo robienie z instrukcji jest nudne. Nie jest nudne tylko w momencie, kiedy można zobaczyć końcowy efekt na szybkim obrazku.

  IKEA i LEGO. To dla mnie dwie instytucje, które wykorzystują zasady instrukcji, czyli scenariusza do realizacji swoich pomysłów. Tylko wyrobnik, który to składa chce to złożyć, ponieważ widzi to na obrazku wcześniej.

   To ostatni zestaw który złożyłem. GHOSTBUSTER samochodzik. Tak złożyłem go z instrukcji. Dwa dni wcześniej pierdolnołem przewijak dla dziecka z IKEI. Też posługując się instrukcją. Po pierwsze wiedziałem co to będzie i podobało mi się to. Chciałem to mieć i zobaczyć.  Złożyłem to posługując się instrukcją nie zmieniając żadnego detalu. No może w przypadku przewijaka zrezygnowałem z paru śrubek jak zawsze zresztą ale całość pozostała bez zmian.

  Tak właśnie jest z filmem. Jeżeli wiesz co to ma być. Inaczej się to czyta, finansuje i robi. Dlatego jest coś takiego jak plakat filmowy. Zanim napiszecie co kolwiek, znajdzcie sobie odpowiednik plakatu lub pare plakatów, które was nakierują co pisać a innych co czytać i jak robić.







 Na tym polega ta cała zabawa.  No dobrze powróćmy do scenariusza.  Zapomnijcie o tym, że jedna minuta to strona w filmie. To jest na tyle umowne, że zawsze wylatuje z 15 minut filmu. Film własną siłą, wywala je ze stołu montażowego. Bo film to nie scenariusz. Film to lawirowanie dookoła scenariusza. Dlatego dobry scenariusz to wciąż nie jest dobry film.

 Na planie W SPIRALI doświadczyłem tego wszystkiego.  Mogę powiedzieć, że jestem scenarzystą ponieważ mój scenariusz jest gdzieś na ekranie. A czy scenariusz czyta się tak jak ogląda film? Nie. To zupełnie inna historia. To zupełnie inna instrukcja. Czy to jest błąd? Dla mnie jest to wciąż forma poznawcza. W końcu do instrukcji wybieramy ważne elementy. Operatora, scenografa, aktorów. Oni interpretują ten obrazek przewijaka dla dziecka po swojemu. Niektórzy z założenia widząc przewijak myślą, że jest to pułeczka na ksążki lub mały stolik. Będą ci mówić, że wiedzą co to jest przewijak dla dziecka a potem okazuje się, że w trakcie kręcenia wychodzi wam kołyska. I to jest nawet fajniejsze niż przewijak. Kołyska w której możesz przewinąć dziecko ale też uśpić.

 Czym szybciej sprecyzujesz czym jest twoja instrukcja tym lepiej dla czytającego, dla finansującego i robiącego. Dlatego czy nie lepiej napisać film pt: STÓŁ niż STÓŁ ŚLUSARSKI z dodatkowym IMADŁEM? Widzicie to? Bo ja wciąż widzę stół i rozumie zasadę jego działania.  Kiedy napiszesz STÓŁ i oni zrozumieją to jako STÓŁ. zobaczą plakat instrukcji i powiedzą. Robisz stół. Jesteś w domu. Bo teraz możesz na tym stole poukładać tyle różnych drobiazgów, szczególnie w trakcie kręcenia, że stół staje się stołem tortur lub przewijakiem.

 Oni muszą tylko rozumieć co budują.  Reszta zależy od reżysera. To on wie co chce postawić na stole lub podobnie jak reszta wykonuje stół, bo nie ma innej opcji. Takie projekty też są doskonałe bo nie ma nic piękniejszego jak zobaczyć piękny stół. Znamy stoły i lubimy przy nich jeść. Dlaczego miałby nie powstać kolejny piękny stół.  Wtedy też wychodzi, czy taki stół ma cztery nogi lub jedną i czy jest równy, czy jest dobrze wyważony. Wtedy wychodzi czy osoba potrafi go zrobić jak należy.

Więc pisz a niech oni czytają. Więc marz o tym stole lub przewijaku dla dziecka ale proszę cię. Nie idź dalej. Bo może wyjść ci przedmiot lub instrukcja o nazwie: saoihfapsoifhm lub mój ulubiony feafsrfcnse77 i jeszcze jeden: adfadsfdafadfadf i adsfadfadsfadf lub fasdfurnfdafiadf afddafa asdfadsfadf gtjwgtiwntrvqe goutewgiewjrt0wievedqpd fre0firjfeqrfierjfeofijerqpfqe qreifjqe[rfiqjerfqerifjqf qoerifjqre0fijqrefoirq qrifjq rfiqjf=qpf 

Teraz już wiesz dlaczego boisz się przeczytać własny scenariusz i wolisz go wysłać producentowi? Ja wiem :)

Na co czekasz. Przeczytaj to co ostatnio napisałeś. Zobaczymy czy jeszcze to potrafisz zrozumieć. Jeśli nie. To napisz od nowa. Ja przeczytałem ten wpis zanim go wysłałem. Chciałem być pewny, że to dobrze zrozumiałem, pisząc.

środa, października 14, 2015

A tak z dupy - czyli o głównym wątku w filmie



  Czasami po prostu trzeba zacząć. Zabawa polega na tym, by bez myślenia o czymkolwiek zacząć pisać.  Namawiam do zabawy, bo z tego może wyjść jakiś początek.  Właśnie to robię. Nic nie mam specjalnego do napisania. Nie mam tematu. Nie mam pomysłu. Piszę. Wy to czytacie. Kiedy coś takiego się dzieję warto zajrzeć do uczuć. Jak się czujemy. To najtrudniejsze ale od emocji warto zaczynać. Odnaleźć w sobie te couchingowe JAK SIĘ CZUJESZ? CO ROBISZ?

  Jestem w wirze pracy. Znowu piszę. Piszę nową wersje filmu Powrót do Legolandu. Tym razem wersję piątą.  Na czym to polega?

  Zmieniam totalnie strukturę filmu a zatem wszystko to, co tej strukturze nie służy. Struktura jest ważna, bo ludzie w kinie lubią odnajdywać się w niej.  I najważniejsze. Uwielbiają kulminacje. To zrozumiałem. W SPIRALI był filmem minimalistycznym z otwartym zakończeniem z ukrytą motywacją punktem zwrotnym. Słowem bardzo niszowy przekaz rozpoznania. Bo taki to był film. W Legolandzie chce dotrzeć do pani Halinki z nad przeciwko i do wyrafinowanego widza. Dlatego taranuje wszystko to, co mogłoby im przeszkodzić w zrozumieniu historii. I na tym polega w sumie scenariusz.

Są to przejścia z jednej informacji do drugiej, które mają na celu zaciekawić widza i wkręcić się w historię. Pierwszym zaczepieniem jest odkrycie wątku głównego, więc celu.

Indiana Jones miał arkę, Szeryf Rekina tak by można było doprowadzić do kulminacji.

Problemem dzisiejszych filmów jest brak dobrej kulminacji, ponieważ dobra kulminacja czyli innymi słowy coś nieodwracalnego, uniemożliwia zrobienie drugiej części danego filmu. Przykładem tego są Czułe Słówka dwa lub Chinatown 2.

Wątek główny jest tylko pretekstem a nie ideą. Tu popełniałem wcześniej zasadniczy błąd. To słowo główny, było dla mnie bardzo istotnym i najistotniejszym z możliwych tematów a nawet nie wiedziałem, że temat to zupełnie coś innego. Na tym polega historia. Posługujemy się wątkiem głównym by opowiadać zupełnie o czymś innym.

Inaczej. Moja Mama grała kiedyś rolę tytułową. w przedstawieniu KONIK GARBUSEK grała konika garbuska ale to nie była główna rola. Konik był celem fabuły. Tak samo jest z wątkiem głównym. On tylko jest z założenia ale nie jest tak istotny jak wszystko to o czym piszesz pomiędzy. I jaki masz główny cel. 

Wątek główny to szlak po którym widz może chodzić wierząc w osiągnięcie celu. I go osiąga bo wspina się. Więc wierzy w arkę a tak naprawdę film poszukiwacze jest zupełnie o czymś innym. Jest o niezłomności. Jest o wytrwałości. Jest o pasji.

Tak samo będzie w filmie o DDA. Tematyka jest bardzo poważna ale sam plot główny jest bardzo banalny.

  Zagubiony dwudziestopięciolatek przygotowuje się do roli ojca. Czy uda mu się odnaleźć siebie przed narodzinami? Czy będzie dobrym ojcem?

 Proste, czyż nie? Jest ro mówiąc po angielskiemu Redemtion plot. Czyli plot odkupienia. Bardzo popularny w tego typu dramatach. Mogę to samo powiedzieć o filmie SHAME lub sprawa Kramerów i Czułych Słówkach.  To bardzo ciekawy rodzaj fabuły, ponieważ szybko zyskuje swoich zwolenników w postaci widza. My oczekujemy odkupienia. Na tym polega ta droga życiowa. Rodzimy się by nagrzeszyć i się odkupić. To najstarsza historia dziejów nam znanych i przyszłych.

 Wykorzystałem swoje doświadczenia przed rodzicielskie właśnie po to, by ukierunkować widza i przeprowadzić go przez poważny problem ludzi z DDA. Bez tego, film byłby zrozumiany tylko dla DDA. A ma być zrozumiany przez wszystkich. Teraz w oparciu o wątek główny. Widz będzie miał prawo zrozumieć historię tego bohatera. Bo sam chce się odkupić w swoim prywatnym życiu.

 Film W SPIRALI nie daje tej nadziei. Tak jak nie daje nadziei film GŁÓD. I wiele innych minimalistycznych filmów, które kocham i przeżywam po stokroć. Film Powrót do Legolandu będzie filmem klasycznym. Trzeba mieć parę takich na koncie, by móc eksperymentować z widownią, już znaną i rozumiejącą przekaz wcześniejszych twoich filmów. I taki jest mój plan po W SPIRALI.

 No cóż, popisałem, rozgrzałem się, idę pisać dalej. Systematyczność w pisaniu jest wymagana. To jak jazda w pociągu. Kiedy wejdziesz, możesz podróżować tylko pomiędzy różnymi przedziałami ale pociąg jedzie dalej.

A teraz ty, zejdź z tego internetu. Otwórz pustą stronę i zacznij po prostu pisać.


poniedziałek, października 12, 2015

KAMERA AKCJA


  Łódź. Brudna. Piękna. Rozkopana.  Rozkopana tak, że trzeba mieć samochód typu jeep lub innego rodzaju czołg by udało się dotrzeć do wytwórni filmów fabularnych w Łodzi. My mieliśmy. Dotarliśmy. Przygoda.

  Ja nie chodzę do kina a szczególnie nie chodzę na filmy na festiwalach. Dlaczego? Ponieważ boję się, że zostanę zamknięty na półtorej godziny w miejscu, w którym nie chcę być. To tak jak z muzyką graną na imprezach. Porywa cię pewien utwór do tańca i masz frajdę do momentu, kiedy nadchodzi piosenka, której nie lubisz ale w związku z tym, że już tańczysz i chcesz tańczyć, bo to prze zajebisty stan, robisz to. Czekasz na kolejną piosenkę. I ta kolejna albo jest zajebista albo już tak chujowa, że schodzisz z parkietu. Schodzisz i już nie wracasz. Wtedy pijesz. I pijesz mocno.

 Oczywiście czasami muzyka tak podchodzi, że każda piosenka jest lepsza od poprzedniej i nie ma czasu na picie. Jest tylko zabawa, rozluźnienie i taneczny orgazm. I tak miałem na tym festiwalu.  Miałem filmowy orgazm.

  Zaczęliśmy bardzo niewinnie od filmu AKTORKA. Dokument o pani Czyżewskiej. Tej Czyżewskiej, którą znamy z tych przez zajebistych filmów lat sześćdziesiątych. Co za gwiazda. Co za temperament. Jak taką okiełznać. Maryśka.... !!!!! krzyczał na swoją siostrę Zbyszek Cybulski w filmie Giuseppe w Warszawie. No i jest film o niej. O emigracji. O problemach polskich aktorów z przystosowaniem języka i kultury do grania. Oj trudno mają aktorzy za granicą. Trudno jest zrozumieć, że nie będzie się Meryl Streep nawet jeśli ma się to wszystko co Meryl Streep. Jak trudno sobie uświadomić, że nie da się zrobić gwieździstej kariery będąc kimś kto nie mówi po angielsku od dziecka. To samo odnosi się do aktorów. Są wyjątki ale to taka skuwka zasuwka i tyle.

 Średnia wieku na festiwalu to piętnaście lat. Młode dziewczyny ubrane w czarne swetry i magiczne martensy. Tak, to się dzieję naprawdę. Ci ludzie wciąż istnieją. Dołują się w 2015 tak ja ja dołowałem się w 1995. Moje ziomki. Chłopaki? Zniewieściałe emo w spodniach typu rurki. Chudziutcy, bladzi z brodami typu jestem z chin, ale mają. No i oczywiście. Jaranie szlugów, bo jak jarasz to jesteś dorosły.

  Ja pierdole, też tak miałem. I też chodziłem do kina i też miałem zdołowaną minę. Tacy ludzie chcą robić filmy. O dziwo i tu następuje paradoks. Czuję, że oczekują od filmów czegoś więcej. Nie chcą doła. Chcą przebudzenia. Ja miałem to samo. Cześć Tereska nie była moim marzeniem w tamtych czasach a MY PRIVAT IDAHO lub CO GRYZIE GILBERTA GRAPE. Bo mnie kurwa gryzło. Dlatego oni chcą film MŁODOŚĆ a nie W SPIRALI. Po chuj im historia dwojga ludzi w związku, w którym jedna osoba z drugą nie mogą się dogadać.  Na to mają czas.  Teraz mają inne pytania na głowie. Pierwsza miłość. Co będę robił w życiu? Kim jestem? Czy warto się ruchać czy nie warto?  I bardzo dużo telefonów komórkowych.  Ci ludzie oglądali filmy a ich mordki były podświetlone przez małe ekraniki telefonów komórkowych. Mam to samo, więc luz. Ja tylko nie potrafię wchodzić na FB w trakcie filmu, bo się tak nauczyłem. Głupi ja. Ale wracając do orgazmów...

 Widziałem ten film VICTORIA. Niepozorny w jednym ujęciu. A potem, no ja pierdole. Jak mnie wkręcił ten film. Bałem się, przeżywałem, olśniłem.  Nic więcej nie mówię. Trzeba zobaczyć.

  Film W SPIRALI został odebrany pomyślnie. Miałem rozmowę, pierwszą w życiu na temat filmu. Jakoś poszło i do domu.

  Na zakończenie mogę tylko powiedzieć, że zaczepiła mnie parka młodych filmowców. Wiek siedemnaście lat z pytaniem, które i ja zadawałem. Czy warto iść na egzamin do szkoły filmowej w Łodzi? Oczywiście, że warto, odpowiedziałem a to że dostaje się tam wpierdol to już inna sprawa.

 Dziękuje Łódź.

wtorek, października 06, 2015

NIE LUBIE PONIEDZIAŁKÓW




   Tak naprawdę to jest mi wszystko jedno. Lubię poniedziałki tak jak i wtorki i środy. Czasami po prostu zdarza się pewna kumulacja pewnych wątków i łączy się w spektakularny climax.  Wczoraj miałem czysto filmowy poniedziałek.

  Zacznę od tego, że od wczoraj zacząłem dietę PALEO.  Ma ona przetrwać 30 dni i do końca życia w której eliminuje wszystko za wyjątkiem mięsa, jajek, warzyw i owoców. Brzmi rozsądnie ale zjedź sobie coś bez chleba to tak jak byś miał podcierać się chusteczką haftowaną a nie jak dotychczas papierem toaletowym. No może to nie najlepsze porównanie ale czy to ważne?

 Wsiadłem do samochodu z mojego wygnania na Białołęce i posiedziałem sobie w godzinnym korku na Wisłostradzie. Szczerze? W ogóle nie zareagowałem nerwicą. Mój super mercedes C 180 i jego ponad automatyczna skrzynia biegów jest stworzona do wolnej jazdy bez większego wysiłku fizycznego i mentalnego.  Szczególnie, że wiozłem na tylnych siedzeniach ważne cargo, ładunek mi bliski i śmierdzący, a mianowicie Cyproluda, psa nad psami.

  Cyprys wpadł w kolejne tarapaty swojej dysplazji odziedziczonej po przodkach wariantu DNA stwórzmy perfekt psa. Tak więc ten jedenastoletni Labrador ponownie zrobił coś sobie z nogą i nie dość, że na nią nie chodzi to nie merda ogonem, nie sika, nie wydala i nie je, co dla tej rasy oznacza coś w rodzaju krytycznego stanu zdrowia.  Niestety zawsze mi to robi w weekend, kiedy specjaliści odpoczywają, więc i tym razem przecierpiał parę dni bez większej pomocy medycznej.  Prawda jest taka, że kiedy Cyprys nie merda ogonem i patrzy się na Ciebie z totalną pokorą, znaczy tylko jedno. Ta noga go napierdala tak, że my ludzie z tego bólu nie dalibyśmy rady. On tylko patrzy tymi oczami na mnie a ja mogę tylko powiedzieć. Przerabialiśmy to Cyprys, znowu weekend.

 Dojechałem do weterynarza, który wyciągnął strzykawką 500 mililitrów mazi obrzęku jego nogi z syfską mieszanką krwi i ropy po czym zrobiliśmy mu zdjęcie rentgenowskie.  Okazuje się, że te kości są już tak zwyrodniałe, że drobiny odrywają się i ocierają go pomiędzy stawami. To tak jakbyśmy mieli pineskę w bucie a musieli chodzić. Ten organizm siłą chce to wywalić więc robi ten obrzęk, niestety nic nie da się zrobić.

- Najchętniej obciął bym mu tą nogę, odpowiedział szybko weterynarz, tylko druga też jest chora więc to nie ma sensu. Ja wiem, że obcięcie nogi brzmi dość drastycznie (NO RACZEJ) ale proszę mi wierzyć pies nawet by o tym nie pamiętał (CZYŻBY?) dostał by nową młodość. (NA PEWNO) ale nic nie mogę zrobić, dam mu sterydy, potem będzie na lekach przeciwbólowych.

Już widzę jak mówi się takie rzeczy starym babcią, których boli noga choć w sumie, chyba tak samo się im mówi. Obetniemy pani nogi a będzie pani miała drugą młodość na wózku. (SZTOS)

Jest właśnie jeszcze jedna opcja, by kupić mu wózek. Ponoć niektóre psy szaleją i mają trzecią młodość na nim. To może nie jest głupi pomysł ale generalnie wierzcie mi, że kiedy dowiadujesz się, że nie można nareperować swojego ulubionego psa, czujesz, że jesteśmy tu tylko na chwilę.

Ale przecież nie tylko Cyprys miał być dzisiaj oceniany przez ekspertów. Mój ukochany c 180 mercedes z 1994 roku miał być poddany analizie eksperta. Tym razem pana Tadka lat 80 plus. Pan Tadek potrafi zrobić z jednego samochodu dwa, nawet jeśli się go poprosi, by nareperował tylko sprzęgło. Magik mokotowskiego osiedla i pasjonat. Z pewnością należący do teelexpressowych ludzi pozytywnie zakręconych w loży, no po coś pan to robi? .

Pan Tadek w swoim niebieskim kombinezonie pracy i specjalną przystawką do ucha, by móc rozmawiać przez jego Nokie rok 1999 i wykonywać czynności w tym samym czasie powiedział:

Złom, Podłogi prawie nie ma, zaraz pan zleci na jezdnie jak ci Jaskiniowcy z kreskówki. Da się to zrobić ale czas i kasa i to i tamto i takie tam. No musi pan się zastanowić co pan chce. Jeździć proszę wolniej, może na zimę pan go da no taka sytuacja.

I tak wracałem do swojego wygnania na Białołękę, bez korków tym razem. Prędkość czterdzieści na godzinę z psem z kulawą nogą, bez diety, bo już zapomniałem nawet o tym.  I sobie myślę. Tak, ja to jednak jestem koneser. Mam starego psa, stary samochód na stare kasety magnetofonowe, słucham starej muzyki, oglądam stare filmy, myślę po staremu i w ogóle starzeję się. Jak każdy z nas, który przebywa tutaj. I co? To tylko poniedziałek. Każdy miał swój. Lepszy lub gorszy. Ciekawszy lub bardziej podchodzący pod rutynę ale żyjemy. To bardzo banalne przesłanie wiem, czuje w tym podsumowaniu pewną infantylność. Takie jest życie. No ale już wiemy, że myślę trochę jak stary człowiek, więc pasuje to doskonale do tego postu. Żyjemy dalej.

niedziela, października 04, 2015

PRZYGOTOWANIA DO BYCIA TATĄ


  Here is Jhony...  to chyba najkrócej ujmując moje doświadczenia jako dziecko z moim ojcem. I od razu mówię. Moje ojcostwo nie koniecznie musi być lepsze lub perfekcyjne. Nie napinam się na super tatę, bo właśnie ci dostają potem największy wpierdol od swoich dorosłych córek, kiedy jedna i druga i trzecia mówi mu o tym jak je zawiedli. Będę zawodził, bo jestem człowiekiem wychowanym przez moich idoli, umówmy się. Nawet Jezus miał problem ze swoim starym, kiedy wisiał na krzyżu umierając mamrotał.

- Ojcze mój, czemuś mnie opuścił.

  Okay, więc nie ma tutaj co rozdmuchiwać tego jakim ojcem będę. Moja córka ma się świetnie w brzuszku swojej Mamy i jest jak najbardziej niezależnym człowieczkiem według swoich standardów życia. To bardzo złudne ale dla niej prawdziwe. Ma swój wszechświat i czerpie pępowiną z niego kiedy chce i jak chce. Dochodzą do niej tylko pewne sygnały innego świata. Dźwięki i dotyk.

Dopiero po narodzinach ten balans zostanie totalnie przekreślony. Absolutnie zerwany wraz z odcięciem pępowiny. Wtedy będzie najbardziej w swoim życiu zależnym człowiekiem od nas właśnie, rodziców.

Pierwsze stadium rozwoju dziecka według Erica Ericsona to faza ORALNO - SENSORYCZNA. właśnie wtedy, kiedy młoda będzie wszystko odczuwała przez dotyk. Uszlachetni się jej pierwsza ze cnut a mianowicie cnota NADZIEJI.

Dziecko ma nadzieję, że jego rodzice dadzą mu wszystko co potrzebuje do życia i do przeżycia na tym świecie.  Jest to swojego rodzaju UFNOŚĆ i NIEUFNOŚĆ zarazem. Dziecko ufa i zarazem nie ufa, bo chce przetrwać. Ma swoje standardy, które odczuwa.  Głód, chłód, nadmiar przestrzeni. Ogrom nowego środowiska i zmienność klimatu.

To co rodzice mogą dać dziecku w tej fazie to opieka, która w najlepszych wypadkach prowadzi do rytuału UBUSTWIENIA. Według Erica to właśnie wtedy zostaje osiągnięte, kiedy niemowlak ma wszystko od rodziców czego tylko potrzebuje. W tym samym momencie staje się totalnie ZALEŻNE od nich i prowadzi do wypaczenia tej formy w przyszłości a mianowicie do IDOLIZMU .

IDOLIZM to wypaczona forma rytuałów ubóstwienia, kiedy dziecko wyidealizowane w tej fazie kształtowania się osobowości oddaje to w postaci bałwochwalczych kultów ubóstwiania swoich przyszłych idoli i bohaterów. To może być też tata i mama (w najgorszym wypadku). A to nie wróży niczego dobrego.

Takie dzieci wierzą w swoich idolów i bohaterów do tego stopnia, że zakłóca im to samorealizacje i ostatecznie niezależność a na tym moim zdaniem polega rodzicielstwo.  I to jest moja teoria przyszłego ojca.

Moim zadaniem jako rodzica, jest przywrócenie niezależności mojej córki jaką miała w brzuszku swojej mamy. I tyle.

Moim zadaniem jest nauczenie jej podstawowych czynności przetrwania i osiągnięcia samodzielności. Nie znaczy to, że będę ją ganiał, by robiła sobie kanapki w wieku lat jeden. To tylko pierwsza teoria, która pozwoli by cnota NADZIEI nie przeobraziła się w nieustające łaknienie rytuału ubóstwienia.

Ja teraz widzę, że moja osobowość ukształtowała się w wypaczonym kultywowaniu bohaterów z komiksów filmów i ogólnego celebrowania ludzi, którzy są celebrowani. Plakat Indina Jonesa wisi u mnie na ścianie jak u niektórych pan Jezus. Ten sam, który miał takie wąty do swego starego na krzyżu. Ja mam Indiana Jonesa. Nieperfekcyjnego bohatera z którym się utożsamiałęm w dzieciństwie.

Mój bohater to łajdak, który zostawia kobiety na dziesięć lat po to, by po powrocie spytać się jej, czy wciąż ma naszyjnik z pewną wskazówką. Han Solo nie lepszy. Szmugler, łajdak hazardzista i kobieciarz. No cóż zrobić. Ubóstwiałęm swoich bohaterów, tak jak dzisiejsze dzieciaki tych zjebów w maskach AVENGERS.

Wracając do ojcostwa. Jutro przeprowadzam 30 dni diety PALEO z samymi jajkami mięsem warzywami i owocami. Dlaczego? Bo chcę być zdrowszy dla młodej, by mieć więcej energii dla niej i dla siebie. To taki mały start w tym wyścigu o jej równowagę w tym świecie. Na końcu wszystko ma się wszystkiemu równać. Tak to już tutaj jest na tym naszym świecie.  Tam w brzuszku jest perfekcynie.

sobota, października 03, 2015

MŁODOŚĆ - NIE DLA MNIE



 Wiem, że ostatnio pisałem o filmach HOLLYWOOD i trochę z niedowierzaniem patrzyłem w przyszłość tego kina ale okazuje się, że bardzo podobnie jest w przypadku kina studyjnego autorskiego. Wczoraj byłem na filmie 'Młodość' i nie potrafiłem wysiedzieć na fotelu.

 Naprawdę żyjemy w erze informacji. Powoli zaczynam rozumieć pana Saramonowicza, kiedy opisuje codziennie na facebooku różne zdarzenia i myśli. Kiedyś zrobiłby film, co zazwyczaj kosztuje człowieka od roku do pięciu lat życia. Dziś wystarczy napisać swoją opinię i przesłanie, a na drugi dzień dzieje się coś innego.  Tak samo jest z kinem. Ono jest wcześniej opisane i przemaglowane przez krytyków przez festiwale i na końcu w postaci dzieła trafia do nas w najlepszym wypadku do kina w najgorszym w telewizorze, a pomiędzy jest ściąg internetowy.

 I dla mnie MŁODOŚĆ to film informacyjny.  Para staruszków, którzy mi dają informacje na temat życia. Wbijają mi tabloid do głowy. Mówią: jak jesteś stary to jest tak a jak jesteś młody to jest tak- zobacz. Parę obrazków młodej babki z kontrastem do starych ludzi i piosenka. I dalej. Jeden ma takie rozterki starca, a drugi ma takie rozterki starca, a młody ich obserwuje lub gra na skrzypcach. Trochę obrazków i znowu piosenka. Okay.. jestem w kinie oglądam dalej. No i kolejna scena, jeden mówi mi jedną prawdę, drugi mówi mi inną. Nie zrozumcie mnie źle... mi się podobają te prawdy. Uwielbiam prawdy starych ludzi do młodszych, szczególnie, że ja niekoniecznie muszę być stary. Mogę umrzeć o wiele wcześniej na raka lub w wypadku lub inne takie, o których nie chce tu pisać w sobotę.

 No dobrze. Ale te prawdy są mi wbijane przez dialog a w filmie ja chcę to sobie sam przetrawić. TO tak jakbym poszedł do psychoanalityka i by mi powiedział: twoja stara jest zryta masz trudne dzieciństwo nie byłeś doceniany, ta laska, którą kochasz reprezentuje twoją starą a stara to odbicie dziadka a dziadek to po wojenna trauma itd. To po godzinie bym wyszedł olśniony jak po tarocie i chyba no nie wiem nawet co bym zrobił.

 To właśnie w momencie kiedy dana prawda sama dochodzi do ciebie i ty myślisz, że tylko o tym wiesz w kinie daje ostateczne filmowe doznanie. Ja wiem a oni nie wiedzą wow. Ja wiem o sobie a oni jeszcze nie lub .. wow odkryłem to ciekawe czy inni też.

 Niestety żyjemy w świecie informacji i kiedy pisarzyk krytyk lat dwadzieścia sześć dostaje kawa na ławę przesłanie może pisać a pisać. Może kopiować dialogi, może dopowiedzieć coś swojego porównać do Felliniego i innych wariactw. A gdzie innowacja ja się pytam?

 Czuję, że albo zaraz to wszystko runie i będziemy mięć awangardę lat dwudziestych naszego stulecia, albo będzie to bardzo trudne. Ja wierzę, że zaraz kino stanie się totalnie abstrakcyjne by znowu przyciągało. BO tak jak z fotografiami. Informacja wypiera już tematykę filmu i przesłanie.  Malarze zaczęli eksperymentować, kiedy zrozumieli że ich pejzaże można uchwycić przez migawkę aparatu fotograficznego. Tak jest z kinem. Widz nie potrzebuje przesłania i informacji, ponieważ dostarczana mu jest dwadzieścia cztery godziny na dobę w prostszej formie komentarza na facebooku czy w onet.pl.

Widz potrzebuje EMOCJI.... !!!!

Ja chyba naprawdę mam inne spojrzenia na kino i coś czuję, że będę długo cierpiał z tego powodu :)


środa, września 30, 2015

NIE CZEKAM NA NOWE GWIEZDNE WOJNY



   Chce napisać o tym jeszcze przed premierą, ponieważ wiele osób pyta się mnie czy odliczam. Kiedy mówię, że oczywiście odliczam, myślę o dziecku. LEA ma się urodzić w listopadzie ale oni pytają się czy odliczam do nowego STAR WARS. Nie... nie odliczam.

  Dla mnie Gwiezdne Wojny reprezentują zupełnie inną fascynacje, niż sam film i fenomen.  Dla mnie Gwiezdne Wojny to podróż PRL owskiego chłopca z Wrocławia, który odwiedzał obskurne kino MOZAIKA i oglądał bez zrozumienia te filmy. Odbierał inny świat po czarno białej kronice filmowej i po powrocie rysował, inspirował się, budował z LEGO to co zapamiętał i marzył o tym, że i on potrafi stworzyć światy mu nieznane. Innowacja była dla niego największym doznaniem.

Tak to ja. Ta inspiracja kinem spowodowała, że w latach 95- 98 zobaczyłem całą historię kina i innowacja wciąż mnie interesowała. 2001, Lenny, Nocny Kowboj, Lot nad Kukułczym Gniazdem i wiele wiele innych i tutaj następuje rok 2015.

Muszę to powiedzieć, ja zamerykanizowany filmowiec. Ostatni dobry amerykański film, który mnie zaskoczył to AŻ POLEJE SIĘ KREW. i już nic - no może MR NOBODY ale to już nie HOLLYWOOD. Tak bardzo chciałem tam robić filmy a teraz widzę, że w najlepszym wypadku mógłbym stać się reżyserem TERMINATORA 6 MAD MAXA 9 JURRASIC PARK 10 czyli innymi słowy. Byłbym częścią machiny marketingu i liczb. Fuj...

A gdzie innowacja? A gdzie nowe? To przecież jest stare. Nie da się opowiadać bez końca tych historii.

JURRASIC PARK, ALIEN, BATMAN, MAD MAX,  GHOSTBUSTERS, BEETLEJUICE, SZCZĘKI te historie są skończone.

Rekin już dawno umarł, Dinozaury już dawno wygineły, duchy zostały zniszcozne tego nie da się opowiadać bez końca. Trzeba nowych bohaterów... Indiana Jones już skończył swoje przygody.

E.T wrócił do domu, Titanik zatonoł.

Kiedy zrobili film ALIEN REVOLUTION i sklonowali RIPLEY wiedzieliśmy, że mogą już wszystko. Gwiezdne Wojny epizody 1,2,3 rozczarowały.

Wczoraj widzałem JURRASIC WORLD i nowego TERMINATORA... nie dało się tego oglądać. Arnold był starym robotem w zamieszanej po bez sensu fabuły. Można powrócić do oryginałów ale jest to tak przekombinowane no i nie wciąga.

Czy ja chcę zobaczyć starego HANA SOLO i stara LEJE i nowe dzieciaki i powrocające zło i VADERA? Nie... bo wierzę w kulminacje w filmach.

KULMINACJA TO NIEODWRACALNE ZDARZENIE.

Rekin umiera. Vader ginie. Oni się żenią. Arka została znaleziona. Oni się odnaleźli. On przeżył ten obóz i koniec filmu.

Porównując to do świętej Biblii, Jezus powinien zmartwychwstać i potem znowu nauczać i znowu go łapią inni źli ludzie i tym razem podtapiają  umiera i znowu się budzi... potem znowu naucza i jedzie do Europy i tam walczy z wikingami oni mu obcinają głowę a ten i tak przeżył potem wniebowstąpił ale powrócił 400 lat potem i tak dalej...

Dla mnie historia GWIEZDNYCH WOJEN skończyła się w momencie kiedy LUK palił pusty kostium VADERA i tyle. Koniec. Czy potrzebuje nostalgicznych podobieństw w postaci statku SOKÓŁ MILENIUM i innych nowych robocików by iść do kina? Ja dziękuje.

 Czuje się oszukiwany już teraz. To już nie dla mnie. Nie nabiorę się na ten merchandising. Więc nie pytajcie się mnie o premierę, bo dziś mam wielką ochotę nigdy na nią nie pójść.

Czekam na nowe historie, które mnie zachwycą :) A remakeom mówię od dzisiaj :) NIE, DZIĘKUJE.





I tak kurw pójdę na ten film, nie oszukujmy się. Mają nas w liczbach.

niedziela, września 27, 2015

DWA WESELA I POGRZEB - CZYLI JAK PRZEŻYŁEM WESELE MOJEJ MATKI




Ja nie chodzę na śluby. Nie mam tego doświadczenia, ponieważ nikt z moich znajomych się nie żeni.  Zazwyczaj zaczyna i kończy się na pierścionku zaręczynowym i tyle w temacie. Ja się również nie żenię, choć siły biurokracji mówią mi, że to bardzo ważne w momencie, kiedy umierasz i chciałbyś pozostawić coś po sobie. Ale od początku.

Chciałbym opisać moje ostatnie trzy dni pogrzebu i dwóch ślubów. Zacznę od pierwszego

Marcin umarł.  Człowiek jest a za tydzień przychodzisz na niechciane przyjęcie. Ja mam tak z pogrzebami i w ogóle ze śmiercią, że wszystko inaczej widzę. Mój mózg programuje się na jakiś dziwny klimat. Jestem uważny o czym myślę.  Jestem przekonany, że zmarły słyszy moje myśli i wie o mojej historii myśli.  Czuje się zawsze trochę rozebrany z tajemnic. Zmarły już wszystko o mnie wie. Kiedyś nawet nie potrafiłem się onanizować, bo czułem, że zmarły na to patrzy. Na szczęście nie muszę się o to martwić, bo skończyłem z moim Allenowskim Hobby ale powracając do tematu. Zmarły u mnie wie wszystko i o wszystkich. W jednej sekundzie wchodzi wszystkim w głowy i posiada wszelkie tajemnice. To właśnie dlatego organizowany jest pogrzeb. Chcemy by mógł zasnąć z tymi wszelkimi naszymi tajemnicami, by przypadkiem się nie wygadał. Śmierć to przecież wieczny sen.

Na samych pogrzebach moja interpretacja w TU I TERAZ jest mocno nadymana. W sumie towarzyszą temu wielkie emocje i marność nad marnościami. Dla mnie każdy dźwięk oddech przelatujący ptak, spadający liść, deszcz, słońce ma ponad naturalną moc. I już wam mówię dlaczego. Bo człowiek stykając się śmiercią w tym samym momencie uświadamia sobie jak wszystko dookoła żyje. Jak to wszystko jest prawdziwe. No i przede wszystkim , śmierć jest prawdziwa. Przecież to abstrakcja, że chowamy kolegę z którym rozmawialiśmy tydzień temu. Ja rozmawiałem. Mogłem więcej, mogłem w ogóle nie zamienić słowa. Przecież to było życie. Teraz jest życie i śmierć. Ja też umrę. Zasnę na wieki. Nikt mnie już nie obudzi. Będę dla moich żyjących przyjaciół na moim pogrzebie dowodem na to, że oni żyją ja nie. Mnie nie będzie. Marcina już nie ma.

Mała dziewczynka śpiewająca przepiękną piosenkę, jakże trudną i zawiłą, zachwyciła mnie i opowiedziała mi w pigułce o ostatnich latach Marcina. To było ponad polskie. Myślę, że zrobił ponad polski film. Jeśli porównać polskie kino do amfetaminy to czuję że Marcin w filmie DEMON osiągnął tam HAIZENBERGA. Coś tak czuję. I on też tak czuł, coś tak czuję. A kiedy czujesz, żyjesz. On tym żył.

Na drugi dzień miałem wesele przyjaciela operatora. Jakże inny świat. Jakże inna uroczystość. Tym razem bardzo religijnie i bosko, ponieważ narzeczeni wierzą w Boga i chwała im za to. Wierzą w Jezusa Chrystusa i wierzą w wieczną miłość.

Ja jestem cynikiem. No cóż, taki jestem. To nie znaczy, że nie wierzę w Boga lub w Jezusa. Umówmy się, że wierzę po swojemu ale czy to wystarczy? Moja wiara jest mała ale jest. Trzymam się tego kurczowo, bo wierzę, że ci co wierzą mają lepiej od tych którzy nie wierzą w ogóle.

I jestem tam oczarowany tym przepięknym miejscem. Siedzę na snopkach siana w przyrodzie z lampionikami. Widzę na własne oczy moich przyjaciół, szczęśliwych i prawdziwych w TU I TERAZ, że moje odczucia przyznam były bardzo egoistyczne. To już nie było ja żyję on umarł. To było ja żyję nieszczęśliwy a oni są szczęśliwi, bo wierzą w Jezusa. Też chce być szczęśliwy ale boje się uwierzyć no kurcze boje się zadedykować moje życie Jezusowi. Przepraszam. Wybieram limbo. Wybieram obserwacje. A oni nie przestają być szczęśliwymi. W tym lasku on piękny, dumny i ona w białej sukni i wianku. Dlaczego kurwa nie jestem szczęśliwy tak jak oni wszyscy tam. Już wam mówię dlaczego. Bo ja nie wierzę.

Z wiarą w Boga jest jak z tymi kartkami 3d. takie kartki pojawiały się w latach 90 tych. Przedstawiały mozaikę ale jak popatrzyłeś na to z innego punktu widzenia. Lub zrobiłeś małego zeza. NA pocztówce ukazywały się obrazki smoków i innych wspaniałości w 3D. Ci co nie potrafili na to popatrzeć inaczej nie łykali tych kartek i się zniechęcali. Bolały ich oczy od tego zeza i nic nie widzieli. A ci inni mieli totalną euforię i pragnienię dzielenia się tym, bo to widzieli.

No kurcze przymruż oczy a zobaczysz to jest zajebiste. I tak jest z religią. Ci co wierzą widzą, ci co nie wierzą nie widzą i tyle w temacie.  To było arcy pyszne doświadczenie.

No dobrze ale przecież kolejnego dnia ma być wesele moje Mamy... Jak ja to przeżyję.

No i jestem pierwszy w urzędzie stanu cywilnego w KIETRZU.  Miejsce przypominające czasy Gierkowskie. Drewno i luksfer. Poważny gobelin z orzełkiem.  Poważna pani w fioletowej todze i orzełkiem na łańcuchu. Wszystko wygląda jak poważna instytucja urzędnicza. Jakże inne miejsce od tego z wczoraj i tych liści i przyrody i boskiego spokoju.

 Jedyną niepoważną kontra punkcją tej biurokracji jest moja Matka. Teresa lat 60 ubrana w skórę niczym MADONNA z filmu WHOES THAT GIRL z Cyprysem psem 11 letnim i jego dysplazją stawów biodrowych, niczym w zaprzęgu przynosi im w serduszku przywiązanym do jego szyi cukierki, które oni (państwo młodzi) jedzą na oczach sędziny w dowód miłości zamiast obrączek. Czy można wyobrazić sobie lepszą abstrakcję?

Witamy w moim świecie. Ufff... w końcu w domu. Matka wychodzi za Niemca.

Lutz jest Niemcem zakochanym w mojej matce. Czy lepiej kochać, czy być kochanym. A srał to pies. Mama już zadbała o wszystko. Lutz też. Było kareoke, ognie sztuczne, film o parze młodej, Zumba, oczepiny, tańce i totalny show mojej matki. To był jej dzień a ja byłem dumny, że tak dobrze się bawiła. Byłem wzruszony, ja cynik, bo byłem świadkiem w TU I TERAZ i widziałem ją tak żywą tańczącą, że nikt mi tego już nigdy nie odbierze. Życie i szczęście. Jakże to wszystko kontrastuje z tym pogrzebem z przedwczoraj. Kurcze zaprosiłbym Marcina na to wesele, ciekawe czy by mu się podobało.

Moja rodzina. Nie widziana po 20 latach. Ciocie, Wójkowie, kuzyni, no i ci Niemcy. Ta babcia Lutza, która ma 95 lat.. Oj wiem co myślicie. wiem wiem... Tak ona stała na tej wieżyczce w Oświęcimiu to ona naciskała przyciski i produkowała bomby. Tak... każdy z gości po stronie polskiej pomyśleli sobie o tym  raz czy dwa... ja z trzydzieści dwa razy, aż do momentu, kiedy powiedziałem sobie... Jebać to (po angielsku FUCK IT).  Podszedłem do niej do Gerdy (tak ma na imię GERDA, czyż nie piękne? ) i z pomocą Lutza mówię.

Wielki szacunek żyć 95 lat i przyjechać do Polski na wesele swojego wnuczka. Naprawdę widzę całe jej życie, bo żyje i nie wiemy jak długo. Nie rozumie słowa po Polsku ale cieszy się, że jej wnuk jest szczęśliwy. No ja pierdole jest i konkluzja tych wypocin.

SZCZĘŚCIE.

Życie to takie długie momenty snu na jawie, kiedy budzimy się w czasie, przebudzamy na chwilę, kiedy ktoś umiera lub  kiedy jesteśmy szczęśliwy... i ta najpiękniejsza myśl, którą trzymamy i będziemy trzymać do końca swoich dni na tym padole.

Teraz i moja kolej... :)




czwartek, września 24, 2015

GEOPOLITYKA KONTRA RESZTA ŚWIATA



  Nikt nie chce wojny. Nie chcemy jej, bo nie chcemy umrzeć. Nie chcemy umrzeć, bo chcemy żyć jak najdłużej i oglądać jak Robert Lewandowski strzela gole w dziewięć minut.  W tym samym czasie chcemy być kochani, mieć dobrą pracę, mieć dobrą płacę i mieć lepiej od sąsiada.

 W książkach o manipulacji, którą ostatnio czytałem jest rozdział o społecznych zachowaniach. Kiedy dostajemy coś na chwile i potem nam się to odbiera, jeszcze bardziej tego czegoś chcemy. Tak było w okresie 1970 - 1980, kiedy nastąpiła mała odwilż i ludzie trochę zaczerpnęli wolności i potem kiedy się to odebrało, była rewolucja. Tak samo w Rosji w latach osiemdziesiątych. Ale nie chce tu o tym pisać, chce opisać zasadę równowagi.

Zasada równowagi polega na tym, że wszystko jest zbalansowane.  Kiedy bierzesz po jednej stronie nie ma po drugiej. Kiedy nie ma trzeba coś tam włożyć w zastępstwie. LEWA równa się PRAWEJ bardziej lub mniej. Niestety nie ma równowagi na świecie i to ten film tutaj pokazuje. Jest bardzo dużo ludzi biednych i głodnych. Wiem wiem, pierdole co nam głodni jak musimy się martwić o siebie ale to fakt. Ci ludzie żyją i głodują. Oni też chcą. Tak jak my chcemy więcej.

To tak jak ten nastolatek, który w końcu pocałował swoją dziewczynę, teraz chce dotknąć jej piersi a ona znowu mówi nie.






Ja nie poruszam tutaj tematu uchodźców ponieważ chciałbym trochę zrozumieć to szerzej. Bardzo bym chciał. Szczególnie, że wszystko jest teraz w takim ruchu i wielkim wahadle.

Skoro lewa powinna równać się prawej a niektórzy mają więcej po lewej to ci po prawej naturalnie chcą mieć więcej. Słuchałem fajnego wywiadu tutaj który mówi o tym właśnie że państwa nie chcą wojen, to jedynie zawsze wypadek przy pracy, kiedy coś nie daje się załatwić drogą polityki. Nawet nie mówię dyplomacji, ponieważ prawdziwa polityka polega na tym że przeciwnik nie ma innego wyboru jak iść w jedną lub drugą stronę tego równania. I właśnie po to by zbalansować i wyrównać jak CHINY i AMERYKA.



Podoba mi sie w tym wywiadzie, że można na chwilę zapomnieć o strachu i tym co będzie jak będzie tylko poptarzeć na to wszystko właśnie z tego geopolitycznego punktu widzenia równania sił.

Wszystko inne jest bez naszej już ingerencji. Przecież nie wiemy, kiedy umrzemy i jak? My tylko chcemy żyć lepiej i żyć lepiej i jeszcze lepiej. Może w momencie kataklizmu można wyrównać własny system wartości. Poredukować jak w równaniu te zera i wychodzi znowu proste równanie.

Ja chciałbym zredukować swoje potrzeby już teraz. Szczególnie, że córka w drodze i warto by było umieścić ją w tym równaniu. Jestem dobrej myśli.  Szczególnie, że to się u mnie dzieję już teraz a nie zaraz potem w chaosie zmian i takie tam



niedziela, września 20, 2015

GDYNIA GDYNIA JUŻ PO GDYNI - CZYLI JAK PRZEŻYŁEM PIERWSZĄ KOMUNIE


Będzie osobiście. Jesteście na to gotowi? No to zaczynamy. 


  Festiwal w Gdyni.  Obi Wan Kenobie z pewnością powiedziałby: Najohydniejsza przystań łajdactwa i występku, musimy uważać. Ale Gdynia to przecież nie port kosmiczny w MOS EISLEY, więc nie ma się czego bać. I przyznam, że totalnie się co do tej kwestii myliłem. Tam tworzy się powoli nasza generacja łajdactwa a z taką grupą raźniej.

 Jeszcze parę lat temu, kiedy widziałem te kasty starych producentów i reżyserów, zniszczonych od filmowego stylu życia i użalających się nad teraźniejszością i przemijaniem, bałem się ich w chuj. Dziś przechodzę obok nich i widzę, że oni siedzą i są może groźni ale oni by chcieli z nami rozmawiać. Oni by chcieli by usiąść obok nich i powiedzieć. Drogi mistrzu, szacunek za całą pracę i stres, który włożyłeś w powstawaniu swoich wielkich dzieł, które wychowały pokolenie polskiej i zagranicznej publiczności. Niestety nikt do nich nie podchodzi, bo mają na nich..., no co ja wam będę mówić. Mają inne sprawy na głowie np: Jak zrobić kolejny film. To skoro oni nie podchodzą to po co ja miałbym podchodzić. Nie podszedłem. Nie ma szacunku dla starych i dla młodych i chuj. To pierwszy fakt festiwalu. Ja mam z tym luz i oni też. Liczy się kolejny film.

I ci aktorzy, też chcą kolejnego filmu. Nikt nie chce tak naprawdę tych filmów, które już są. Chcemy tylko te, które mają dopiero powstać.  Filmy festiwalowe są pretekstem, by pogadać o tych następnych. Wyczuć kto lubi jaki film i w zależności od ważności rozmówcy w kaście, przytaknąć, że ma racje, jak coś jest genialne a coś chujowe w jego mniemaniu.

No i ja mam luz. Dlaczego? Bo właśnie skończyłem film i ciężar jeszcze nie opadł. Ja wczoraj nie chciałem walczyć o kolejny film, bo jestem wyjebany po ostatnim. Może za tydzień inaczej bym podszedł do sprawy ale tu chciałem odpocząć.



  Ja nie miałem wakacji. Słońce widziałem na ujęciach z TAMIREM i z Kasią Warnke na jej fazie na stole montażowym. Lub w ciemnej sali zgrania dźwięku.  Nie miałem słońca a tutaj była jeszcze woda. Czy to nie piękne, że taki człowieczek jak ja, widzi ten wielki zbiornik wodny w słońcu i po trzech minutach już czuje, że jego personalny I PHONE ładuje się bez podłączania go do prądu?

 Zajebiste uczucie jak szybko życie może pokazać swój spokój i to właśnie przez wodę. Woda to potęga. Zachęca do podróży. Gdyby ktoś podszedł do mnie i powiedział- Ej żeglarzu potrzebujemy jeszcze jednego śmiałka do podróży dookoła świata co ty na to? Odpowiedź byłaby natychmiastowa:

- Pojebało cie? Ja mam tu film na festiwalu, muszę go bronić weź spieprzaj dziadu :)

 Na szczęście nikt mi nic nie proponował. A ja nie musiałem być niemiły, ale marzyłem o pysznym śniadaniu. Jajka, bekon, soczek. No i mówię pani i mam. Dokładnie tak jak chciałem. Mniam mniam mniam.


Ale wracając do festiwalu. No ja pierdole ile stresu. Plecy mnie bolały, że mówię otwarcie. Jeśli miałbym organizować festiwal filmowy w głównej akredytacji byliby DARMOWI MASAŻYŚCI dla aktorów, reżīserów i producentów. Dla Producentów nawet byłby wliczony masaż erotyczny, niezależnie od płci produkcyjnej producentów. Jestem przekonany, że po roku mój festiwal byłby klasy nawet nie A ale jeszcze przed tą literką.  No aż człowiek chce kurwa, by ktoś go przytulił i pomasował. Ale mam przecież dziewczynę, której tu nie ma. Dobra sam sobie pomasuję. Więc wierciłem się rękoma tam po plecach, nie działa. 

No to opcja druga. Najebie się. Trzeba zrzucić ten ciężar jakoś. No ileż stresu, no przecież to tylko trzech ludzi  jurorów,  którzy decydują o lasach twojego filmu i twojej karierze i przyszłości. Bo oni czyli OPINIA PUBLICZNA na końcu lubią fakt.. Fakt numer dwa. Nagroda, znaczy że film jest dobry a bez nagrody, znaczy że chujowy.

Ooooo kurwa wielki mi stres jakaś statuetka, wmawiam sobie. Nikt nawet ze mną nie zrobił wywiadu. Jestem w innym spojrzeniu. Muszę mieć Inne spojrzenie na to wszystko, bo zwariuje. Wczoraj spałem w Hiltonie, dziś już jestem bezdomny. Już nie mogę chodzić na filmy, bo karta do logowania nie działa. No dobra. wyluzuj. To tylko jakieś nieporozumienia organizatorów. Oni mają inne sprawy na głowie, niż ja reżyser filmu tam jakiegoś tam w czymś tam. Trudno,  nie było wywiadów. Wielka ci egzaltacja. Pokory bracie, pokory. Wywiad sobie pierdolnij przed lustrem w toalecie publicznej za dwa złote, mówi mi mały ludzik w mojej głowie, którego się ostatnio słucham i to przynosi efekty.  Szacunek dla twórców, szacunek dla Jurorów, szacunek dla wszystkich. Okay. Daj na luz bracie.




  Mój ojciec nie mówiłem wam. Jest starym modelarzem. Od roku klei statki z małego modelarza. Więc Młody modelarz z papieru skumał się ze starym modelarzem ze Starachowic i tak się kumają od roku. Zrobiłem to zdjęcie ojcu i pokazałem mu prawdziwą skale jego ulubionych żaglowców. Oj był pod wrażeniem, był. Widzicie do czego zmierzam? To jest prawdziwe życie. Festiwal to tylko pewna mała część. Jedni chodzą do Piekiełka inni bałamucą dziewczyny (Bóg im za to zapłać, potrzebujemy namiętności i połączeń DNA) Inni patrzą na statek. Ja patrzyłem a plecy bolały.

Ostatecznie przestały boleć, kiedy dowiedziałem się, że nie wygrałem przecież mojego złotego pazura. Wygrał ktoś inny. Poszedłem zasmucony do samochodu, w którym trochę pomieszkiwałem.
Tylko tam mogłem być sam a na łódce, gdzie kimałem byli ludzie. Więc mój mercedes i ja. Siedzę za kierownicą i dołuje się. Film jest chujowy, bo nie ma nagrody. Już nigdy nie zrobię filmu, ba już nigdy nie chce zrobić filmu, po co ja to w ogóle robię.

I wtedy ten mały ludzik się odzywa i mówi.

- No i co jeszcze :)


Dziękuje za wspaniały czas na festiwalu. Przykro mi, że tak niefortunnie się skończył dla Marcina ale on by mnie zrozumiał, też kochał życie....





niedziela, września 13, 2015

GOTOWY NA GDYNIE



  Czuje się jak ten chłopiec z 1988 roku przystępujący do pierwszej komunii.  W końcu to będzie mój pierwszy festiwal filmowy na którym będzie pokazany mój film.

  Tak to prawda w reżyserii jest dużo EGO. Trudno jest nie napisać mój film i jednocześnie nie okłamywać się, że tak jest.  Przecież to jest też ich film. Samo ''ich'' już ich uwłacza a przecież bez nich, nie było by tego. Samo "to"  jest nic nie warte bez nich i ich, więc jaki mój? Mój mój moje moja .... czy na pewno?  Nie wiem.

   Moim filmem z pewnością stała się ZAMIANA, kiedy nie spodobała się i widzom i krytykom. Tak, wtedy to był niewątpliwie mój film. Ich już mniej. Jesteś tak dobry jak twój ostatni film, powiadają. Dotyczy to wielu twórców. Począwszy od statysty, kostiumografa, skończywszy na aktorach, producencie i reżyserze. Tylko, że ci ludzie mieli możliwość odkupienia się za ZAMIANĘ inną pracą, której ja nie mogłem przez ZAMIANĘ dostać. Tym samym nie mogłem się odkupić, bo nikt już nie chciał dać mi takiej szansy. To ten reżyser ZAMIANY, mówili. Przez sześć lat starałem się zrobić kolejny film.

  Ostatecznie zrobiłem ten malutki W SPIRALI.  Zrobiłem go sam. No jak sam. Chciałbym tak napisać ale to nie prawda. Nie zrobiłem go sam. Nie da się zrobić filmu samemu. Zresztą to uwłacza całej produkcji, by robić filmy samemu. Filmy robi się w ekipie. Tak. Dwudziestu paru ludzi zbiera się do kupy i jadą w nieznaną podróż. Tak było i tym razem W SPIRALI. Każdy na swój sposób chce sobie coś udowodnić. Aktorzy chcą sobie udowodnić, że są dobrymi aktorami. Operator że potrafi zrobić piękne zdjęcia. Montażyści, że znają się na fachu, dźwiękowiec, że wszystko słychać no i reżyser, że zrobi dobry film.

 Ja wciąż zastanawiam się, co to znaczy dobry film. Zastanawiałem się każdego dnia robiąc W SPIRALI.  Ostatecznie film jest dobry, kiedy jest dobry i tyle. I praktycznie wtedy kończy się rozmyślanie. I może dobrze, bo tego typu myślenie tworzyłoby nadmierne potencjały a one do niczego dobrego nie prowadzą. Zrobiliśmy ten film i tyle i tak to raczej należy użyć.

 I oni też zrobili. Mówię teraz o tych innych ekipach innych filmów pokazywanych w Gdyni. Oni też chcieli by były to filmy dobre. Tak jak i my. Nie ma filmu, którego ekipa chciałaby zrobić zły film. Nie ma operatora, aktora i aktorki. To ludzie weryfikują czy coś jest dobre lepsze lub gorsze. I to w konfrontacji z innymi dziełami.  Na ten przykład.

 Jeśli jesteśmy w klasie w podstawówce. I mamy tam 30 osób to z tej trzydziestki będzie najpiękniejsza dziewczyna z klasy. Ona jest i będzie najpiękniejszą. Po prostu jest ładna i tyle. Mogła by być ładniejsza ale nie jest, są brzydsze. A jeśli tą najpiękniejszą dać do innej klasy. Na przykład przeniesie się do klasy, gdzie jest parę naprawdę pięknych dziewuszek, wtedy zweryfikuje się ta ocena czy jest tą najpiękniejszą. W tym samym czasie my z naszej klasy będziemy musieli wybrać nową najpiękniejszą z tych, które zostały. Tym właśnie jest dla mnie konkurs filmowy. Jest to weryfikacja najpiękniejszej dziewczyny w klasie, dostępnych w danej klasie. Dlatego ciesze się jak dziecko, które jedzie na pierwszą komunię i nie wie jaki prezent dostanie. Samo przystąpienie jest już nagrodą. A elektroniczny zegarek z melodyjkami i tak już mam.  Ja lubię oglądać najpiękniejsze dziewczyny z klasy, choć każdy ma inny gust. Jak powiada mój ojciec. Jeden lubi pomarańcze, drugi jak mu nogi śmierdzą.

Więc niech wygra najpiękniejsza dziewczyna z klasy. Ba.... niech będzie nie tylko piękna ale i interesująca z którą można pogadać na różne tematy. Taka fajna dziewczyna z którą chce się chodzić.  Do zobaczenia w GDYNI. Z naszą drobną dziewczynką. 


niedziela, września 06, 2015

SZKOŁA RODZENIA


   Nie lubię szkół. Może mam traumę, ponieważ raz nie zdałem z sześciu przedmiotów w liceum. Raz nie zdałem egzaminu w szkole muzycznej i musiałem się przenieść do podstawówki, co zadecydowało o moim dalszym życiu. Raz nie zdałem z historii do liceum i w związku z tym nie mogłem pójść do tego liceum do którego chciałem i to też zadecydowało o moim dalszym życiu. Bo nie zdałem do szkoły filmowej w Łodzi i do szkoły filmowej w Katowicach i w ostatnim etapie do szkoły filmowej w Sydney AFTRS, gdzie próbowałem zdobyć papiery przez pięć lat by w ogóle się o to starać, co też zmieniło losy mojego życia. Co tu dużo mówić.

 Te skurczysyny biurokraci zmieniają na twoich oczach te twoje życie i jak tu kurwa lubić szkołę?

  Tym razem szkoła rodzenia. O kurwa znowu nie zdam. Tylko tym razem ja nie jestem zdającym, to moja Ola ma zdać. Mogą mówić i pieprzyć farmazony o tym jak bardzo jesteśmy potrzebni naszym drugim połową, prawda jest jedna. To ona ma datę egzaminu. Ja mogę tylko trzymać kciuki i przynosić jej ściągi z tej szkółki.

 Pamiętam jak w liceum od września zawsze straszyli nas tą maturą. Matura, matura ura rura aaaaaaa... Tutaj straszą porodem. PORÓD PORÓD PORÓD... RÓD RÓD BÓL BÓL dużo bólu.

  To naprawdę bardzo pocieszające, kiedy pani uczycielka zapewnia, że nie będzie już nigdy mówiła na ból skurcze bo ból to ból i nie można się bać bólu. To tak jak ta katechetka, która mówiła nam, że nie można bać się śmierci a sramy przed nią do dziś. Jebać to, wracając do szkoły rodzenia.

  Pięć spotkań po trzy godziny z małą przerwą na przysłowiowego bąka. I ci ludzie z tymi innymi ludźmi z brzuchami, które pokazują próżnie, kto ma lepszego kurwa chłopaczka i który jest bardziej pantoflowy od drugiego. Oj oj oj... moi koledzy z mojej klasy rodzenia, chłopaki co się z wami stało? I ja w tym kręgu płciowym. Reprezentant płci w tym cyrku rodzenia dzieci. Chociaż, żebym mógł trochę pomóc w tym rodzeniu... he he dobre sobie, zdygałbym przy pierwszej okazji. Poszedł na wagary.

  Myślę, że właśnie dlatego ci chłopcy są tak przejebanie mili dla tych swoich kobiet w tej szkole, ściskają je za ręce uśmiechają się a w duchu nieustannie myślą.

  OOoooo ja pierdole nie będę rodził o dziękuję ci panie, że mnie oszczędziłeś i za to o ja pierdole wytrzymam te trzy godziny oj wytrzymam dziewięć, tylko nie zmieniaj zdania. Uff nie da się tego zmienić i one też tego nie mogą zmienić, gdyby mogły, gdyby się kurwa mogły zamienić... hi hi hi hi OHhahahahahahah.... diabeł, szatan... ciii... anioł kurwa, anioł.... jestem aniołkiem kochanym przyszłym tatusiem i dobrym mężem. Siedzie na tych workach i szczerze pysk.

 Uczycielka tak jak wszystkie nauczycielki zrobiła pierwszy i ostateczny błąd na pierwszej lekcji praktycznej. Poprosiła wszystkich o zdjęcie obuwia i czar prysł.

  Jebało jak chipsami starfood z lat dziewięćdziesiątych. Jebało i nie tylko od innych uczniów. Ode mnie, też jebało. Czułem te cało dzienne skarpety jak razem z powietrzem na moich oczach dokonują chemicznej destylacji i to nie było miłe doznanie. Pieprzyć chemię. Jesteśmy w szkole rodzenia do chuja wafla.

A ona karze tym kobietom oddychać, tym przyszłym matką, zachłystywać się tą chemią ze skarpet. Oddychać przeponą i brzuchem. No ja jebie, naprawdę myślałem, że walnę ze śmiechu ale nie.. jestem aniołem, jestem dobrych chłopakiem to one będą rodziły... wowoohahahahah...cicho diabełku ty szatanie...  anioł. Kurwa. Dobry człowiek ze mnie, pomożesz tej swojej kobiecie, ona cie potrzebuje.

Jeszcze jedno o uczycielce, ponieważ tutaj organizatorzy postarali się o casting. To nie mogła być piękna młoda kobieta lub tym bardziej sexy lalunia, ponieważ dziewczyny poczuły by się urażone a chłopcy za bardzo by chciały chodzić na te lekcje..

To jest taka miła pani babcia starowinka w białym fartuchu z poczuciem humoru, która mówi mi jako mężczyźnie, że to w najlepszym wypadku stanie się i z moją kobietą w przyszłości. Kiedyś będzie miłą grubszą starowinką, wróżką kochającą dobro i takie tam. Bo może być też starą czarownicą wiedźmą whohahahahahah.. nie muszę rodzić jak zajebiście,  jetem diabłem cicho... jesteś aniołkiem jesteś i będziesz kurwa cicho bądź.  Cicho.. nie musisz rodzić.  Spokój.

No i lekcje teoretyczne. Hm... co ja mogę powiedzieć.  Inna pani uczycielka . Tym razem z naszej epoki, taka perfekt mama. Ładna mama napewno już po paru porodach, na pewno rodziła i to rodziła bez bólu bo jest perfekt. Zdała to na szóstkę. Taki kujon rodzenia dzieci. Oj każda z tych kobiet chciałby być taką perfekt rodzicielką. Na pewno.  Ale nie jest, bo uczycielka nią jest.

No i te pytania i ta psychologia na poziomie minus jeden, gdzie łączymy się w pary i dyskutujemy czym jest poród. Więc słucham tych ludzi. Czym jest dla kobiety chwila po urodzeniu dziecka.

- Wyczerpaniem
- Odpoweidzialnością
- Zwątpieniem


- No ja cież przepraszam.... SZCZĘŚCIEM... już nie wytrzymałem. Wszyscy cisza a pani.

Tak przede wszystkim szczęściem. Kobieta przeżywa euforie hormon podaje i tak dalej.

 O kurcze... jestem dobry... w teorii dobrze sobie radze... może to nie jest aż takie złe. Ponoć dostaniemy dyplomy, więc może tym razem zdam. W końcu jestem super chłopakiem super przyszłej mamy super Lei no powiem wam powoli zaczyna podobać mi się cała szkoła. Może szkoła nie jest na końcu taka zła. Może to ja tylko tak na to patrzyłem. Piętnaście miłych par oczekujących dziecka i ja razem z nimi...

Aaaaaaa nieeeee szatan... ciiiii... cicho... Anioł, anioł, aniołek.

środa, września 02, 2015

SEPTEMBER WRZEŚNIOWY ZAWRÓT GŁOWY

   No i co teraz? Mamy wrzesień. Co zamierzacie zrobić? Jaki macie plan na jesienne wieczory? Jaki macie plan na podwojenie swojej gotówki, może plany wakacyjne? Co z tym chłopakiem? dziewczyną? Zrywamy, czy dajemy im jesienną szansę? W sumie zaraz zacznie się kampania dla tych, którzy nie mają drugiej połowy a przezimować trzeba. Co z tymi książkami, które warto przeczytać? Lampka już kupiona, by było wszystko jasne, że  czytać trzeba. Co z koncertami, festiwalami, będziemy chodzić, czy tym razem wylądujemy w domu na kompie? A może serial? Kolejny rok, kolejny sezon, kolejna zima, kolejne święta, kolejne Zaduszki. Kolejny sylwester.

 Niestety szkoła się już skończyła i nie będzie pani, która przestrzega przed surowymi ocenami. Nie będzie żadnego programu i nie trzeba kupować książek. Nie będzie wagarów i 20 minutowych przerw. Będzie rutyna życia. Tak kochani. Koniec z marzeniami. Teraz tylko oglądać reklamy, kawałek programu i spać. Zarabiać, wydalać, wydawać, spać. Jak wam się to podoba?

  Ja wciąż jestem uczniem.  Uczniem klasy 36 i czasem zdaje egzamin czasem nie. I jestem oceniany w chuj. Tylko tych ocen nie widzę. Dziennik pani życia jest głęboko strzeżony przez boski sekretariat. Jeśli wszystko już zdane, umierasz. Dlatego kibluje już 20 rok w tej samej klasie i popełniam te same błędy na sprawdzianach. Pisze wyrachowywane wuz przez u zwykłe, bo lubię powtarzać klasy.  A program jest. Jest program każdego dwudziestolatka i trzydziestolatka. Nawet jest program osiemdziesięciolatka. To nasza prawdziwa szkoła. Szkoła życia.

  Zanim wejdziesz w nową ramówkę rutynowego świata. Rutynowej swojej klasy wieku, czy nie lepiej przygotować sobie malutki program samorealizacji? Czy nie lepiej jest wzbogacić się o pewną nową wiedzę, która pomoże ci w klasie następnej i następnej. Siedzenie przed komputerem i czytanie tych wszystkich pierdół na pewno nie pomoże. Dziś jeden ogląda mecz swojej ulubionej drużyny drugi gra na podwórku w piłkę i uczy się jak strzelać gole. Jaki jest Twój Gol na tą jesień.

   W końcu zaczyna się niewinnie od pewnego celu i planu. Chcesz być twórcą czy tworzywem? Po co jest być twórcą a po co konsumentem tego całego śmietnika. Rutyna, rutyna, rutyna. A może do teatru na kolejną nudną sztukę lub na nudny film do kina? Czy życie nie jest jedną wielką rutyną w momencie, kiedy się nie ma celu? Nie ma własnej klasy i własnej pani z linijką lub bez?

Pieprzyć to. Idę spać.

wtorek, września 01, 2015

POLISHWOOD - czyli hollywood po polsku


 W związku z pierwszym września i pierwszym szkolnym dzwonkiem, postanowiłem zrobić pewną analizę pewnych amerykańskich filmów zadając sobie pytanie:

JAK TE FILMY WYGLĄDAŁYBY W PARADYGMACIE POLSKIEJ FABUŁY? CZYLI CO BYŁOBY,  GDYBY TE FILMY BYŁY POLSKIMI PRODUKCJAMI?


i tak...

E.T.  -  Gdyby był zrealizowany w Polsce, wyglądałoby to tak:

Eliot czyli Eryk wychowuje się w małej wsi  bez ojca, który siedzi w więzieniu za nielegalne produkowanie spirytusu. Jego matka ma narzeczonego Pawła, który nie przepada za Erykiem. Nie lubią się.

Przylatuje E.T i chce za wszelką cenę wrócić do domu. Eryk postanawia mu w tym pomóc, bo sam najchętniej wyrwałby się z tego zadupia. Przyprowadza go do domu i pokazuje mamie, która po libacji alkoholowej z Pawłem akceptuje nowego członka rodziny. Niestety Paweł narzeczony, przestraszony faktem zgładzenia jego katolickiego mitu o jednym tylko Jezusie jest przekonany, że do ich domu zawitał szatan i wraz z pomocą przyjaciół z pobliskiej wsi morduje E.T wbijając mu widły w szyje. E.T umiera. Eryk rozpacza. I ostatnia scena. Kwiatek, który usechł w momencie śmierci E.T znowu zaczyna kiełkować. Daje to Erykowi nadzieję, że jest życie po śmierci. Eryk idzie do kościoła z kwiatkiem i kładzie doniczkę przed ołtarzem Najświętszej Marii Panny Zawsze Dziewicy. Koniec filmu.




POGROMCY DUCHÓW - wyglądałoby to tak.

Grupa przyjaciół z uniwersytetu wrocławskiego, zostaje zawieszona za przeprowadzania badań nad in vitro. Byli przekonani, że można stworzyć człowieka, który nie tylko, że potrafi być polakiem, może być "nadpolakiem" z wyuczoną historią Polski wraz z jego narodzinami.

Po ostatecznej porażce postanawiają założyć grupę pogromców duchów. Zafascynowani nową ideą założenia firmy i reklamowania jej w telewizji, przebierają się za duchy i straszą mieszkańców-korpoludzików, w jednym z wrocławskich nowych osiedli.

W tym samym czasie reklamują się w dzień dobry TVN jako grupa, która zajmuje się paranormalją  absolutną. Biznes zaczyna się kręcić. Oni stają się celebrytami. Każdy chce być z nim i ich życie zmienia się nie do poznania. Niestety, dwóch kolegów, którzy udawali duchy, też chcieliby być celebrytami a nie tylko duchami. Szczególnie, że jeden z nich rucha żonę drugiego. Ostatecznie jeden morduje drugiego i okazuje się, że nie ma duchów. I razem siedzą w więzieniu, gdzie w nocy przychodzi do nich prawdziwy duch tego umarłego i nawiedza ich. Jednak sumienie będzie ich dręczyć do końca kary i dożywocia, dla tego który zabił. Ostatnia scena. Bohater patrzy przez kraty, słysząc głosy i krzyczy - Nieeeeeee....


COMANDO  wyglądałby tak.

Marek jest komandosem. Był w Afganistanie, był w Iraku a teraz mieszka w Sobieszowie pod Jelenią Górą i myśli, że wciąż trwa wojna. Jego córka, żyje w ciągłym strachu, że może im się stać krzywda. Szczególnie kiedy ją molestuje w nocy. Ostatecznie gwałci. Zrozpaczona postanawia uciec, ucieka od gnoja.

Niestety Marek myśli, że została porwana i zaczynają się poszukiwania. Teraz cała polska szuka córki znanego i szanowanego komandosa. Ostatecznie córka poznaje chłopaka, który chciałby być wojskowym i zakochuje się w nim. Mają pierwszy raz, który ona uważa za pierwszy raz, bo z ojcem to się nie liczy i mówi mu że go kocha. Ten niestety ją zdradza i przyprowadza do ojca Marka. Sam dostaje awans i staje się komandosem, a córka popełnia samobójstwo. Ostatnia scena. Marek płacze na szczycie góry. Nie wie gdzie popełnił błąd. Słyszy dźwięki śmigłowców. To te wojny zniszczyły go, on jest ofiarą systemu.


POSZUKIWACZE ZAGINIONEJ ARKI 

Heniek zawsze interesował się archeologią. Z zawodu jest ginekologiem ale zawsze interesowały go skarby. Marzy o znalezieniu tego jedynego, który pozwoliłby mu na opuszczenie polski i zamieszkania, gdzieś tam, gdzie poczułby się lepiej niż tutaj. Zresztą, patrzenie w kobiece skarby fizjonomii zawsze go inspirowały i przekonywując, że istnieją lepsze i łagodniejsze światy. 

Pewnego razu jedna z klientek skarżyła się na bóle jajników. Jednocześnie opowiadając o mężu, który przed śmiercią zostawił jej pewne wskazówki do skarbu zakopanego przez Niemców, jeszcze z okresu wojny. Zaintrygowany, postanawia zawiązać z kobietą bliższe stosunki po wcześniejszym sprawdzeniu jej higienicznych możliwości. Ona zakochuje się w nim i razem postanawiają odnaleźć skarb jej męża.

W końcu znajdują ukrytą komnatę, gdzie ku ogólnemu zdziwieniu okazuje się, że jej mąż chował tam ciała swoich gwałtów i grzechów na nieletnich. Udokumentowane zbrodnie i liczne dowody oraz zmumifikowane ciała ofiar, fascynują Heńka, który wierzy, że ta komnata przetrwa pokolenia i będzie dowodem naszego jestestwa i kultury. Dziewczyna chcę pójść na Milicje (bo to się dzieje w latach osiemdziesiątych przy obradach sierpniowych) ale Heniek ją morduje i teraz sam staje się dziedzicem tej wielkiej tajemnicy. Ostatnia scena. Rok 2015. Heniek jest już starym obleśnym zwyrodniałym pedofiloginekologiem. Leczy kolejną nieletnią ofiarę swojego hobby.  Ona się uśmiecha. Niewinna, bezbronna, polka (to oczywiście mamy do czynienia z metaforą polek uwikłanych.. zresztą co ja wam będę mówił).


POWRÓT JEDI

Heniek Soloski jest zamrożony u zbrodniczego Jabby Hutta. Jego przyjaciele Łukasz i jego siostra Lena (z którą miał kazirodczy sex w ostatniej części, ale mu wybaczamy bo nie wiedział) postanawiają go uratować.

Niestety Jabba szybko orientuje się, że Lena chce odzyskać swojego ukochanego. Zakłada jej łańcuchy i gwałci ją przez pół filmu. Okazuje się, że tak jak bardzo obrzydliwą postacią w swojej posturze jest Jabba to jego widoczny dla widzów członek swoją obrzydliwością przebija jego inne części ciała.

Lena nie ma się za dobrze. Ma depresje. Nie chce jeść ale wie, że jej brat Łukasz przyjdzie ją uratować. Co też się staje. Łukasz przychodzi i ścina wielkiego pytonga swoim mieczem świetlnym i rozmraża Heńka. Niestety Heniek już dawno nie żył. Lena zdesperowana rzuca się w jamę sarlaka, gdzie będzie trawiona przez tysiąc lat. Ostatnia scena. Łukasz patrzy się w jamę i mówi. To była moja siostra. Koniec.

Nie wiem co to ostatnie zdanie miało by pomóc filmowi ale nie ja jestem od tego. Krytycy znajdą już drogę by to zrozumieć i pojąć. Potem pojmiemy i my czytając ich recenzje.

MISJA

O kurcze. Nic by nie zmienili.

 TAKSÓWKARZ

Przemek chciał być taksówkarzem. Niestety nie dostaje roboty bo nie ma wystarczająco pieniędzy na start. Zdesperowany, kradnie samochód i przerabia go na taksówkę. Poznaje pewną dziewczynę, która mu się podoba. Niestety zaprasza ją do kościoła na randkę, co przez małolatę zostaje źle odebrane i przestaje odbierać od niego telefonów. Przemek kupuje kałasznikowa od swojego przyjaciela rosjanina. Postanawia zabić prezydenta. Niestety mu się nie udaję i zamach zostaję udaremniony. Ostatecznie strzela sobie łeb na oczach całego świata i mediów. Ostatnia scena. Dziewczyna małolata widzi go w telewizji i mówi koleżance - Ojejku ja go znam ja z nim chodziłam. Miał na imię Przemek. Koniec.


SZEREGOWIEC RYAN

Główny bohater schodzi na plażę. Dostaje kulkę w głowę. Koniec filmu. To byłby film krótkometrażowy ale wysoko nagradzany z nominacją do Oskara w tej kategorii. Najlepszy film krótkometrażowy z dopiskiem Drama.


 WŚCIEKŁY BYK

 Stary pijak bokser bije żonę. Ona odchodzi. Postanawia się zapić ale nie ma pieniędzy. Zabija swoją sąsiadkę.








poniedziałek, sierpnia 31, 2015

BOHATER POLSKIEJ AKCJI



 Wiele osób pyta się mnie dlaczego lubię Gwiezdne Wojny? To bardzo proste. Ponieważ czuje się jak sierota, który mieszka na pustyni i chciałby uratować wszechświat przed zagładą i mi się to ostatecznie udaje.

 To właśnie my. Ci niegrzeczni chłopcy na szarym blokowisku podwórka. Wierzący, że możemy zbawić świat, polatać statkami kosmicznymi i nic nam się nie stanie. W tym właśnie sęk. 

 Będziemy dalej żyć i dobro zwycięży. 

Wychowałem się na tych filmach. Te filmy dały mi nadzieję i cel. Wymyśliłem sobie statek kosmiczny i rakietę. Wyruszyłem w podróż reżysera, który chce robić w moim kraju filmy.

Okazuje się jednak , że mój model paradygmatu opowiadania historii, jest całkiem odmienny od standardów i mody w polskim kinie.  

   Pański bohater się nie zmienia. Mówią mi liczni eksperci czytający moje scenariusze. Jest taki sam na początku scenariusza i na końcu. Bardzo wziąłem do siebie te wszystkie uwagi, ponieważ chcę być dobrym filmowcem, polskim filmowcem. 

    Postanowiłem postudiować polskie filmy. Te nowe i te stare, tak by mieć ostateczny przekrój o co caman.  Po miesiącu doszedłem do wniosku, że eksperci scenariopisarstwa mają ostatecznie racje, polski bohater zawsze zmienia się w polskim filmie. A mianowicie.

Na początku filmu żyje. Na koniec filmu nie żyje.

Jest to trochę szokujące ale prawdziwe. Prawdziwy polski bohater umiera. Oczywiście są wyjątki jak Franc z PSÓW ale swoją drogą, gdyby po sławetnym pierdolisz moją kobietę, strzelił sobie w łeb tym kałasznikowem i byłyby tam naboje, to by dopiero był film.

To bardzo nieciekawa perspektywa dla widza oglądającego film. Mnie na przykład, wychowanym na przygodzie i zrozumieniu świata. A tu same porażki. Aaaa jest jeszcze drugi paradygmat polskiego filmu. A mianowicie.

Na początku filmu było chujowo. Na koniec filmu jest jeszcze gorzej. 

Główny bohater już nie ma nadziei. Na początku filmu jeszcze miał a teraz już ostatecznie nie ma. I to jest prawda i to się liczy, to się ceni. To się nagradza. Męczeństwo jest naszym filmowym wynalazkiem.

- Popiół i Diament? Umiera
- Przypadek? Umiera lub w najlepszym wypadku bohater zostaje komuchem, czyli chujowo.
- Ziemia Obiecana? Chcieli fabrykę ktoś im ją spalił, bo byli próżni.
- Dom Zły, 
- Sala Samobójców
- Miasto 44
- Dług
- Plac Zbawiciela
- Katyń, chyba nie muszę pisać więcej.

I teraz bardzo ważne zdanie. Ja nie mam nic przeciwko owym filmom. Tym  bohaterom i przedstawianym im losom ale czy do jasnej ciasnej, że tak powiem, nie mógłby się pojawić film o kimś komu się udało. Cokolwiek to znaczy. 

W sumie BOGOWIE to taki film z happy endem ale każdy z widzów i tak wie, że on potem umarł.

 Przecież nie jestem sam, pamiętam tych chłopaków biegających w krzakach ze mną bawiąc się w Robin Hooda. Niestety nie bawiliśmy się w Janosika, ponieważ na końcu filmu wieszają go na haku a to chyba nie jest za fajne. Chcieliśmy lepszego jutra. Chcieliśmy zabierać bogatym dawać biednym, walczyć z niesprawiedliwością wszechświata. Każdy był Lukiem i Hanem Solo w tym samym czasie.

Oczywiście wiem, że nie ma happy endu. Już zrozumiałem to po 37 letnim żywocie na tej planecie. Wiem wiem już że nie ma, wiem. Tak tak nie ma Mikołaja, nie ma E.T, nie ma Jezusa (oj przepraszam, jest jest przepraszam) Nie ma księżniczek a tak naprawdę można sobie dopoweidzieć po każdym filmie Disneya zdanie.

I żyli długo i szczęśliwie ale potem on zachorował na raka i umarł a ona na demencje starczą i umarła w cierpieniach ze starości. Naprawdę to ALE w kinie jest bardzo cenne. I to ALE chciałbym zweryfikować. Przynajmniej na razie. Może mi przejdzie, może mi nie pozwolą, może za rok zrobię film gdzie bohater na początku filmu żyje a na końcu umiera. Może ale dziś chciałbym by żył.  A taki mam dziś dzień. Jutro mi prawdopodobnie minie.  Wybaczcie, tak gorąco.