poniedziałek, luty 08, 2010

MUST or CAN

Pomyslcie o tym tak... Co jest trudniejsze ... Moc lub musiec. Co tak naprawde kreci tym wszystkim od tysiecy lat. Oj... Mowie wam jak bardzo ostatnio widze roznice tych dwoch zagadnien. Jestesmy tak zagubieni w tym musiec ze moc zawsze ucieka na drugi plan a jak juz musiec odchodzi moc wciaz pozostaje nietkniete. To nie jest tak ze jestesmy leniwymi stworzeniami. Tylko jestesmy androidami wykonujacymi zazwyczaj rozkazy procedury musiec i to nas rozni od prawdziwych ludzi. Bo prawdziwi ludzi moga.

Musze od poczatku... Zobaczcie. Rodzimy sie i musimy: Oddychac pic, Jesc, spac, wydalac. Jest to podstawowy program funkcjonowania zyciowego jest to jak najbardziej niezalezna funkcja. Kurcze zapomnialem tego pieknego slowa z biologi kiedy cos sie dzieje bez naszej wiedzy... braki programowe konradzie braki wychodza ponownie. No dobra... Wiec musimy bo jesli tego nie zrobimy... To umieramy. Predzej czy pozniej bez tych podstawowych programowych musiec nie damy rady.

Ale to dopiero poczatek wielkiej fazy programowej MUSIEC... Ktora wykonujemy bo musimy wykonywac. Kolejnym programem sa RODZICE... Tak moi mili to oni uzelazniaja nas od programu numer jeden. Jest to bardzo silna zaleznosc bo oprocz oddychania (na nasze szczescie i wydalania to oni decyduja kiedy mamy jesc i kiedy mamy spac plus pare nowych jak Program higieny osobistej. Kiedy mamy sie myc kiedy kapac kiedy myc zeby. Program higieny osobistej ponownie jest uzalezniony od nieustannej walki z zarazkami, tak wiec czystosc lub higiena jest jeszcze jednym problemem ktory stoi na przeszkodzie do tego by MOC... Sprzatamy pokoj, jemy to swinstwo, spimy kiedy chca bysmy spali, jemy kiedy chca bysmy jedli, Jemy to co chca bysmy jedli, Pijemy to co chca bysmy pili, poniewaz nasze MOC czyli CHCIEC ponoc jest niezrownowazone do tego co naprawde jest dla nas najlepsze.

Wiec Program wczytywania systemu pod tytulem. CO ZDANIEM NASZYCH RODZICOW JEST DLA NAS NAJLEPSZE... To moze byc sok z marchwim szpinak, guma rozpuszczalna a czasami nawet tran, szczepienia kontrolne i banki na plecach. W tym samym czasie wytwarza sie w nas czlowiecze MOC czyli CHCIEC.. Szybko rozpoznajemy co dla nas bylo by najlepsze. Sa to pierwsze fascynacje zaczerpane z mediow lub przyrody. Lub tego co rodzice mysla ze jest dla nas najlepsze. Wybierane programy bajki przez nich, odpowiednie czytane na dobranoc ksiazki lub historie niezliczone o tym jak jakie zwierze sie zachowuje...

WAZNE:  ROWNIEZ PROGRAMUJEMY WSZYSTKO TO CO NIE JEST DOBRE W RODZICACH I ICH RELACJACH. PO PRZEZ OBSERWACJE. WCZYTUJEMY CALY SYF BRAKOW CZLOWIECZENSTWA U NASZYCH PODOBIECZNYCH I WYKOZYSTUJEMY TO DO ICH MANIPULOWANIA.

Kolejnym programem podstawowym jest religia. Do dzisi w moich rozwazaniach nie potrafie do konca stwierdzic czy jej brak czy tez naduzycie moze spowodowac nieodwracalne w naszym systemie zaprogramowanie. Ale przede wszystkim Religia w  nagrode zycia wiecznego ofiaruje nam pierwsze zakazy czyli DEKALOG

W przypadku Katolikow jest to:

NIE BEDZIESZ MIAL CUDZYCH BOGOW
NIE MOW JEGO SLOWA NADAREMNA
PAMIETAJ ABYS DZIEN SWIECIL
NIE WKURWIAJ SIE NA RODZICOW
NIE ZABIJAJ
NIE KARADNIJ
NIE CUDZOLOZ
NIE MOW FALSZYWEGO SWIADECTWA
NIE POZADAJ ZONY
ANI ZADNEJ RZECZY

Z pewnoscia bardzo stary i nie updatowany program.
Bardzo ciezki bo do dzis do konca go nie rozumiem. Ale jest i nie wiem czy bardziej pomaga czy przeszkadza ale stoi czesto w kontrze do naszego czlowieczenstwa MOC

Pomyslmy troche o tym MOC... MOC to marzenia MOC to jakim bysmy chcieli byc juz jako dzieciaki. MOC to przeznaczenie czlowieka ktorym jestesmy. Widzicie nie koniecznie musi byc to cos dobrego to moc. Byc moze rodza sie ludzie ktorzy urodzili sie by zabijac a wychowanie rodzicow i dekalog srpawil ze nigdy tego swojeg MOC nie dokonali. Choc z innej strony MOC to naprawde wielka sila. Z pewnoscia wieksza niz MUSIEC ale nie kazdy ma do niej dostep.

No i co... Co dalej? EDUKACJA czyli szkola podstawowy program wiedzy podstawowej, ogolnej i wyzszej.

Pisanie, rachowanie, nauka o przyrodzie, historii, fizyki, chemii, wychowanie w ruchu,

No tak bez tego nie byloby ewolucji ale fakt przymusu czyni nas zaprogramowanymi ludzmi. Bo pamietajmy ze niektorych rzeczy sie uczylismy z powodu czysto patriotycznych by wrodzic do nas milosc do ojczyzy na wypadek naglej napasci. Zreszta duzo by tu pisac i mowic..

Wraz ze szkola wchodzi RYWALIZACJA wewnatrz grupowa. Ktos lepiej wpaja program ktos mniej. Ktos bardziej potrafi rachowac ktos mniej a ktos wszystko laduje do hard driva i laduje te wszystkie indoktrynacyjne informacje. MUSIMY by przetrwac bo kiedy nie mamy wynikow nie mozemy pozwolic na swoje MOC.. Czyli to co nas narpawde interesuje czyli to czym naprawde urodzilismy sie by byc.

Mysle ze wszystkie podstawowe programy koncza sie wraz ze szkola i do momentu kiedy jestesmy dorosli w koncu mozemy wykozystac to MOC... Ale czy na pewno. W momencie kiedy juz MOZEMY MUSIMY zadbac o tyle podstawowych rzeczy o ktore wczesniej dbali rodzice ze neistety znowu musimy ODDYCHAC, PIC, JESC, SPAC... Tylko teraz to tylko od nas zalezy co oddychamy, co pijemym co jemy i gdzie lub jak dlugo spimy.

I Tak MUSIMY MUSIMY az umieramy z przemeczenia starosci komputera wirusa wypadku przypadku bo umrzec to ostatni program z pulki MUSIMY.

No i co? Myslicie ze sobie tak dzisiaj pisze to bez sensu i pisze wam o tych banialukach dotyczacych bycia androidem zaprogramowanym bez reszty wlasnej mysli i tym by moc... Wlasnie ze nie to dopiero poczatek moich wywodow bo MOC mnie bardzo fascynuje i czym bardziej mnei fascynuje widze jak bardzo odlegly jest to czyn by co kolwiek zrobic w tej sprawie.

Oddychamy, pijemy, jemy i spimy. Niestety kiedy nie MUSIMY wstac... Spimy bardzo dlugo... Nie chce nam sie wstac by zrobic troche by te nasze MOC zaistnialo.. Tak kurwa trudno nam sie zmobilizowac przerwac ten program muszenia i nic nie robienia. Oj wkurwia mnei to tak straszliwie bo tyle mielismy przykladow by nie robic nic ze az sie chce lezec i nei wstawac, az sie chce nie jesc lub jesc powiezchownie. Szczegolnei kiedy jestes naprawde sam i nei musisz nic przygotowac dzieciom zchorowanej matce lub zepsutej dziewczynie...

Czyzbysmy byli naprawde androidami ze dopiero robimy wtedy kiedy musimy isc do pracy, kiedy smierdzi od nas, kiedy ubrania sa juz wystarczajaco nie swierze kiedy balagan przeszkadza w poruszaniu. Jezeli sa ludzie ktorzy potrafia wstac rano i to wszystko robic nawet jesli mieszkaja sami, czy nie jest to jeszcze jedny program wyuczony z domu lub innej placowce? Czy to ze wstaja rano by sprzatac nie jest jeszcze jednym musiec. Musiec z zaklamaniem poneiwaz nie musi byc czysto by robic swoje.

Okay... To z innej bajki. Czy sa ludzie... Ktorzy po mimo programow bez oklamywania samego siebie potrafia wstac rano... Po to by: pisac wlasna ksiazke, scenariusz, by szukac lepszej pracy, by realizowac swoje marzenia tworzyc nowe firmy nowe znajomosci nowe podroze...

Nie wiem... Wiem tylko ze mi jest trudno wstac rano by pisac... Ale mowie naprawde pisac a nie marzyc ze pisze... Wiem jaka jest roznica pomiedzy pisac a marzyc by pisac. Potrafie wtedy posprzatac cale mieszkanie i pisac tak by sie oklamywac ze napisalem to co chcialem a tak naprawde jest to nic nie warte. Bo przeczytalem nei jedna ksiazke o tym jak sie pisze i wiqdze ze ci ktorzy pisza to pisza... Pisza i pisza... A nie pisza by napisac i skonczyc...

A ja chce robic wlasne filmy i knuje co tu zrobic by w koncu robic swoje filmy. Co zrobic by byc w tym swiecie szczesliwy by programy wyuczone z dziecinstwa nie przeszkadzaly mi w swobodnym mysleniu.

środa, luty 03, 2010

Wczoraj po poludniu odkrylem ze jestem androidem. To naprawde bardzo ciekawe spostrzezenie zwazywszy ze zyje na tej planecie od 31 lat i bylem przekonany ze jestem pelno sprawnym humonoidem albo inaczej mowiac po naszemu czlowiekiem .. homo sapiensem... co w innym tlumaczeniu oznacza czlowiekiem rozumnym. Okazuje sie jednak ze jetem wyposazony w tak twardy program ze jestem sklonny zakomunikowac ze wszystkie moje decyzje sa tak narpawde decyzjami tegoz programu. Co kolwiek nie zrobie, kazd amoja decyzja to tak naprawde system zerowkowy ktory dziala na wyuczone wczesniej programy.


Ciekawe jak sie czul Decker z Blade Runnera kiedy zrozumial ze sciga siebie samego... Albo jak musieli sie czuc Ci ss mani ktorzy scigali zydow nie wiedzac ze sami nimi sa... 

Napewno sie zastanawiacie co zrobie z ta wiedza. Jak sobei poradze w swiecie ludzi wiedzac ze jestem androidem. No coz.. trzeba bedzie znalesc sobie podobnych lub szybko przeprogramowac sie i moze kiedys stane sie czlowiekiem? :)

czwartek, styczeń 28, 2010

A bo to bylo tak. Szedlem z otwarta buzia w minus 18 z dworca do domu na ochocie i nei moge mowic przelykac gardlo zaczerwienione i nawet mnie dopadlo cos tej Zimy... To chyb apierwszy error ciala po paru latach idealnego zycia bez naprawy. Nie mam kataru ni goraczki jedynie maly bol glowy i to gardlo... Moze mowilem za duzo... moze powinienem milczec i przygladac sie po prostu. Zreszta zima w tym roku naprawde daje popalic. POnownei dzis spadl snieg i balkon jest zasniezony... Wszystkie kupy psow na ochocie i siki i sadze przykryte nowa warstwa pieknego puchu... a ludzie... ludzie warszawy jak z ksiaski Tyrmanda... pawlacze zostaly otworzone i wszystkie najrozniejsze czapy z losiow lasic i cholera wie czego zalozone na glowie. Fytra co poniektorych starszych dam maja po 50 lat i nigdy nie byly prane bo tego nei da sie prac.. zjedzone przez mole uplyw czasu futra zwierzyny paraduja niczym na wybiegu dl amodelek ukazuac mi kreacje roku 2010... oj ciezeki musza byc te futra oj ciezkie bo... panie chodza tak wolniej jak by dzwigaly na sobie kilogramy odziezy.... i tak to sie juz ma i jeszcze jedno nastapi bo nastapic powinno...

pewnego dnia... za pare miesiecy... zaswieci pewna gwiazda zwana sloncem. Zaprawde powiadam wam zaswieci przebijajac sie przez chmury warszawskiej ochoty i pol mokotowskich i przebije sniegi z gownem i sikami sadza topiac je... woda uplynie i powietrze bedize miekkie do tego stopnia ze nawet szczekanie psa nie bedzie juz miala tego echa. Kruki odleca na wies a kobiety zaczna sie usmiechac... Panie wloza korzyuch do szaf a panowie... no coz ... znowu przypomna sobie o kobietach kwiatach i niekonczacych sie rankdach ... i emocjakch...

to bedzie przepiekna wiosna... i mnustwo milosci w okolo .... :)

wtorek, styczeń 26, 2010

Tak jak juz wspomnialem, W tym roku chce pisac o rzeczach ktore sie wydazyly a nie o tym co planuje. Jedna z nich jest bajka: UFO W PIEKARACH... Moge dzis sie przyznac ze pare dni temu skonczylem zdjecia do tego filmu i teraz mnie czeka posprodukcja.
Z pewnoscia jest to projekt z ktorym chamowalem sie tu na blogu pare miesiecy bo od poznego listopada jestem w to jak najbardziej wkrecony. Jest to bajka slaska z elementami mojej zajawki. Pierwszy raz moj scenariusz. To tak jak by ktos po tych wszystkich latach pozwolil mi zrobic cos swojego w czasie dluzszym nisz poltora minuty... Film bedzie mial pietnascie choc wszystko jeszcze ulec zmianie.
Nie chce zbyt wiele zdradzac bo chcialbym by film byl niespodzianka ale juz teraz moge powiedziec ze udalo mi sie polaczyc wszystkei elementy mojego stylu filmowego i wszystkie inspiracje klockow lego gwiezdnych wojen i muppet show... ciekawe co z tego wyjdzie..?

Na koncu zalaczam obrazek mojego mieszkanka ktory narysowalem piec lat temu i kadr z podgladu ktory okazuje sie ze wyglada bardzo podobnie. Czyzbym wchodzil w autorskie kino... ? Mysle ze jak najbardziej TAK... :)



sobota, styczeń 23, 2010

Bylem dzis na filmie wszystko co kocham. Bardzo przyjemnie ogladalo mi sie go. Szkoda ze tylko 7 osob bylo w kinie w sobote gdzie na bilety czekalem pol godziny bo taka byla kolejka na inne filmy. Dziwny ten swiat dystrybucji ale wracajac do filmu... Na koncu jak ta dziewczyna wyjezdza do niemiec zrobilo mi sie smutno... bo przypomnialem sobie ile fajnych dziewczyn wyjechalo do niemiec w tamtych czasach ... Z iloma tymi osobami trzea bylo sie pozegnac... na stale :( przyygnebilo mnie to na reszte dnia bo nie musialy wyjezdzac... i nie chcialy do konca...

p.s nie moge od dzisiaj wysylac zdjec... prawdopodobnie ma to zwiazek z nowymi prawami i tez mnei to smuci bo zaraz juz nic nie bedziemy mogli dawac.. zreszta filmow tez widze nie moge...

p.s 2 nie nie nie... wszystko dziala jest po prostu tu tysiac nowych opcji ladowania tych linkow postow i zdjec... nie ma mnei dwa tygodnie i wszystko sie zmienia

czwartek, styczeń 21, 2010

Skonczylem maraton filmowy... :) szczesliwy i jeszcze raz szczesliwy :)

niedziela, styczeń 17, 2010



Pokora spokoj wytrwalosc szacunek humor szybkosc kompromis profesjonalizm warsztat rzemioslo kreatywnosc usmiech ... tak to wyglada po roku nie robienia emisyjnej reklamy. tym bardziej sie ciesze bo ze stara ekipa ktorzy zmienili sie razem ze mna. Tak jak obiecalem bede pisal o rzeczach dokonanych a nie o planach bo plany sa i duzo sie dzieje. Jednak ta forma opisywania niedawnej przeszlosci niz terazniejszosc moze przyniesie mi interesujace rezultaty. Bo jak sie opisuje cos co sie dzieje teraz, byc moze nie zawsze mozna to opisac obiektywnie



Kryzys dotknol ta cala reklamowa machine i po roku widze jak bardzo ludzie sa zaangazowani w prace. Ale widze tez smutek ktorego nie widzialem wczesniej. Wtedy to byl amok pomiedzy jednym a osiemnastym. Dzis jest wiecej usmiechu i zyczliwosci



O samej reklamie moge powiedziec tyle ze byla wyzwaniem. Bo nikt tego wczesniej nie reklamowal. I nikt nie wie jak zostanie odebrana przez ludzi... jak zawsze. Tylko ze naprawde tego nikt nie reklamowal tym bardziej jest to interesujace.



Zapowiada sie kolejny dlugi tydzien... ale o tej nie doszlej jeszcze przyszlosci napisze jak sie stanie przeszloscia w kolejnym wpisie :)

Przyszlosc terazniejszosc przeszlosc.... ostatnio czuje ze to tak naprawde to samo...

czwartek, styczeń 14, 2010

Znowu w amoku pracy. To jak by wejsc na wlasciwa predkaosc po dlugim postoju. Pociag pedzi i jest szybszy bo odnowiony dooliwiony i bez awarii. Jak dlugo to potrwa? Nie wiem hm... moze az do kolejnej reperacji kolejowej o ktorej z pewnoscia was powiadomie. Jestem bardzo zadowolony w zwiazku z tym. Praca tworcza jednak daje mi bardzo duzo satysfakcji i przypomina po co jestem na tym swiecie. Byc moze gdyby nie bylo postoju nigdy bym moze tego nie docenial jak teraz.

poniedziałek, styczeń 11, 2010



Snieg pada i pada... oj dwadziescia lat temu prawdopodobnie oblegal bym jakas gorke i zjezdzal w ta i w tamta na sankach. Nie jedne sanki polamalem wiec wiem ze tej zimie bym tez nie przepuscil. Dlaczego nie ide zjezdzac? Poniewaz nie waze tyle co 20 lat temu i jestem wyzszy i kazda gorka ktora byla gora bedzie zwyklym pagurkiem teraz. Niestety tez nie mam sanek a nawet gdybym mial wyszedl bym na jakiego pedofila zjezdzajac wiec... trzeba bedzie pomyslec o szybkim wyjezdzie na deske cos mi sie wydaje.

A narazie kolej stanela a musze iles tam razy przeneisc swoje cialo w tym tygodniu... Jutro po 21 do Wroclawia po to by rano w srode z Wroclawia szybko do Katowic po to by szybko w czwartek do Wroclawia po to by w sobote do Warszawy i opoznienie is not an option... tak to sie ma na ten tydzien.

niedziela, styczeń 10, 2010



Zakopany balkon caly w sniegu :)