poniedziałek, września 19, 2016

WRZESIEŃ 2016

To już czwarty pogrzeb w przeciągu czterech miesięcy. Kiedy dzieje się to pojedyńczo, raz na jakiś czas jeszcze ma to sens uduchowienia. Ksiądz mówi to co mówi w takich okolicznościach. Marność. jeden bóg jeden Jezus jedno życie pozagrobowe. Jeśłi jednak przeżywa się to już cztery razy lub nawet sześć bo w przeciągu roku na tylu pogrzebach byłem, zaczynasz się powoli przyzwyczajać i do pogrzebów i do śmierci.  Dla mnie to niestety wciąż odłączenie od prądu i totalna nicość. Byćmoże się to zmieni, zresztą mam swoje teorie życia pozagrobowego ale z moich skromnych obserwacji jest to po prostu rozkład i koniec. Nie chce tu szeżyć pesymizmu bo to w ogóle nie o to chodzi. Naprawdę to co pisze nie jest oznaką ani depresji lub innych stanów, które powodują tego typu nauki. To po prostu ustawienie się po jednej stronie.
 Ostatnio oglądałem wybitny program komediowy australijskiego komika w którym, mądrze mówi o ludziach których podzielił na kategorię. Według niego są tacy którzy wierzą w Boga i tyle. Są drudzy którzy w tego Boga nie wierzą. I to jest 10 procent społeczeństwa. I to jest tak zwana lokomotywa, która napędza wszystko inne. Bo to dziewięć pozostałych wagonów, to właśnie ludzie niezdecydowani. Ludzie którzy raz wierzą raz nie wierzą. Jak są święta to wierzą jak są chorzy to wierzą jak są pijani to nie wierzą. I tak z wszystkim innym. Bo to nie chodzi o Boga ytlko o wszystko. Albo jesteś wegeterianinem albo nie. Albo jesteś homosexualny albo hetero. Takich ludzi powinno się cenić. Ci ludzie mają bardzo mocno wytworzony charakter czyli system wartości, który kieruje ich życiem Wyznacza pewien kierunek. Albo jesteś za lewicą albo za prawicą. A pozostali to ludzie którzy nie wiedzą nic. Przyznaje, że do takich należałem i to długo. Natomiast od pewnego czasu kształtuje się u mnie linia charakteru, byćmoże z racji wieku. Za dwa lata uderzę swoją cztgerdziestkę. Byćmoże, doświadczenia i filozoficzne rozważania pozwoliły mi w końcu zdecydować, którą stronę wybieram tej szachownicy zwanej życiem. I nawet dobrze się ż tym czuje. Asertywność wytwarza się wtedy sama. Nawet nie trzeba już podtrzymywać jej środkami typu książki lub psychoanalityk. To jest bardzo proste rozumowanie.
 Powracając do śmierci. Ona istnieje. Jest niepodważalna i stresująca. Stresująca dla każdego inaczej. Na przykład mój pies Cyprys, kiedy kładł się spać do ostatecznego snu uśpienia, nie był za bardzo świadomy tego co traci. Nie mógł powiedzieć sobie. Zrobiłbym jeszcze coś przez ten rok gdyby mi było dane. On po prostu pewnego dnia gorzej się poczuł z racji wieku i tyle. Nasza świadomość nauczyła martwić się o przyszłość, która tak naprawdę jest nie zmienna i staje się końcem. Każdy pewnego dnia umrze. To chyba najściślejsza z możłiwych prawd życia. Stała i niezmienna. Nie możemy poweidzieć no tak ale za wyjątkiem...  Miałem okazję po latach zobaczyć nieboszczyka w trumnie i naprawdę śmierć jest przerażająca. Jestem filmowcem ale nie widziałem takiej chrakteryzacji jak prawda kiedy człowiek którego się zna ląduje w soim ostatnim opakowaniu. To jest naprawde śmierć.
 Nie wiem jaki mam napisać tutaj koniec do tych teoligii ale konkluzją chyba jest proste żyj i pamiętaj że żyjesz. Tylko tyle. Jedz posiłek i ciesz się jego smakiem.  Jeśłi ci nei smakuje, nie jedz, zmień. I tak dalej i tak dalej. Wytworz w sobie charakter ktorego jesteś pewny. Nie sprzeczny bo po co się męczyć z własnymi decyzjami. Jeśłi masz kogoś opieprzyć to nie bądz temu winny pięć minut po fakcie. Zresztą co ja tu będę pisał. Ide coś zjeść.

wtorek, marca 22, 2016

BZDURY WIOSENNE


Trochę ostatnio zafolgowałem i pisze teraz co neidziele na nowym blogu natemat.pl. Będe tam pisał o samorealizacji i będe sie starał być poprawny i zwięzly. Dlatego ten blog może byc takim frywolnym brudnopisem zapisków bez sprawdzania błędów i takie tam.

Generalnie jest wiosna. Generalnie jest terror. Generalnie świat idzie do przodu. A ja sobie robię muzykę. AKX nowa płyta powoli się wyłania z czarnej dziury twórczości.

Ja się muzyką bawię. To takie piękne, że sobie nie odebrałem tej przyjemności i nie chciałem być profesjonalny.  Ten profesjonalizm mnie ogranicza jedynie do tego, że musiałem nauczyć się jak grać do klika i tyle.  Reszta to frywolna zabawa. Czuje się jak dzieciak na podwórku, który buja się na huśtawce i nawet nie wie czemu. Po prostu sprawia mu to przyjemność dlatego się buja.


Nie sądzę bym to stracił, bo jak słucham muzyki nie zastanawiam się na jakim sprzęcie to zrobili lub nawet jak to zrobili. Słucham piosenki i tyle. A te programy są taki proste, że naprawdę coraz mniej musisz. Wystarczy tylko się bawić. Nawet teraz pisząc, komputerek mówi mi o błędach. A że czerwony podkreślacz mnie wkurza to zmieniam to tak by nie było czerwonego.

Nawiązując do płyty AKX. Będzie się nazywała LEGO PUNK bo jest trochę zabawą z punkiem. A tak naprawdę sam nie wiem co to jest. I to mnie jeszcze bardziej kręci, że nie wiem.



Tak sobie patrzę na tego Georga tutaj na zdjęciu. Był szczęśliwy. Zapracowany ale szczęśliwy. Nawet nie wiedział, że będzie tęsknił za tą wieczną pracą i pogonią za celem. Wykonał kawał dobrej roboty po to by to sprzedać Disneyowi.  Jakbym mógł się z nim spotkać, powiedziałbym mu, żeby nawet nie myślał i robił te swoje czarne zdołowane filmy do których jest stworzony. THX 1138 i tak dalej.

Przecież on zawsze chciał robić art hause a teraz kiedy ma miliardy nie może się zdecydować. Ja bym nawet je robił dla siebie i nie pokazywał nikomu. A czemu nie.  Żyjemy w ciekawych czasach. Można się czasem przestraszyć ale warta jest każda chwila na tym padole.

Jeżeli już niedługo wyjście do kina lub wyjazd będzie oznaczał koniec bo ktoś nas wysadzi w powietrze, to może warto od teraz cieszyć się nawet tą chwilą przed telewizorem lub komputerem. Naciskam klawisze i ciesze się z możności pisania tych słów. Coś w tym stylu.

Ja mam tą przewagę że wychodzę z psem trzy razy dziennie i czy deszcz słota czy śnieg jestem na podwórku. Jestem z nim i widzę gwiazdy, czasem mgłę. Nie wiem czy potrafiłbym wychodzić tak bez niczego. Z pewnością nie. A tak... jest to z pewnością przygoda.


No i jeszcze ta Bulbolinka. Codziennie mnie zaskakuje tym że jest. No jak to się mogło stać, nie mogę się nadziwić.

sobota, lutego 13, 2016

ŻYCIE TO SCENARIUSZ WIELKIEGO SCENARZYSTY



 Oglądam seriale. Ostatnio GIRLS (które mnie otworzyły intelektualnie) a obecnie THE KNICK. Uwielbiam oglądać filmy, kiedy ich nie robię a już w ogolę najlepszą opcją jest moment, kiedy robię muzykę, ponieważ wtedy oglądam to na luzie jak normalny człowiek. Na luzie, bez oceniania bez rozkminiania, bez krytyki.  To właśnie taki moment. Córka śpi, jesteś blisko i oglądasz serial. Jeden, drugi , po cztery odcinki dziennie. A może jeszcze jeden? Czemu nie.

 To co podoba mi się w THE KNICK to forma pokazywania tego widzowi.  Soderberg podobnie jak główny bohater eksperymentuje na widzu. Mówi wprost. W kinie jest jak w MC DONALDZIE tutaj mogę sobie poeksperymentować. Nikt się nie boi. Może do czegoś dojdę? Muzyka jak z ;rogramu o kosmosie z lat osiemdziesiątych, wręcz mówi nam o tym, że te czasy lata 1900 i 1901 minęły. Tych ludzi już nie ma. Nas zaraz nie będzie. Czym się przyczynimy w tu i teraz, by iść do przodu. A może się cofamy? A może tak zawszę już będzie.

Jak trudno żyło się tym ludziom wtedy. Ile mieli problemów. Ten serial to jeden wielki problem. Kto ma racje? Komu się uda, może nikomu?

Zrozumiałem i to jeszcze przed drugą płytą AKX że strach jest niezłym skurczysynem. Jest jak najbardziej potrzebny bo bez niego z pewnością nikt by nie przeżył. Skoczylibyśmy z pierwszego mostu i stracili na zawsze. Tylko, że strach również paraliżuje. Strach programuje nas by siedzieć cicho kiedy trzeba krzyczeć. Siedzieć na miejscu, kiedy trzeba biec. Chować się, kiedy trzeba spierdalać.

STRACH... mały ludzik. Mały ministrant, pomocnik księdza EGO.

Dlatego tak lubimy alkohol i inne używki. Strach na chwile spierdala lub usypia. Możemy bez strachu powiedzieć szefowi co myślimy o tym jego biznesie i traktowaniu innych. Ten moment mógłby trwać wiecznie.

Nasze życie to taki wielki serial. Ma wiele wątków choć koncentrujemy się na tym swoim niepotrzebnie. Jakbyśmy zrozumieli że jesteśmy częścią wiekrzej całości strach, też rozłożyłby się na pozostałych uczestników.

Zróbmy eksperyment. Skoro życie to serial a każdy rok waszego życia to nowy sezon. To zapytajcie się siebie.

- Kim jest mój protagonista (oczywiście że ja)
- Kim jest mój antagonista?
- Jaki mam obecny problem w odcinku?
- Jaka jest tematyka mojego serialu?
- Jaki to gatunek? obyczaj, komedia czy dramat?
- Gdzie to zmierza?
- Gdzie jest haczyk?
- Kim są postacie drugoplanowe?
- Dlaczego te a nie inne?
- Jaki to ma związek z cała fabuła sezonu?
- Gdzie to prowadzi?
- Jakie jest środowisko mojego serialu?
- Zaobserwuj swoją scenografię.
- Jaki jest soundtrack? Czego słuchasz?
- Czy jest to spujne z całym serialem?
- W którym odcinku sezony się znajdujesz?
- Czy wyczuwasz kulminację, czyli coś nieodwracalnego?
- Jeśli tak to jak zakończyć sezon?
- Co z postaciami epizodycznymi?
Np: Ten facet który zwrócił mi uwagę na mojego psa. Po co ta postać, Jaki ma to związek do całej fabuły. Czy starał się mi coś powiedzieć? Jest zapowiedzią tematyczną sezonu lub suspensem kolejnego odcinka.

Czy lubisz ten serial? Czy jest ciekawy czy nudny? Jak możesz zmienić by sezon kolejny miał większą oglądalność. Które postaci wyeliminować skoro nie sprawdzają się.  Czy może zakończyć serial kulminacją nieodwracalną głównego bohatera? Czy może go zawiesić.

Życie to serial... czas trochę nad nim popracować. wymienić obsadę. Zmienić scenografię, Zmienić soundtrack :)







niedziela, lutego 07, 2016

PRZYGOTOWANIA PSYCHOLOGICZNE DO AKX2



Za tydzień jadę nagrywać nową płytę AKX. Na razie nosi tytuł AKX2 bo to takie filmowe trochę i śmieszne zarazem. Tym razem poprzeczka jest o tyle wyżej bo będę śpiewał po polsku a to zawsze trudniej. Inaczej jest zaśpiewać, you want me too so I do, niż... Chrząszcz przez szybę zatarł sierść.
Generalnie jest to moment by spreparować ten pomysł do jednej spójnej całości.  Bo na początku jest pomysł.  To mnie bardzo interesuje w genezie każdego z nich. Czy jest to film, muzyka, obraz, książka czy budowla z lego. Dlaczego to robię i co chcę tym osiągnąć. Jaki jest mój główny cel.

To tak jak w kinie. Czego chcę bohater i czego naprawdę chcę bohater. Pierwsza płyta z tego co pamiętam miała za zadanie udowodnienie sobie i innym, że potrafię nagrać płytę i że nie boję się śpiewać.  Muzycy zaproszeni do współpracy pomagali mi w dopracowaniu numerów tak by były one fajne. Pamiętam, że bardzo szybko odchodziłem od pomysłów, kiedy spotykałem się z uwagami, że brzmię jak piwnica pod baranami lub słaby Soyka. Wtedy robiłem krok zwrot i przemieniałem piosenki tak, że na twarzach pojawiał się entuzjazm. Mój wujek przyjechał, (niezależny artysta ze Starachowic) by zagrać na harmonijce. Po całym dniu spędzonym z nami podszedł do mnie i powiedział. Ej, co ty się tak im dajesz, by oni robili w tej płycie co chcieli. Odpowiedziałem, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, że na tym polega twórcza współpraca. Jeśli twoi muzycy dadzą wszystko z siebie i będzie się im podobało znaczy, że wykonaliśmy dobrą robotę.  Zresztą było to dla mnie jak najbardziej zdrowym podejściem, ponieważ oni nic nie wiedzieli o mojej muzyce (muzyki nie było) a ja wiedziałem wszystko o ich możliwościach muzycznych bo słyszałem ich wcześniejsze wykonania i byłem pod wielkim wrażeniem. Miałem jeszcze jeden psychologiczny aspekt do pogodzenia. Musiałem obronić się jako muzyk w świecie muzyków. Nikt nie wiedział, że potrafię grać na pianinie lub na gitarze.  Ja również  nie wiedziałem, ponieważ nie konfrontowałem swoich umiejętności z innymi.  Mało tego. Miałem trochę stracha przed totalną kompromitacją. Tydzień przed sesją widziałem się przypadkiem z pewnym realizatorem dźwięku do reklam, który pokazał mi swoją płytę i była okropna. Nie chciałem się okłamywać, skoro miałem się otworzyć na muzykę. W trakcie sesji przyjechali do mnie znajomi. Przyjechali gotowi by powiedzieć mi, żebym dał sobie spokój ale kiedy usłyszeli parę kawałków, byli mocno oczarowani i dali mi tym dużo energii.  Te kawałki były środkiem tego na co było nas stać, przez te parę zaledwie dni. Dopiero na sam koniec wykonałem piosenkę SO PURE, coś czego nie miałem przygotowanego wcześniej w formie demo. I to ta piosenka dała mi pewną swobodę i coś czego oczekiwałem od doświadczenia muzycznego i w ogóle muzyki, totalną czystość w tworzeniu. Jakiś odlot, którego nie da się opisać.  Ułamek pewnego uniesienia, który przypadkiem został uwieczniony w postaci pliku dźwiękowego.

Reszta jest nie istotna. W sumie jest, bo płyta doczekała się dystrybucji, istnieje w internetowym obiegu i dała mi możliwość przełamania i wystąpienia na scenie MĘSKIEGO GRANIA. No dobrze ale wchodzę ponownie do studia i ponownie będą nachodzić mnie te same pytania. Te same wątpliwości. Głownie dlatego, że tym razem chciałbym odkryć w sobie tego AKXa. Chciałbym określić się muzycznie i słuchać muzycznej intuicji. Na tym polega ten proces. Jak bardzo możesz się otworzyć w danej chwili i w jakim jesteś nastroju twórczym. Wtedy wyjdzie taka płyta. Taka muzyka. I trzeba być szczerym. Otwartym, prawdziwym, bezwzględnym bez strachu, hazardzistą ryzykującym za każdym razem, kiedy nowa piosenka jak w ruletce wygra z tobą lub ty przegrasz z nią.

Spójność AKXa polega na tym, że są to moje kompozycje wspierane głosem i pianinem.  Że gatunkowość tej muzy powoli schodzi z tego ROCK wręcz metalowego brzmienia do popu... Na tym polega ta zabawa. Ograniczenia będą wywołane tym, że nie będę stosował brzmień z komputera. Będzie to prawdopodobnie muzyka oparta na pianie basie i perce. Gitara będzie gestem lat osiemdziesiątych i Andy Summerowską melodyką.  Jest jeszcze kwestia tekstów. Czy moje kwadratowe myślenie i patrzenie na świat, będzie współgrało z muzyką? Każdy dobrze wie, że kiedy słyszymy coś po angielsku z lepszym lub gorszym akcentem ma zupełnie inne odczucie od tego,  kiedy słyszymy polskie chrząszcz brzmi w trzcinie. A tak już na koniec. Kogo to tak naprawdę obchodzi. To jeszcze jedna piosenka jak jeszcze jeden film i jedna płyta, obraz, wernisaż, wartościowy przede wszystkim dla autora dopóki nie stanie się owe produktem.

Dla mnie AKX zawsze miał mianownik psychologiczny. Odnalezienia siebie poprzez muzykę. Wyrafinowaną abstrakcją z nadmuchanym ego  do kreacji nowej postaci scenicznej a nie linearną opowieścią w kinie. I to będę starał się odnaleźć za tydzień.

piątek, lutego 05, 2016

Z PAMIĘTNIKA MŁODEGO ZIELARZA

  Obudził się jeszcze przed piątą rano. Właściwie obudziła go jego dwu i  pól miesięczna córka. Prosiła o przewinięcie. Właściwie nie prosiła ale szkfilowała dzwiękami zapowiadającymi rychły płacz. Nie lubił kiedy płacze. Zerwał się i przewinął maluszkę. Poranek na Białołęce miał nie różnić się od pozostałych. Zważywszy na okoliczności jego przeprowadzki z centrum miasta na to odludzie.  Córka była priorytetem, tak jak córki powinny być priorytetami dla swoich ojców.  Generalnie był mocno podkurwiony ale codzienna lektura Potęgi Teraźniejszości Eckharta Tolla, pozwalała mu wytrzymać w tu i teraz, bez totalnego załamania nerwowego. Wczoraj skończył kolejny serial i po serialowa posucha ne wróżyła nic dobrego. Zawsze, kiedy kończył serial przeżywał swojego rodzaju żałobę. Oglądając dziennie jeden sezon, czuł się jak niegdyś mol książkowy, którego lektura odrywała od rzeczywistości. Zastanawiał się, co tym razem spowodowało to dziwne uczucie pustki poserialowej. Czy w związku z bohaterami? Jego obecną sytuacją? Czy motywacją by zacząć robić coś bardziej produktywnego.  Włączył radio w kuchni i odgrzał zupę pomidorową,  przygotowaną przez jego przyszłą teściową. Nie umiał gotować a jeszcze bardziej nie umiał jeść. Szybkość i zachłanność jego jedzenia, działała na wszystkich układ nerwowy. Dlatego jadł w pojedynkę, by już nikt nie zwrócił mu uwagi, że pożera wszystko jak odkurzacz. 

 Ciekawe, kiedy zauważę zmianę w radiu i doborze muzyki w programie trzecim?  Zastanawiał się. Nowe władzę przejęły wszystkie media publiczne a trójka była jedyną stacją, której słuchał.  Dobrze wiedział, że tego typu  zmiany programowe mózg rozpoznaje z pewnym opóźnieniem. Najpierw schodzi muzyka alternatywna, zastępowana szlachetnym bluesem a zaraz będzie słuchał z zaangażowaniem nowej piosenki Alicji Majewskiej.  Jeszcze bardziej pompatycznej, niż za czasów komuny, którą pamiętał. Zgasił radio i wyjął rozgotowaną nogę kury z zupy teściowej. Miał psa. Jedenastoletniego Labradora, który uwielbiał tego typu przysmaki. Zawsze, kiedy tak się działo z wdzięczności ostatkiem sił, pies próbował go gwałcić. Nie przeszkadzało mu to. Zresztą  nie czuł się jego właścicielem. Był jego opiekunem, dlatego pozwalał mu na więcej, niż nakazuje tego procedura pana i jego psa. 

 Jego  zadaniem na początek dnia, było napisanie czterech istotnych maili. Istotnych w  jego hierarchii spraw istotnych. Wiedząc, że jeśli tego nie zrobi teraz, to tego nie zrobi w ogolę. Nauczył się tego z wielu książek motywacyjnych, które trzymał koło łóżka ale rzadko do nich zaglądał. Stresował go scenariusz bycia perfekcyjnym, dlatego nie przeczytał rzadnej z nich do końca Jednak same okładki i tytuły, motywowały go, by robić cokolwiek nie czekając i to mu absolutnie wystarczało. 

 Pierwszy mail, był kierowany do pewnej poetki, która miała mu pomóc przy pisaniu tekstów piosenek za darmo. Sęk w tym, że właśnie spytała go o pieniądze, co trochę komplikowały jego plan.  Był przekonany, że poetki są wolne od kapitalistycznego myślenia ale rozumiał ją doskonale. Drugi mail był stuprocentowym tego przykładem. Była to prośba o przelanie zaległych pieniędzy za zaległe faktury za które już dawno zapłacił podatki, co zrujnowało go doszczętnie w tym miesiącu. Trzeci mail kierowany był do jego producentki, by poukładać wszystkie zaległe tematy i podsumować by móc działać dalej. Czwarty był kierowany do pani od której wynajmuje mieszkanie, by dowiedzieć się dokładniej, dlaczego niektóre kostki do zmywarki są lepsze od tych gorszych.

Taka sytuacja.

niedziela, stycznia 24, 2016

EGO - niemiły pan w twojej głowie



Od roku gdzieś bacznie przyglądam się swojemu EGO. Jest to oczywiście intensja głownie spowodowana nadmiernym czytaniem książki o POTĘGI TERAŹNIEJSZOŚCI - Eckharta Tolle ale również rozmowami z ludźmi, którzy dochodzą do podobnej konkluzji a mianowicie, EGO to niemiły pan w Twojej głowie.

Tak go nazwałem, bo jakoś taki typek najlepiej obrazuje EGO. Niemiły pan,  zrzędzący na wszystko i wszystkich, oceniający świat, zawsze ma rację i wie lepiej, okłamując głównego nosiciela czyli Ciebie.

Mamy go w swoich głowach albo on ma nas w naszych głowach. Może być też tak, że prawdziwi my jesteśmy zamknięci w klatce, gdzie możemy tylko obserwować to co EGO z nami robi. Albo, odwrotnie. To on jest w klatce ale krzyczy tak mocno, głodny naszej atencji, że prędzej czy później słyszymy i czujemy jego obecność. Do tego jeszcze nie doszedłem w swoich rozważaniach na ten temat ale jedno jest pewne.  EGO to niemiły pan w Twojej i mojej głowie.





Oczywiście, dużo ma to związek z poczuciem własnej wartości bo w tym przede wszystkim pomaga nam ten człowieczek, lub wierzymy że nam w tym pomaga. Jestem lepszy niż ten, mam więcej niż ona, mogę więcej więc jestem lepszy. Będę najlepszy. Dziś może nie ale jutro na pewno. Zrobię wszystko co w mojej mocy i sile by tak się stało, bo jak tak się stanie to udowodnię sobie i innym, że jestem coś wart. A ci którzy w to nie wierzyli, będą musieli uwierzyć i tak dalej i tak dalej.

Mam duże EGO...  jest większe niż ja sam. Wychodzi mi z głowy pod postacią obłoki. Jest tak przeogromnym skurczysynem, że nawet nie widzę własnego cienia. Zresztą sam nie wiem gdzie jestem ten ja. Dawno go już nie ma. Od pewnego czasu jednak zacząłem popuszczać z niego powietrze i zauważyłem, że stał się mi jeszcze bardziej nieprzychylny. Nie ma nic bardziej niebezpiecznego, niż zagrożone EGO.  No i przeszkadza.

- Chciałbym zrobić film SF... 

- O dziwo moje EGO zamiast powiedzieć mi moje ulubione. Dawaj stary jesteś do tego stworzony, zniszczysz ich tym filmem, to dopiero będzie to, zobaczysz w przyszłości jak już to zrobisz wzbudzisz zachwyt innych a sam będziesz w końcu tym kim zawsze chciałeś być i tak dalej i tak dalej. Dziś mówi tak.

- Rób, ale zrób tak by się udało bo to co robisz jest do dupy, więc może zejdź trochę na ziemię to i ja z tego coś będę miał.

Jedna i druga gadanina jest całkowicie niepotrzebna.  A najsmutniejsze jest to że ten krzykacz zasłania pewnego pięknego chłopca, który jest w naszych głowach. Tego Piotrusia Pana zwanego intuicją który mówi bardzo prosto, spróbuj i uśmiecha się.





Jestem pod wielkim wrażeniem jak EGO bez pożywienia krzyczy z głodu o dawkę myślenia na temat przyszłości. Szczególnie przyszłości z korzyściami dla niego samego.  Wsłuchajcie sie w samego siebie a zauważycie jak ten miły pan w twojej głowie, który cie do tego czy tamtego tak zachęca to niezły chujek.

Ale piękna ta dziewczyna, umów się z nią na randkę, najlepiej idź z nią do łóżka bo jak pójdzie z Tobą do łóżka to znaczy, że jesteś coś wart... jak ją zdobędziesz nasza przyszłość odmieni się. Jest piękna więc i inni będą patrzeć na Ciebie inaczej. Zmienimy nasze przeznaczenia bo przecież naszym przeznaczeniem to odnalezienie się z obrzydliwą babą jak nasza matka i babka i ciotka, którą tolerujemy... kurcze, nie odpisała na tego smesa, chyba nas rozszyfrowała. A nie mówiłem, by ją zaskoczyć i tak dalej i tak dalej...

A mały ludzik Piotruś Pan powie ci... spróbuj, zobaczymy,

Kiedy słyszycie ten głos naprawdę warto go zlać... może nawet warto powiedzieć do niego spierdalaj pan. I może wtedy odnajdziemy się szczęśliwymi ludźmi w tu i teraz nie jutro i przewartościowanym wczoraj.

Oj za naszych czasów w latach dziewięćdziesiątych to była muzyka... FNM RHCP RATM a teraz?
A te filmy, te gwiezdne wojny, kiedyś to bla bla bla...


czwartek, stycznia 14, 2016

GEORGE LUCAS I INNI OJCOWIE CREATYWNOŚCI




KONRAD I AM YOUR FILMAKING FATHER... dobra George...  wiem, walcze z tym jak dobry syn z kazdym ojcem. Staram sie ciebie zrozumieć i widzę, że taki z ciebie ojciec jaki ze mnie syn..
Jesteś wciąż dzieckiem... przestraszonym próbującym dzieckiem.

Zobaczyłem ten oto wywiad z 25.12.2015 czyli po premierze nowych STAR WARS




Staram się go zrozumieć i może czegoś jeszcze nauczyć.  Niektóre rzeczy o których mówił to bardzo ciekawa ocena naszych czasów.

Lucas wie, że jego szanse na zdrowie po 70 tce maleją. Chce robić filmy eksperymentalne. Naprawdę życzę mu tego by to zrobił. Jestem w stanie mu nawet pomóc. Zrobiłem ostatnio eksperymentalny film i mam wiele wspaniałych doświadczeń z którymi mogę się z nim podzielić. W końcu to on mnie przekonał do tej branży.

Lucas twierdzi, że w Rosji w latach siedemdziesiątych mieli więcej wolności artystycznej niż oni tam w HOLLYWOOD. Być może nawiązuje do SOLARIS. Twierdzi, że wystarczyło nie mówić nic o władzy i mogłeś robić co chciałeś. Ale ja nie o tym. Jest wiele bardziej ciekawszych wątków.

Korporacyjny film HOLLYWOOD ma zarobić. NIE MOŻESZ ZROBIĆ CZEGOŚ CO NIE DZIAŁA.  Jeśli jest to coś nowego może nie zadziałać. Oni chcą tego co działa czyli kolejna część lub remake, wtedy zadziała bo tak już jest. 


PRAWDZIWY FILMOWIEC TO HAZARDZISTA - to gość, który przychodzi i stawia i wygrywa lub przegrywa. Czasem wygrywa bo ma szczęście lub talent ale HAZARDZIŚCI FILMOWCY są niewygodni dla KORPORACJI. Zawsze byli i będą. (Skąd ja to znam) FILM HAS TO BE RIGHT i tacy reżyserzy są dziś zatrudniani w HOLLYWOOD. Jest na planie i nie ma hazardu bo ma działać. I korporacja mu tylko radzi by stawiał na czerwone lub czarne... by było jak najmniejsze ryzyko. Nie ma tak nic co śmierdzi czymś co może nie wypalić.

Kiedy LUCAS przyniósł STAR WARS była to opera fantastyczna z latającym psem w statku kosmicznym. Hm... teraz by nikt na to nie poszedł. Wtedy też.

KORPORACJE  potrafią już obliczyć jaki film jak zrobi i gdzie zarobi, gdzie będzie oglądany gdzie nie. I tyle...

Widziałem w Georgu przestraszonego chłopca którego pani pyta na pytania na które nie zna odpowiedzi. Dlaczego STAR WARS np? Widzę, że jest mu szkoda jego dziecka które sprzedał. Miało być inaczej wyszło jak zwykle. Miał sobie tam być i pomagać jak przy IMPERIUM i POWRÓT... ale oni chcieli tego co działa. Chcieli zadowolić fanów... proste naprawdę bardzo prosta kalkulacja. Rozumiem DISNEYA... rozumiem te obliczenia, szkoda mi jednak Georga...

A może jeszcze zrobi ten swój mały film, który do mnie trafi? A może ja zrobię taki film który by on chciał ale nie ma już siły? A ja mam siłę? Czy ja wiem...