poniedziałek, marca 29, 2010

Opowiem dzis o trzech filmach ktore widzialem w tym tygodniu. Kazdy z nich na swoj sposob jest inny ale ma jedna ceche...

przetrwa...

Bo na koncu to przeciez o to w tym wszystkim chodzi... by to co robimy nie dosc ze ma wartosc w danym czasie to przetrwa probe czasu i bedzie dzialalo na kolejne pokolenia, generacje.

Pierwszy to ALIEN



Niejednokrotnie pisalem juz o tym filmie. Jest dla mnie klasyka swojego gatunku. Jest w scislej czolowce a tak naprawde Aliena widzielismy moze 8 razy w 8 ujeciach w calym filmie... To mnie fascynuje w pracy Ridleya Scota ze wpuscil mnie tam i pozwoli bym byl dziewiatym pasazerem nostromo. Obejrzalem go w tym tygodniu trzy razy. Raz na DVD.... i jeszcze raz na DVD.. i dzis w Iluzjonie na szmacie 35 mm piekna kopia... To niesamowite a jednak mozna to ogladac na dvd dwa dni wczesniej i idzesz do kina i wszystko zaczyna sie na nowo... i odzialywanie filmu jeszcze wiekrze... te kolory... ach... te kolory w tym filmie.. ta ponad rzeczywistosc .... :)

Kolejny film... to Marcin Martin Scorsese.. i jego kolejny film WYSPA TAJEMNIC


Zrobili fajny film... zrobili film w ktorym od 4 minuty chcialem juz tylko ogladac. Ten klimat lat 50 tych te dialogi ten styl marcinka ktory nie jeden film ogladal w tym czasie lat mi nieznanych 50 tych... i te wcinki XXI wieczne.. rozliczenia z holocaustem i niesamowita zabawa dla kinomana .. sprawila ze pol godzinne spoznienie spowodowane awaria projektora w najwiekrzym kinie komercyjnym w tym miescie, .... nie wplynelo na odbior tego filmu...

Z pewnoscia widze go na mojej poleczce DVD... oj z pewnoscia...

i ostatni jakze niespodziewany...


WHERE THE WILD THINGS ARE....

nie wiem czy bedzie  w Polsce ale powinien.. Nie wiem co zrobia z tym nasi dystrybutorzy. Prawdopodobnie bedzie gdzies w muranowie przez tydzien.. bo watpie by podlozyli dubing by dzieci mogly to swobodnie ogladac... moze nie 3 D... ale dla mnie to 4 a nawet 6D w swoim kinomatycznym wymiarze...

Spike Jonze... pokazal cos czego nie widzialem wczesniej ... To jest chyba najpiekniesze dla kazdego kinomana... zobaczyc cos czego sie jeszcze wogole nie widzialo... ale tak wogole... te pierwsze sceny zabawy dziecka to nic innego jak moj i kazdego z nas fleshback do tych czasow... bo jak pieknei poczuc sie znowu dzieckiem... poczulem i bede czul za kazdym razem kiedy bede ogladal ten film...

Ponoc mial problemy promocyjne i producenckie ten film... ale moze taka jest cena arcydziela.. bo arcydzielo od dziela rozni sie tym ze w arcydziele ... geniusz idze tam gdzie nikt wczesniej nie byl i nie wie co tak naprawde sie stanie... ma tylko rpzeczucie i dobra wole ze bedzie mogl to ktos kiedys zobaczyc... ja widzialem... i knuje by kaza z moich rzeczy mogla isc w ta strone czegos o czym sie nawet nie wie..

Bo zrobic ALIENA 5... lub WYSPE TAJEMNIC 2... to z pewnoscia wspaniala przygoda... ale zrobienie filmu typu WHERE THE WILD THINGS ARE... to po prostu ODYSEJA... :)

a to chyba najlepsza z opcji... dla artysty... gorzej dla dystrybutora ;)

sobota, marca 27, 2010

czwartek, marca 25, 2010

Ze sloncem lepiej mi do twarzy.  Tak mozna by sobie pomyslec ze teraz tylko lepiej. Ale co...? bylo zle by teraz sobei wmawiac ze bedzie lepiej. Nie koniecznie. Jest dobrze i trzeba sobei o tym przypominac. Ostatnio rozmawialem o wzlotach i upadkach kazdego wolnego zawodu. To sie bedzie dzialo... Takie sa zasady i reguly tego schematu. Tej niewymiernosci zawodow artystycznych. Dlatego mysle ze sport jest tak bardzo popularny w emocjach. Poniewaz jest wymeirny. Sport jest bardzo wymeirny lub innymi slowy bardzo matematyczny w ocenie. Bo przecierz od wyniku zwyciescy dziela lepszego od gorszego cyfry... sa ta jakies punkty jakies liczby ktore wymiernie oceniaja twoja najlepszosc. W kinie moba byc to cyfry boxofficu ale kazdy z nas wie ze to tylko dodatek do prawdziwej nagrody...

Tak wiec... gdybam dzialam i ciesze sie sloncem.  Zrozumialem juz niewymiernosc mojego zawodu i ta wiedza pozwoli mi nie zwariowac w mysleniu nawet o tym kto jest lepszy a kto gorszy i kto wygral a kto przegra...

W tym wolym zawodzei niestety zauwazana jest pulapka tej sinusoidy kiedy w koncu sie wznosi nie zauwazamy tego bo chcemy by szla w gore i szla i szla... dopiero keidy spada do poziomu neizadowolenia mozemy sobei powiedziec


kurcze a bylo tak dobrze... :)

poniedziałek, marca 22, 2010

Nie potrafie dzis nic napisac tutaj.  Probowalem zaczac jakis z tematow i jakos nie potrafilem rozwinac rzadnego z watkow. Czyzby pierwszy blok blogowy. Moze zrozumialem ponownie ze ktos to moze czytac interpretowac i jeszcze raz interpetowac? Co warto pisac a o czym nie warto nawet wspominac.  Przeciez nikt mi nie karze pisac regularnie a jednak czuje presje z tej drugiej strony... tej niewymiernej waszej strony. Az chce sie milczec... do momentu ponownego okrzyku egzaltacji....

poniedziałek, marca 15, 2010

Poniedzialek czas zaczac... Mysle ze to bedzie bardzo interesujacy tydzien, zreszta ten piekny prze prze piekny snieg i slonce sa tego zapowiedzia...

Ja oczywiscie od planow startowych na ten tydzien pracy od keidy obiecalem sobie ze w weekend jak nie musze nie robie nic z towarzyszeniem mozgu. Co przyznam, pomaga mobilizowac sie w poniedzialek i pisac montowac robic ext... az do konca tygodnia.

Tak wiec mamy piekna zime, slonce, wiosna za pasem 15 marca czyli jak by polowe miesiaca i piekna ramowke w telewizji. Telewizja wciaz ma jednak wielka sile razenia. Jest ona moze troche rozdrazniona istnienem systemu DVD i INTERNETU ale to wlasnie czyni ja jeszcze bardziej niebezpieczna, dlaczego?
bo daje ludzia to co chca widziec. A oni chca tylko wlaczyc kanal i juz nie przelaczac.  Ostatnio zauwazylem ze samo przelaczanie kanalow temetycznych meczy wiec nie przechodzisz do konca tylko pstryk... i zaczynasz od poczatku

I tak tez zrobili nasi przemili GRUZINI i zobaczyli sobie program jak ruscy zabijaja im prezydenta i niszcza kraj. Bilans? Jedna osoba zmarla na atak serca kilkdziesiat ludzi w szpitalu... Dlaczego?

Bo bardzo wierzymy telewizji. Bo wlaczamy ja o 17 19 19.30 w celu zorientowania sie co jest grane a to co granie nie koneicznie musi oznaczac co jest...

Jestesm osobiscie bardzo poruszony tym wydazeniem, poniewaz juz widze siebie kiedy wlaczyl bym telewizor i zobaczyl o 19 na TVN relacje jak ruscy nas atakuja i wkraczaja do Warszawy... ciekawe co bym zrobil... co bysmy zrobilis... Laptop i spierdalac? A moze cala kase z banku puki by jeszcze dzialaly...

A moze bym po prostu przelaczyl kanal na jaka to melodia? watpie...

Wczoraj byla tez 30 rocznica katastrofy lotniczej z 1980 roku z Anna Jantar na pokladznie... z pewnoscia szczegolny dzien dla Natali Kukulskiej kiedy czekala z tymi kwiatkami na lotnisku...  Dla mnei bardzo interesujacy temat bo empatuje z tymi wszystkimi ludzmi katastrofy... Kiedy moje ciocie lecialy do Canady.. w 1987 roku.. godzine po ich odlocie runol samolot w kabackim lesie tez do USA do lepszego zycia mowiac krotko... myslelismy ze to nasze ciocie odlecialy dalej niz zamiezaly jednak dla meni dziecka urodzila sie trauma ze samoloty spadaja kiedy sa w nich nasi bliscy.

No i w 1991 mialem tego dowod... Ojciec mial wrocic z Canady po roku emigracji.. Juz tydzien przed czulem ze nie moze byc tak pieknie ze dostane te wszystkie prezenty, ze bede mial w koncu kolorowy i to video... nie nie nie to nie mogla byc prawda.. no i stalo sie. Czekalismy tego dnia na wroclawskim lotnisku i nic.... nie przylecia... pojechalismy do domu i jeszcze raz... i nic... nie ma Ojca.. mala panika... ja wrecz placz w poduszke...

Okazalo sie ze w Kanadzie oglosili alarm bombowy i lot zostal odwolany na 12 godzin i mama musiala pojechac do Warszawy i cala afera z tym zwiazana...

No to wchodze na onet pl... i widze tych ludzi ktorzy opisuja smierc (symboliczna w sumie) Anny Jantar i co tu czytam...

- Tylko pisza o Annie Jantar,  Moja mama tez byla w tym samolocie i umarla.  Jak mozecie pisac tylko o tych ludziach zwiazanych z Anna Jantar ja tez bylam na lotnisku

bardzo to dla mnie wstrzasajace jak to czytam chodz niesmaczne jednoczesnie. Czytam dalej.. w odpowiedzi.

Ty pindo myslisz ze jestes sama...  moja mama umaral na raka jak my sie mamy z tym czuc nikt o nas nie pisze .. itd

Internet pozera wlasne dzieci bo jeszcze jak rozumiem docinki w sprawie nowej czapki dody lub filmu pisoenki to w takich powazniejszych felietonach... jest to po prostu nie smaczne.. to jest karykatura i kraju i czlowieka... z pewnoscia nie prawda...

Chcecie prawdy wlaczcie telewizor :) albo po prostu wyjdzicie na ten zimowy spacer puki slonce i snieg na dworze... i zobaczycie cuda... bez komentarzy nikogo tylko i tylko Twoich

środa, marca 10, 2010

No dobrze... Oskary mamy juz za soba mozna otwierac nowy sezon. Mozna otwierac nowy sezon filmowych marzen o nagrodach niespodziewanych sukcesach i porazkach. I tak odnaduje sie w trzech projektach filmowych na etapie scenariuszowych.

W koncu docenilem ten etap. To naprawde fascynujace ze film powstaje na papierze. To taki pierwszy montaz filmu. Szczegolnie podoba mi sie zapis scenariuszowy filmow pisanych przez Paula Thomasa Andersona...  dlaczego? Bo on pisze w formie .. SHOOTING SCRIPT... on po prostu widzi ten film

Mam praktycznie jego wszystkie scenariusze w tej formie i studiuje je... podbudowuje mnie ten zapis. To chyba najlepsza forma pisania scenariuszy autorskich dla rezysera.

wystepuja tam formy takie jak

BEAT
CAMERA PUSHESH TOWARDS
CAMERA FOLLOWS
CAMERA TRACKS ALONG SIDE
CAMERA PUSHES ON AND PANS
CAMERA PUSH IN SLOW
CAMERA ROTATES AROUND

HOLD ON HIS FACE
SAME EXACT ANGEL
ANGEL, MOMENT LATER
SUDDENLY: THE SOUND
UP IN TO CU
LAND IN CU THEN CUT TO BLACK

to pare z setek wypisanych przez niego directiones filmowego opowiadania w scanariuszu.
To tak naprawde rezyserowanie filmu na kartce. W czasie i przestrzeni. Bardzo mnie to bawi czytajac wizje. Jezeli wiesz gdzie isc wiesz gdzie nie chcesz dojsc

lub moja ulubiona Spilbergowska domena: WHAT NOT ON THE PAGE IS NOT ON THE STAGE


Tak wiec mam 3 scenariopiesarskie projekty i trzy deadliny... To szalone ale kazdy z nich ma swoj inny swiat... odrebny w strukturze. Wiec poruszam sie po kartkach trzech swiatow.. piszac szkic...  Przygotowuje 30 minutowy draft bardzo osobistego filmu.  Zadzwonil Producent. Jest zapotrzebowanie to bardzo proasze... Jak najszybciej... hm.. dobrze... napewno 30 minut? nie 90 nie 50 30? dobrze 30...

Kazdy z projektow pisze inaczej...  Pierwszy to generalnei REVISION ostatniej wersji juz tyle wiem o tym swiecie ze to jak wkraczanie w zamkneita historie... dodaje tam ANDERSONOWA ruchy kamery bym wiedzial jeszcze wiecej... Drugi to ta SHE... nowy draft i nowe podejscie do tematu znanego mi juz tak od dawna ze szykuje sie na kolejna mine... jestem przygotowany.. ale do przodu. Natomiast ten trzeci naturalnie ten 30 minutowy rozpisalem na KARTACH pracujac na DRABINAKACH tych wszystkich synopsisach. STORY OUT LINACH to co pan bog przykazal w tych wszstkich madrych ksiazkach. Jest cos bardzo interesujacego w tym...  NP:



Rozpisalem sobie pare stron narracyjnego opisania glownego bohatera... ale wszystko. Poniewaz wzorowany jest na moim alterego wszystko to co tylko pamietam wypisuje o sobie w koncepcji tego bohatera.. jak bylo w rodzinie, jak bylo w szkole jak sie ubieral, co jadl dokladnie wszystko co moze mi pomoc w przekazaniu glownych idei w scenie.

Potem rozpisalem cale polityczne i czasowe tlo akcji.. Wszystko to co pamietalem z tego okresu. . Kto wie moze te miejsc apomoga mi by wytlumaczc cos co pomoze zrozumiec widzowi to co chce powiedziec... bo o to na koncu chodzi...

ODZWIERCIEDLANIE NASTROJU CHWILI
POPYCHANEI HISTORII DO PRZODU
POJAWIENIE SIE WE WLASCIWYM MOMENCIE

to moje glowne przykazania i nie kieruje sie tymi schematami paradygmatu OUT OF BALANCE lub IN BALANCE choc sterczy przede mna ten wykresik... olac wykresy

Trzeba kontrolowac prawda w fikcji... to jest moje glowne zadanie... Szczegolnie ze jeden film jest bardzo klasycznym gatunkiem .. drugi to SF... trzeci to czysto autobiograficzny film... wiec pisze i dopisze je do konca marca.. dopisze.. bo musze dopisac.. oni czekaja na to gowno... ide pisac...

poniedziałek, marca 08, 2010

Nie spalem, ogladalem, wytrzymalem do 6 rano... Tak moge skomentowac ta marcowa noc.  Tak sobie pomyslalem ze skoro niektorzy chodza na imprezy i do pracy na drugi dzien to ja pomimo porannego spotkania nie dam rady? I tak tez sie stalo... bylem nieprzytomny. Na szczescie wszyscy byli wyrozumiali kiedy mamrotalem ze ogladalem Oskary, wiec pmietajcie. Jesli zawalicie noc i musicie pracowac na drugi dzien, wystarczy powiedziec ze sie ogladalo Oskary i wszystkie grzechy poprzedniej nocy wybaczone.

No i siedzie od 23.40 przed ekranem projektora i ogladam te cuda, ten hollywood te gwiazdy i te statuletki i wiecie co?.... kurcze az mi glupio o tym pisac... pierwszy raz czulem popeline.... hm... dziwne. Naprawde czulem jakis zgrzyt. Tak jak by powoli ceremonia nie pasowala do tych czasow. do tych nowych czasow i po raz pierwszy pomyslalem .. Kurcze... cos czuje ze za 10 lat... Oscary beda ceremonia porownywalna do  konkursu piosenki aktorskiej we Wroclawiu. Co nie ujmujac nagodzie znaczylo by tyle ze... Oskar powoli traci swoj prestiz. Oczywiscie oni nie dopuszcza by tak sie stalo ale na koncu to ludzie wybieraja. Tak wiec ten amerykanski sen ktory plynie w moich zylach i byl motywacja do tego by stanac he he... i powiedziec ze dziekuje ze to byla ciezka droga ble ble ble powoli nie pasuje do mojego targetu.. nawet w marzeniach... bo w sumei to wszystko zaczyna sie w glowie... to stanie na podjum po to by kiedys naprawde tam sie znalesc. A moze dojrzewam? A moze naprawde cos sie stalo... nie wiem.


Popelina byl sam poczatek.. Ten gosc spiewajacy brodwayowskie piosenki. Czuje ze ta muzyczka przemija ten hollywood music... ze to nie pasuje do tej prawdy o snie lepszego zycia... ze ta muzyka sama w sobie ten patos nie zachwyca a ujmuje swoja nie prawda o tym co sie widzi na ekranie. Byc moze tak jak byl czas na jazz, rap, opere czas takiej muzyki powoli mija. Zreszta zauwazylem ze rezyserzy rezygnuja z tego typu muzyki.

KONIO byl u mnie wczoraj i opowiada ze byl z dzieckiem na Alicji w krainie czarow i mowi ze muzyka za bardzo zdradzala to co sie widzialo... byla doslowna w przekazie.. Mowila ... zobaczcie idzie duzy potwor Whuaaaaaa bojcie sie ... a nie trzeba bylo wogole dawac muzyki.. To byla bardzo sluszna uwaga bo prawda wychodzi od nas... od widza... Dlatego kto wie Spielberg stracil ostatnio na tym ze Williams po prostu nie dziala... smutne :( ale wyczuwam to.

Ale powrocmy do samych Oskarow. Technologie czuc i to bardzo. Bylem zaskoczony na przyklad nominacja za SCENOGRAFIE... kazda z nich to komputerowa animacja a nie wielkie budowane dekoracje... Czuje ze scenograf musi sie szybko przestawic wlasnie na taka prace... wymyslania z teamem animatorow komputerowych swoich pomyslow. Bo pomimo to ze pachnie tu sciema... To jest teraz PRAWDA kina.. innymi slowy.. Ludzie przyzwyczaili sie do tych Totalnych najazdow z gory na piekne swiaty 2D 3D ... i to juz bedzie... to juz jest...


No i kobieta wygrala Oskara za rezyserie... Swietnie... Ten zawod powoli stanie sie zawodem kobiet. Niedlugo nie beda nawet musialy dzwigac tego ciezaru dogadywania sie z wielkimi chlopami na planie i przekonywania ich .. Bedzie to praca bardziej zamknieta ze specjalistami komputeowymi i beda mogly opowiadac swoje historie tak dobrze jak mezczyzni do tej pory...  I jeszcze jedno. To chyba pierwsza kobieta ktora wyglada jak kobieta a nie jak mezczyzno kobieta jak to bywalo wczesniej ... Miala buist dlugie wlosy byla sexy... nice :)


Tu macie zdjecie kostiumografki ktora zdobyla swojego trzeciego Oskara. Powiedziala ze wie ze bardziej on sie nalezy osoba ktore probuja wyczarowac swiat w ktorym zyjemy a te wszystkie kostiumy z epoki przeszlosci i przyszlosci ktore maja wielkie budzety sa nei dla nich... a jednak ona wychodzi z kolejnym Oskarem... 

Tutaj kostiumy sie bronia... Sa potrzebne i rzaden komputer tego nie zmieni.. trzeba uszyc ubrac i zobaczyc... wiec wszystkie kostiumografki moga byc spokojne o swoja prace choc juz ze statystami ponownie... komputer, komputer jeszcze raz komputer...




Opisuje to by obudzic to co sie dzieje i bedzie dzialo w kinie. Jeszcze raz powiem, ze owszem ta technologie mozna ominac i robic po staremu i byc moze beda to najpiekniejsze filmy. Tylko odbior moze juz nie byc taki sam. Dopuki widz bedzie odbieral to jako prawde nawet scieme prawde to super jesli bedzie zgrzyt ... to bedzie on wyczuwalny.


Wiec czym sa Oskary? A czym jest kino? Czym beda Oskray i czym bedzie kino? Caly czas zadaje sobie to pytanie. Przede wszystkim sobie. Bo trzeba wybrac pewna droge w ktora sie wierzy. Jak by nie bylo jestem pierwszym obserwatorem swoich decyzji i zycia. To ode mnie zalezy czy bede wierzyl w swoje zycie i decyzje czy bedzie to jeszcze jedno zaklamanie... Chce wiedziec co i jak mnie obchodzi. Co jest dla mnei najwazniejsze w formie wyrazu. Co tak naprawde chce udowodnic i sobie i innym. Po co wogole sie tym zajmuje? Jakie sa moje prawdziwe cele. Tylko wtedy bede mogl pokierowac to na wlasciwa droge by ten czas ktory mam wykozystac jak najkozystniej.. Wydaje sie to banalne prawda? ale wierzcie mi jest fundamentem wielu stanow psychocznych i przyjmowania tego naszego swiata rzeczywistego  tak bysmy w niego wierzyli...

niedziela, marca 07, 2010


Pisze SHE. Tak jakos sie to stalo. To tak jak bys zobaczyl swoja byla na ulicy a nie widziales jej pare lat i okazuje sie ze nie dosc ze wciaz wyglada dobrze to nawet jeszcze lepiej wyglada niz wtedy kiedy byliscie razem. Malo tego wciaz jest ten jej wzrok na Tobie i wrecz wyczuwasz ze w jej oczach ty tez jestes lepszy i wogole. Wiec jesli nic nie staje na przeszkodzie idziecie do lozka i wszystko gra i tak tez sie stalo z tym projektem SHE... Po prostu zaczolem pisac.

Ale skoro SF i skoro ja tez zmienilem sie troche od tych 5 lat. Ta relacja jest znowu inna. Moze bardziej dojrzalsza, moze czlowiek po prostu wiecej wie o niektorych aspektach kazdego zwiazku. Duzo mysle o przyszlosci w zwiazku z tym. I przyszlosci samego kina jak i naszej przyszlosci cywilizacji i problemow zwiazanych z nimi. Nie bede zaprzeczal ze jestem w tej podrozy sam. Towarzyszy mi ksiazka z obszernym wywiadem Philipa K Dicka i wielka praca LEMA o wszechswiecie.  Co mnie ujmuje juz na poczatku to fakt ze w XXI wieku poszlismy w technologie zapominajac o updatowych tabu z ktorymi sie borykamy. Dlatego SHE bedzie w tej dziedzinie jakas odskocznia. To bardzo sexualny film i fakt ze zrobilem ponoc kiczowata sexcomedie ZAMIANA, dzis mam ochote pojsc w ten kiczowato abstrakcyjny swiat troche dalej a byc moze przypomne o paru wielkich TABU naszej cywilizacji o ktorych sie dzis nie mowi ale mowic powinno.



I tak nawiazujac do wielkiego wywiadu K Dicka ze swoja przyjaciolka (z ktorya notabene tez spal co bardzo wzbogaca ta relacje) On sie jej chwali jak chlopiec dziewczynce, ktora zaraz ma zbalamucic.  Wymyslil sobie historie pewnych BIOCHYTOW w mozgu ktore w rzeczy samej byly OBCYMI innej cywilizacji. Nie potrafili zrozumiec dzwieku wiec za posrednictwem czlowieka mogli sluchac muzyki. Muzyka byla dla nich rajem. Nie bez powodu ta ksiazka nosi tytul A JESLI NASZ SWIAT JEST ICH RAJEM? ten typek to kiczowaty kompozytor cos na wzor naszego RUBIKA... kiczowaty jednak dobrze zarabiajacy. A ten BIOCHYT i OBCY zafascynowani muzyka robia rewolucje w jego glowie ze zaczyna raptem pisac cos abstrakcyjnego co doprowadza go do katastrofy finansowej jednak szybko wzbudza sympatie u prawdziwych elit przemyslu muzycznego i jego  pasjonatow.

A ja sobie pomyslalem tak... ze skoro K Dick twierdzi ze bedzie to SECOND LIFE... ze mozg tak na prawde umiera ostatni i ze bedziemy mogli klikac tak jak klikamy teraz na FACEBOOKU swoim mozgiem nawet po smierci. Zmienia sie stereotypy postrzegania na przyklad doznan SEXUALNYCH

I tak... napewno kazdy z was lub  probowal chatowac z osoba ktorej wogole nie zna.  Dochodzilo moze nawet do pewnych sexualnych wyznan bo przeciez nikt nikomu nie moze zrobic krzywdy tylko przyjemnosc, podniecic. Zrozumialem ze wlasnie second life dla tego typu ludzi moglo by oznaczac prawdziwe drugie zycie. Bo skoro jakis kaszalot, brzydula, niepelnosprawna lub schorowana osoba nie potrafi znalesc sobie partnera w doczesnym zyciu to jej lata wprawy w flircie internetowym mogly by sprawic ze to ona pobudzala by sexualne mysli innych umarlakow, ktorzy doskonale bawili sie za zycia a i teraz bez czlonkow bez ciala chcieli by sobie pomarzyc sexualnie. Wtedy piekne blondynki z plastikowym biustem nie byly by nawet brane pod uwage bo przeciez teraz liczyl by sie tylko i tylko umysl.

Pomyslalem jeszcze o innych aspektach tej przyszlosci. Ze nie wszystkich bylo by stac na utrzymanie mozgu w stanie second life. Tylko dobrze zarabiajacy mogli by sobie pozwolic na to by moc tam byc. Wiec mozgowcy tym mozgiem wciaz pracowali by nad scenariuszami. monotwali filmy, prowadzili swoje firmy internetowe, mieli by swoje wakacje lub musieli by szukac pracy by nikt ich nie wylaczyl. Ba... ci najbogatsi mogli by miec swoje 3 letnie klony (tu akurat zaczerpnolem to gdybanine filmem MOON) tylko 3 lata kiedy w dowolnym dla siebie wybranym przez nich wieku, mogli by poruszac sie po ziemi i czerpac przyjemnosci zycia doczesnego. Jak widzicie mozliwosci jest bardzo duzo ktora zbliza sie do ostatecznej najciekawsze teori a mianowicie teori STRACHU

wymyslilem ja wczoraj w nocy. Teoria strachu przed smiercia polegala by na tym. Ze skoro mozg umiera ostatni i nie kazdy moze spobie pozwolic na zycie w second life. Musi podjac decyzje czy chce sprobowac smierci naturalnej po to by wyprobowac raj o ktorym tyle sie mowilo przez wieki cale. Lub sprobowac wyprobowanych technologi by nie bylo ryzyka ze po drogiej stronie jest NIC... bo przeciez bylismy juz w NIC chociazby przed naszym urodzeniem i to NIC bardzo przeraza. Oczywiscie kiedy przechodzisz do trybu smierci rzeczywistej nie ma z niej powrotu... wiec tak naprawde ci zyjacy w symulowanej wersji drugiego zycia nie wiedza tak naprawde co daje naturalny raj i naturalna smierc...



Te rzeczy o ktorych tutaj gdybam nie maja nic wspolnego z filmem SHE... ale z pewnoscia poruszaja moje abstrakcyjne myslenie (bez alkoholu i bez innych srodkow od wrzesnia przypominam ) ze moze dojde do pewnych interesujacych wnioskow.. a moze znowu wyladuje w jakims labiryncie co juz nie pierwszy raz sie wydazylo z projektem SHE... i ponownei trzeba sie bedzie rozstac a przeciez keidy jest milosc powino byc i dziecko w tym przypadku film SHE :)

środa, marca 03, 2010

SHE



Moja historia z miloscia do filmu SHE zaczela sie w 2001 roku. Wtedy to mialem pierwsza szanse w zyciu by zrobic film fabularny. Byl to pewien gosc ktory chcial mi dac 100 000 australijskich dolarow by zrobic ten film. A poniewaz w filmie mialy grac tylko 3 osoby i lokacja wymagala jednej praktycznie dekoracji i plenerow na pustyni, bylem przekonany by to zrobic. To bylo w sumie niesamowite uczucie, wrecz bezsenosc z mysla ze ktos dal mi wtedy szanse by robic fabule. Sam fakt myslenia o tak duzej rzeczy bardzo mnie mobilizowala. Scenariusz napisalem w pare tygodni a do glownej roli mialem zaangazowac Tadeusza Szymkowa. Tak, to on mial grac glowna role w tym filmie. Nigdy nie zapomne tego telefonu do Tadzia kiedy z tej australijskiej ziemi powiedzialem. Tadziu jedziemy do Australi robic film. Powiedzial ze czekal na ten telefon cale zycie. Przyjechalem do Polski i przy okazji wszystko staralem sie zamknac na ostatni guzik. Widzialem sie z Tadziem, poznalem Cezarego Harasimowicza ktory sprawdzil strukture i spytal sie czy nie jest za duzo filmu w tym filmie jak na 90 minut. Ciekawe ale wtedy pamietam, bardzo mnie tym zaskoczyl. Teraz po czasie uwazam ze mial doskonala racje. Ten film walil sierpowym nie dajac chwili oddechu.  Po przyjezdzie do Sydney okazalo sie ze facet od pieniedzy poklucil sie ze swoim partnerem i nici z filmu. A ja po tym wszystkim zaczolem moja prawdziwa prace nad tym filmem. To tak jak bys dobieral sie do tej nowo zapoznanej dziewczyny a ktos przed samym stosunkiem porwal ja i zamknol w wierzy. Wierzy ktora wiesz ze mozesz zdobyc. Bo wierzysz ze ona kocha i ty kochasz z pewnoscia. Uczynic siebie lepszym dla niej.. To naprawde byla milosc... od 2001 roku do 2004 pracowalem tylko i tylko nad filmem SHE... stalo sie to moja obsesja. Slenczalem nad kolejnymi to wersjami scenariusza. Pisalem najruzniejsze rozprawki na ten temat. W koncu wyladowalem z 500 stronicowym dokumentem na ten temat. WIelka bryla kartek... Dokument jest tak duzy jak grubosc pudelka papieru do kopiarki. Naprawde niezly szescian. Ostatecznie kiedy przyjechalem do Polski napisalem ostatni draft scenariusza SHE w pazdzierniku 2004 roku i poddalem sie. Po protu nie wiedzialem juz co tak naprawde robilem. Nie mialem dystansu. Wszystko wydawalo sie bezsensu jak by dziewczyna z wierzy ktorej przygladalem sie te ostatni lata przestala mi sie po prostu podobac, choc zostala w pamieci. Mysle ze ten pomysl starzeje sie z kazdym rokiem, bo ja sie z nim starrzeje i naiwnosc pomyslu ktora wydawala mi sie czyms normalnym kiedy mialem 22 lata, teraz jest zbyt banalna. Jak bym chcial jednak inteligentniejszej dziewczyny niz ta zamknieta w wierzy. Choc przyznaje, rok temu napisalem nowe 30 stron tej histori i po przeczytaniu okazalo sie ze nic ona nie ma z oryginalem. Jedyna opcja jesli wogole mial bym to kiedy kolwiek robic. to wrocic do tej naiwnej wersji z 2001 roku i po prostu to zrobic... Taka jest historia tego jeszcze jednego nie zrobionego filmu. A ci ktorzy znaja choc troche mnie w  tym projekcie, wiedza ze siedzial we mnie. Cos jest z miloscia do projektu. Mozna to porownac do milosci do kobiety. Kochasz bo chcesz kochac i nic tego nie zmieni. Dopiero doswiadczenia zamykaja te uczucia i automatycznie potrafisz sie zakochiwac i odkochiwac w zaleznosci od czy ci sie cos podoba lub nie. Mysle ze po latach ze ta bezwarunkowa milosc jaka mlodzi ludzie daza drugiego czlowieka, nie jest tak fundamentalna jak wtedy kiedy chcialo sie oddac zycie za nowo co poznana osobe. Tak samo z projektem. Ta sila wiary w cos co nawet nie do konca bywa racjonalne, czasami i tak daje ten wymazony efekt. Bo to my kochamy i my wierzymy w ta milosc. Wierzymy bo chcemy wierzyc i nikt nie jest nam w stanie stanac na przeszkodzie. Nie boimy sie podejmowac pochopnych decyzji. Nie boimy sie konsekfencji. I mysle ze wtedy albo jest silne rozczarowanie i bol w brzuchu... albo zaczyna sie milosc doskonala.


Ja boje sie tego filmu SHE... bo boje sie tych sil jaka daje milosc. Nie mam nad nimi kontroli.