środa, maja 28, 2008

DOKRETKI RUNDA 37,38,39,40

Tak to juz postanowione... moje wyblagane dokretki zostaly zgreenlitowane. Beda to cztery dodatkowe rundy walki o ZMIANE by byla ciekawym filmem... Bardzo sie z tego ciesze.. czuje sie jak zolnierz ktory dostal rozkaz by powrocil na fron by wszystko pozmykac zabezpieczyc... ciesze sie bo te cztery dni rozpracuje w formie storyboardow. Bedzi sporo niespodzianek i generalnie wszystko co bedziemy tam krecic bedzie mysle duzym atutem dla filmu... wszystko sie odbedzie nie gdzie indziej a pomiedzy 15 a 20 czerwca i zostane tam juz do ostatecznego zamkniecia wartwy obrazowej filmu... i potem MUZYYYYKA DZWIEK... MIXY... i ...... premierrra :)

wtorek, maja 27, 2008

SIDNEY POLLACK - NIE ZYJE



akurat dzisiejszej nocy nie moglem spac. Po prostu nei moglem. Moze za duzo do myslenia za duzo sie dzieje. Obejrzalem slomianego Wdowca Billego Wildera i szybko zazucilem Frantik Polanskiego... az w koncu sen chodz nie spokojny. I budze sie otwieram system komputer telefon i tu SMS od Cezarego Sidney Pollack nie zyje... shit... i to znowu ten przeklety rak... naprawde przeklety totolotek :(

poniedziałek, maja 26, 2008

RELL UPDATE



maly update do reela minutowego ktory mi sluzy na youtube. Generalnei pare shotow jest innych i to chyba tyle :)

PYTANIE NA SNIADANIE

Wlasnie przed chwila mialem kolejny mega sen... Przed chwila czyli moze z 10 minut temu. Postanowilem go napisac by nie zapomniec. Ostatnio naprawde snie na maxa. Pamietajac kazdy szczegol szalenstwa ale od poczzatku

No to Niedzielny sen brzmial tak.

Przedewszystkim musicie wiedzie, ze wogole ani ani nie wiedzialem ze snie kiedy sie to dzialo. Topografia wygladala tak ze zaprosili mnie do telewizji na program pytanie na sniadanie i poniewaz byl by to moj trzeci wystep w tym programie zaliczylem to do rutyny ... lub mniejszego zla. Oczywiscie mialem mowic o ZMIANIE. No to ide tam az w koncu do studia... Niestety i tym razem trema mnie troche zaskoczyla kiedy uz siedzialem w studio i przyczepiali mi mikrofon. Pan ktory mial ze mna przeprowadzac wywiad staral sie cos zagadac cos w stylu czy lubie pilke nozna.. ja mo mowie ze raczej to nei jest najlepszy temat do rozmowy bo nei lubie. I widze na zegarek ze jest to mega wczesna godzina jakas 7. 35 rano. I wtedy trema opadla bo juz wiedzialem ze nikt tego prowodpodobnei nie bedzie ogladal i mowie mu ze he he nikt tego nei bedzie ogladal. A gosc ze myle sie bo ludzie ida do pracy w tym czasie i kazdy ma wlaczony telewizor kiedy robi sobie sniadanie... mowie ok, ale trema powrocila... i orientuje sie ze zaraz wchodzimy na antene a ja mam okulary zalozone na droga strone. Szybko sie orientuje myslac , fack ale musze meic niezal treme by tak je zalozyc. zakladam je normalnie, ale zwrok tak juz sie przyzwyczail do tej ostrosci z przekreconych okularow ze nic nie widzialem. Szybko schowalem je kieszeni no i czuje ze jestem na wizji.. czerwona lampka i gosc sie juz inaczej usmiechal i zaczelo sie...

- Jest pan instuktorem wyjasni mi pan to?

zapytal, a ja mysle o co mu kurwa chodzi jakim instruktorem. Mowie ze instruktor to moze byc raczej trener ale z drogiej strony tez mowie ludzia co robic kiedy chodzi o film.. uf wybrnolem

- Ale jest pan czy nie jest? ten dalej brnie. Mysle ze nie jestem bardziej rezyserem. zaprzeczam.

- A tam pan przesadza, klamie nas pan. gosc wyskakuje z sali zostawiajac mnei totalnie samego. wychodzi na korytarz i zaczyna mowic na moj temat. ja oczywiscie nei wiem co sie dzieje staram sie usmiechac wiedzac ze w kazdej chwili kamera moze mnei rejestrowac. w koncu patrze na ekran na ktorym widze dokladnie siebie.. I by c pewny jeszcze przesowam glowe w prawa strone by w ekranie poruszyla sie w lewo . Teraz wiem ze jestem na zywo z tym ze... ten ekranowy ja... mial na sobei te okulary ktore przecierz zdjolem. Malo tego... ekranowy ja wziol reke i chuchal sobie na nia by miec pewnosc ze mu nie smierdiz z buzi.. ja oczywiscie w szoku bo wiem ze to leci na zywo i nei wiem kiedy to wogole nagrali i jakim prawem puszczaja... zaraz potem zdejmuje buta i zaczynam go wachac... fuck co za koszmar...

od tego czasu sen totalnie sie juz pojebal. Bedac sam w tym studio zaczolem wariowac. By trzymac konwencje mojego wystepu zbutem zaczolem recytowac wszystkie wiersze ktore znam ze niby taka miala byc konwencja Przyszla jakas baba ze strzykawka ktora rozpoznalem jako kogos kto mysli ze zwariowalem i chce mnei uspokoic... i oczywiscie bronilem sie przed nia i tak az do momentu kiedy zszedlem z anteny i ludzi bili brawo ze takiego pytania na sniadanie juz dawno nie mieli... ale powiem wam byl to ostro wiarygodny sen... i mialem niezla zabawe.

Moge tylko tak zinterpretowac ten sen, ze powoli dochodzi do mnei ze czas sie skraca, wlasnie ten ZMIANY i niedlugo bede musial znowu cos powiedziec do kamery. Mam nadizeje ze jak uz bede w tym studio nie okaze sie ze mam zalozone okulary na lewa strone... bo wtedy to juz naprawde bedzie STREFA MROKU :)



-

niedziela, maja 25, 2008

SNY SNY SNY



Nie chcialem nigdzie wyjezdzac na ten weekend. Po tym wszystkim, po tych podrozach samolotach przynoszenia ciala z jednego miejsca do drogiego. Dlatego zdecydowalem sie na zwolnienie az do zatrzymania. Albo inaczej... Jest czas na lowienie ryb i czas na suszenie sieci a by je suszyc naprawde nie wolno wyplywac w morze. I tak tez sie stalo. Odpoczywalem... A czerwiec zapowiada sie bardzo interesujaco i energi bede potrzebowal i to bardzo. Bede konczyl zmiane... robil nowe dokretki 4 scen ktore sa juz napisane i czekaja na kolaudacje z gory. przygotowuje sie do nich jak Rocky do szybkiego sparingu. puki pilka w grze trzeba walczyc a ja na walke jestem gotowy :)

Teraz z pewnoscia zastanawiacie sie co to za samolot z papieru. Otoz... dzis w nocy mialem piekny sen. te ktore najbardziej lubie... bylem znowu malym chlopcem moze 10 lat... moze 7. mialem taki samolot z papieru i wlasnie to on unosil mnie i tak w kolko dookola mojego wroclawskiego podworka.. Taaak latalem.. uwielbiam latac kiedy snie... a dzis latalem przez cala noc.. moglem wstac w nocy zasnac i znowu latac... naprawde wypoczolem :)

czwartek, maja 22, 2008

INDIANA JONES I TA KRYSZTALOWA JEGO CZASZKA



Poszukiwacze Zaginionej Arki to pierwszy film w kinie jaki kiedy kolwiek widzialem. To bylo moje pierwsze spotkanie z kinem. Z kinem Mozajka i jego skrzypiacymi fotelami. Kronika filmowa i tata ktory mi czytal napisy bo czytac jeszcze dlugo nie potrafilem. Mialem mysle ze z 4 lata... co pamietam po tym seansie to napewno pana uciekajacego przed wielka kula, naziste ktory oparzyl sobie reke az musial wsadzic ja do sniegu i koncowa scene z trupami. Wlasnie wtedy po przysciu do kolegi kiedy rysowalismy zamiast narysowac domek z plotkiem jak moj kolega, narysowalem arke przymierza i trupy wnoszace sie do nieba. Pani Henia, mama Pawla mojego kolegi. wziela mnie za reke i zaprowadzila do domu.

- To szatan, ten panski syn.

Pokazuje Alkowi moj rysunek. A ojciec spokojnei patrzy sie i usmeicha

- Tak tak bylismy wczoraj z synem na poszukiwaczach zaginionej arki... nic sie nei stalo, dziekuje. zamknol drzwi.

Na Swiatyni przeznaczenia bylem z mama i tata... w kinei studio. tak sie zlozylo ze w tym kinei studyjnym byl filar.. taka kolumna i to wlasnie mama dostala miejsce za kolumna.. biedna wyginala sie caly seans a ja mialem niezla radoche bo to bylo takie zabawne.



A dzis premiera... i cala rodzina poslzismy go zobaczyc. Pokolenia od najstarszych po najmlodszych

CEZARY
MAMA CEZAREGO (notabene mega mila osoba przenikajaca pozytywna energia)
GRAZYNA
FILIP jej syn
WOJTEK
MALWINA
JA
FOX
i CHROMA

no i znowu kolejka i znowu widze ludzi w kinie... uwielbiam widziec cala sale zawalona ludzmi. Wtedy kino ma sens. Kiedy sa w nim ludzie. Co za uczucie wchodzac tam, wiedzac ze wlasnie dzisiaj.. nie wczoraj nie jutro.. dzisiaj miliony ludzi w tym samym czasi eoglada z ta energia ten film.. wlasnie ten film

no i... .?

no i super.. bardzo dobrze sie bawilem.. i nawet dwa razy nos mi sie zaczol krzywic bo leska ronila sie w oku. Nie chce mowic kiedy bo nei zdradze wam fabuly.. Musicie zobaczyc sami.. ocenic bawic sie rozczulic lub zniechecic wkuzyc lub nawet wkurwic.. nie wiem po prostu idzcie... i juz

Szkoda ze te czesci gwiezdnych wojen nie byly na takim poziomie jak ten Indiana dzisiaj... Harrison Ford... lubei go starszego.. naprawde ma to wszystko jakis urok.. ze przemieszczamy sie w czasie... i odejdziemy razem z indianem Jonsem kiedys gdzies.. i bedziemy tymi szkieltami ktore malowalem jak mialem zaledwie 4 lata :)

p.s jak bym mial robic indiana jones w polsce film nosil by tytol

INDIANA JONES I TAJEMNICA KSIEZNICZKI KUNEGUNDY

:)

poniedziałek, maja 19, 2008

KOLEDZY




Przyjaciele to chyba najpiekniejsza sprawa na swiecie... Jest to cykl fascynacji i poznania

no bo tak...

Rodziny sie nie wybiera...

Dostajesz pakiet i musisz z tym zyc.... nie masz na to wplywu jest to wpisane zapisane i amen

Dopiero poznajesz ludzi.. ktorzy staja ci sie bliscy... staja sie znajomymi... kolegami.. az w koncu przyjaciolmi czasem rania jak sam skurwysyn ale kto nie rani?

Przyjaciel moze zostac ta z ktora bys dzielil loze zycie.. powiedzial jej... TAK...

Masz prawo wyboru... bo w sumie kiedy juz ja wybierzesz... i okaze sie ze bedziecie miec dziecko... znowu powracamy do rodziny

nie masz wplywu jakie bedzie to dziecko... moze byc super mile... czescia ciebie i jej... ale ups.. moze byc... tez... zupelnie kurwa inne.... takie zupelnie inne... :)

Rodziny sie nie wybiera... ale mozna ja ksztalcic... tak by nuemieli nawet o tym pojecia

dzis totalnie mamrocze... ale lubie pisac na blogu kiedy jestem totalnie na zwalce... jestem totalnei zmeczony... wrecz w letargu... :) wiec wybaczcie mi za te abstrakcje

niedziela, maja 18, 2008

KOSZYKOWKA SEZON


Niedziela....

Kiedy wracam z tych wszystkich podrozy, zawsze potrzebuje jednak paru dni by znowu sie jakos odnalesc. Kiedy powracasz z takiego zaplanowanego wrecz na godziny trybu zycia. Przyzwyczajasz sie do tego do tego stopnia, ze kiedy juz zamykasz sie w domu i telefon przestaje dzwonic.. wariujesz. Chcesz za wszelka cene spotkac sie z tymi wszytskimi z ktorymi nie miales kontaktu w czasie wyjazdu... a zycie plynie... wtedy wypada tylko generalnei lezec i odpoczywc. Czytac ksiazke, ogladac telewizje, filmy, jak powiadaja mysliciele z dalekiego wschodu. Jest czas na lowienie ryb i czas na suszenie sieci...

I to staram sie robic od wczoraj.. N I C kupilem pilke do kosza .. chodze sobie na opustoszale boiska i zucam przez godzine... wystarczy mi to naprawde. Chcialbym grac normalnie ale to kolano wiem ze nie pozwala mi na prawdziwe mecze. Wtedy zawsze mi strzela przy jakiejs akcji kiedy o nim zapomne. Wtedy schodze z boiska jak taki totalny nieudacznik.. nie nie nie juz nie chce tak... wole po prostu zucac... niz byc lajfusem.

piątek, maja 16, 2008

POWROT Z GOR




Wrocilem do cywilizacji po paru dniach bez internetu i telefonow... i co?



Fajnie... tak bez tego wszystkiego... ale dobrzez ze juz jest...



Pare razy myslalem w tym pobycie o mieszkaniu moze w gorach... czy to moze dobry pomysl by tak zaszyc sie gdzies i patrzec jak drzewo rosnie :) he he... ciekawe kiedy



Powoli zaczyna sie czas alergiiiii... czuje juz pierwsze objawy pierwze psiki... szkoda... bardzo szkoda.. bo lubie przyrode... i to bardzo... a tu taki pech...



Jestem dzis zmeczony...



A jutro kolejna podroz i kolejny take off...



Dlatego pozdrawiam was moi blogowcy... i



zycze udanego...



majowego...



weeeeekendu....


czego i sobie zycze....

poniedziałek, maja 12, 2008

SPIKE LEE

 

Od dawna chcialem kupiec sobie pare filmow Spika Lee... ziomek zachwycil mnie w 95 roku swoim stylem opowiadania i od tego czasu mialem 3 jego filmy na video... ale video videeeeem... a czas leci i tu w rumuni kupilem sobie 5 pack jego wczesnych filmow... bardzo lubie jego styl i to ile ciepla bije z jego filmow przez nosnik ekranu...

warto sprawdzic pare jego filmow jak

Do the right thing
mo better blues
jungle fiver
malcolm X
crooklyn (wlasnie z tego filmu jest fragmet)
Summer of Sam

polecam

sobota, maja 10, 2008

ZDJECIA INTERNETOWEJ INSPIRACJI

POmyslalem sobei ze by trzymac spiryt w podtrzymywaniu mojego bloga wprowadzam nowy temat ktory bedzie czasem tutaj powracal a mianowicie. ZDJECIA INTERNETOWEJ INSPIRACJI... bedzie to przeglad wszystkiego co mnie na tyle zaciekawilo z netu ze londuje w moim folderze wszystko. Sa to rozne zdjecia roznych ludzi i przedmiotow...



No tak to jest kosciol zrobiony z LEGO, naprawde bardzo interesjaca konstrukcja


Uwielbiam to zdjecie. Spielberg Scorsease De Palma Lucas i Coppola przy jednym stole. Spokojnei siedza zadowolenie spelnieni bez zalu i nienawisci do kogo, choc kto ich tam naprawde wie :)


Ppatrzcie na tego goscia. To on przetrzymywal ta corke przez 24 lata w zamknieciu. Co mnie najbardziej zaskoczylo to fakt ze dwa lata temu napisalem opowiadanie pt: Kazdy ma jakies hoby przy okazji robeinia filmwebu o gosciu ktory mial hobby w piwnicy osobistego wieznienia dla swojej rodziny o ktorym nikt nie wiedzial a tu prosze co za niespodzianka. Jakze nieprzyjemna i niefortunna. Nia ma szans by zrobic z tego scenariusz bo jego histopria juz dawno jest juz kupiona przez Hollywood 


No tu pierwsza zona Spielberga.. wyglada na zolze czyz nie? No i byl rozwod i Steven by sie odczepila podarowal jej 100 milionow dolarow wow...


Ktos zrobil sobie i phona z lego.. przypatrzylem sie i juz wiem ze jestem w stanie zrobix takeigo samego wiec .. moze I phone?


Kurcze nowa paczka ktora chce sobei kupic jak bedize okazja.. BATMOBILE... moze byc super zabawa w jego konstrukcji


Paul thomas anderson.. szczaw... robi swoje booginights.. i ja tez tak chce :)



to stop klatka z pewnego you tube zestawu zdjeci bardzo podoba mi sie ta krew. Nizdzwcie sie jak kiedys w moich pracach zobaczycie cos podobnego wizualnie... lub u kogos innego kto wezmie ta inspiracje z tad wlasnie... 

no i to tyle na dzisiaj

SPROSTOWANIE IRON MAIDEN SAMOLOTU

Bo okazalo sie ze to nie jest samolot z IRONA MAIDEN, ktory tego dnia przylecial na Warszawskie okecie, tylko charterk wypozyczony przez czlonka zespolu, kotry jest pilotem w tanich liniach lotniczych jednej z wloskich firm. I gosc ponoc lata tym z Warszawy do Turcji , oczywiscie jesli samolot dziala , bo w dwoch przypadkach juz dwa razy musial zawracac na lotnisko bo raz swiatla nie dzialaly a innym razem cos innego o czym prasa nei powiadomila. Generalnie okazalo sie ze jest to pasazerski samolot a nie wypas przestrzen latajaca z powywalanymi siedzeniami... i tak to wlasnie wyglada :)

środa, maja 07, 2008

RUMUNIA TRANSYLWANIA




Kolejna podroz... kolejne miejsce.... kolejne zapoznane osoby.... nowe emocje.... nowa energia... a ja w tym wszystkim dojrzewam i dorastam...




Naprawde od paru miesiecy widze niesamowite zmiany jesli chodzi o moj charakter i zachowanie. Czuje ze powoli wkraczam w nowy etap, ktory stanie sie moja dewiza na dalsze zycie...



Widzicie... to sa juz tak osobiste rzeczy ze dzieleniem sie nimi bylo by w jakis sposob pogwalceniem tych przemian... dlatego coraz czesciej mysle o zamknieciu bloga



I nei jest to bynajmneij spowodowane moja praca, ale sama idea dla ktorej zalozylem tego bloga. Chcialem przede wszystkim rozwijac sie razem z nim. Odnalesc siebie poprzez pisanie w pruznie ktora ktos czyta.



Teraz wiem ze na tym etapie pisanie tak osobistych rzeczy ktore przezywam jest wrecz nienormalne. A ja nie moge pisac o czyms innym kiedy pala sie we mnei te wszystkie emocje.



Juz wole przestac pisac niz pisac na sile o czyms inym niz to co mnei w danej chwili interesuje i fascynuje.



Moze kiedys z dystansu opisze te chwile, ktore teraz przezywam ktore sa jeszcze takei nei pewne, niestabilne... wrecz moge powiedziec ze pisanie o czym kolwiek moglo by nadzyczjneis w swiecie pospuc ta energie ktroa mnei teraz otacza dlatego nei ptorafie ich ujac w slowa



Co jedynie moge napisac to to... ze obudzilem sie pewnego dnia jako obywatel swiata ktory poznaje roznych ludzi, ktory mieszka w miastach tak inncyh od siebie i kultorowo i gospodarczo. Ze budze sie codziennie w innym lozku. w innym pokoju gdzies w hotelu. Ze nie wiem jak dlugo to bedzie trwalo ale puki trwa jednak chcialbym czerpac z tego ile sie da. Bo zaowazylem zie lubie sie uczyc czlowieczenstwa i powoli zaczyna mi to wychodzic...

i co najwazniejsze ... spokoj... mam w sobie spokoj... ktorego nie mialem bo nerwy sa wrogiem spokoju.

Ide spac... dobranoc, kto kolwiek to czyta


Rumunia :) Przyroda .... Maj

niedziela, maja 04, 2008

LONDON CALLING



No i zawitalem do miasta Londyn. Przemyslaw i Violetta przywitali mnie goraco i przyjaznie




Mieszkalem na Hammersmith w dosc ladnej i zadbanej dzielnicy



Po czym zauwazylem przypadkiem te ow rowery



A tu juz u Przemyslawa w domu



I sam przemyslaw i jego przyjaciel Marcin (choc mi on kojarzyl sie z jakims rycerzem nie potrafie nawet opisac dlaczego)




A to juz rodzinka Londynska... Boze David przechodzi okres dojrzewania... mutacja glosu i te sprawy.. bardzo ciekawe widziec to na wlasne oczy... ta metamorfoze przemiany ciala i duszy :)



Siwy jeszcze nie do konca... bo 12 skonczyl wlasnie dzisiaj.. ale juz nie dlugo tez sie zmutuje (na zdjeciu DAVID mutant :)





a tu juz moi kochani kuzyni.. JACEK i BEATKA... bardzo bliscy mi .... z Jackiem ogladalismy potem film w nocy wlasnie o mutacji i metamorfozie a mianowicie film MUCHA... :)

to byl bardzo fajny wyjazd i pomimo spraw zawodowcyh i zabiegania... odpoczaolem za co dziekuje wszystkim tym ktorzy pozwolili mi na to...

piątek, maja 02, 2008

2 MAJA 1998 - 2 MAJA 2008




Chcialem tam pojechac.... zapalicz znicz, moze nawet odwiedziec jej rodzine. Czasami przychodzi tak mysle ze coz by sie chcialo takiego zrobic, choc to zawsze trudne, i generalnie ciezki temat. Dokaldnie 10 lat temu moja kolezanka z klasy zginela w wypadku samochodowym. Dwa dni przed matura jechala malucham juz do domu, gdzies za wrocalwiam w miejscowosci gdzie meiszkala... i polska szosa.. i polske pola i polskie przydrozne drzewa smierci... i zmecozna, choc kto tam naprawde wie.. uderzyla w jedno z nich. I kolejny krzyz na drodze a my z klasa po pisemnych wybralismy sie na chyba najciezszy pogrzeb jaki pamietam. Wiec trudno mi nie pisac o tym wiedzac ze nie ma mnie tam a jednak chcialbym zakomunikowac ze pamietam. To chyba jedyne co moge zrobic. Uczcic ten 2 maja. Mysle ze nie bede sam w tym mysleniu, choc tyle sie dzieje w naszych zyciach i wydazlo przez te 10 lat, ze ciekawy jestem czy ona by pamietala o smierci kogos inengo z klasy. Ciekawe co by dzis robila, jak spedzala taka majowke...

A z innej zupelnie strony, znowu pojawia sie u mnie pytanie retoryczne, czy naszym zyciem rzadzi przypadek los czy przeznaczenie.... Czy nasz los juz jest zapisany, czy mozna go odgadnac, czy po prostu rzadzi nami jeden wielki przypadek. U kieslowskiego w filmie PRZYPADEK wszystko zalezalo od jednego zdazenia, ktore mialo wplyw na losy bohatera choc w dwoch przypadkach z trzech i tak ginol w wypadku samolotowym.

Ja jednak wierze w przeznaczenie. Ale wtedy, dlaczego przeznaczeniem mojej kolezanki bylo skonczyc zycie wlasnie 2 maja 1998 roku? a nei 50 lat pozniej? Albo pojde jeszcze dalej w tym rozmyslaniu... Jesli jest RAJ i zycie po smierci ciekawe jak sobie tam radzi po 10 latach? a moze jest jeszcze na ziemi w postaci ducha?

Naogldales sie za duzo filmow.. slysze juz z tad... moze :) ale co mi innego pozostalo jak nie gdybac i pamietac w ta 10 rocznice... co kolwiek to znaczy

czwartek, maja 01, 2008

LONDYN IRON MAIDEN




Obudzilem sie.... o 10.32 rano... tak zwyczajnie. Zwyczajnie ubralem spodnie od dresow z bluza. Wyszedlem z domu po 300 zl z bankomatu i w meidzy czasie nadzywczajneij w swiecie kupilem kanapke. dopiero potem stalo sie to czego nie moglem sie doczekac od tygodni.. Wziolem sie za sprzatanie... i nadzwyczajniej w swiecie posprzatalem clautkie mieszkanie... Dokonalem selekcji niepotrzebnych ubran w tym rozowej kolekcji z pralki :).. do czego zmiezam... zmiezam do tego ze w miedzy czasie zamowilem taksowke spakowalem sie do londynu i pojechlem na lotnisko i na spokojnie wsiadlem do samolotu i polecialem..


Dopiero gdzies w chumurach... zobaczylem goscia ktory siedzial obok mnie i podekscytowany przewracal kartki przewodnika LONDYN DLA SZALONYCh... i wtedy udezyla mnei mysl... wow... to moja 13 podroz samolotem w tym roku... i ze wogole nie mialem przed podniecenia przed podroza i raizefuber i innych emocji.... po prostu wstalem robilem swoje i przy okazji polecialem do Londynu... szok :) no i jestem na ziemi angielskiej

ale to co mnie akurat urzeklow tej podrozy .. to to ze kiedy cala cholota wchodzilismy do naszego AIR CRAFTU... przez te super schodeczki patrze a tu londuje taki sam samolot IRON MAIDEN... wow... fajnei to wygladalo jak by szatan wyladowal na nasze ziemie. I sobie zaparkowal .. ten samolot znalazlem w necie zobaczcie jaki szalony jest... i to lata :)

wiec coz poczatek dlugiego weekendu dla mnie choc do pracy tez... ale ciiiiii :) jakiej pracy :)